Religia · 7 min czytania
Dzień spotkania
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lidia otworzyła oczy. Leżała na łóżku. Przez okno zaglądało słońce. Był zwykły letni dzień. Lidka nie pamiętała, jak się znalazła w tym miejscu. „Pewnie mama mnie przyniosła do niego.” – pomyślała. Gdy jednak próbowała się podnieść, zauważyła, że jej ręce są przywiązane do łóżka. To ją zdziwiło. „Kto mnie tak urządził? Jeśli to ma być dowcip, to nie jest śmieszny.” Rozejrzała się po pokoju. Nie należał do niej; znajdowała się w wytwornym pokoiku. Meble były wykonane z pięknego, nieznanego jej drewna, a zasłony były wykonane z delikatnego materiału, tak delikatnego, że jedwab przy nim wysiadał. „Skąd się tu wzięłam?” –zadawała sobie to pytanie. Starała się przypomnieć sobie, co robiła kilka godzin temu, lecz wszystko jakby mgła spowiła. Nagle drzwi naprzeciw niej otworzyły się. Stanął w nich uśmiechnięty staruszek. -Nareszcie się obudziłaś, Lidio. -Kim pan jest? Starzec usiadł przy jej łóżku. -Nazywam się Armisael. Znajdujesz się w moim domu. -Dlaczego jestem przywiązana do łóżka? – zapytała zaskoczona tą odpowiedzią Lidka. -Nie jesteś przywiązana – odrzekł Armisael. – Podnieś obie ręce, a zobaczysz, że jesteś wolna. Lidia podniosła posłusznie obie dłonie i – ku jej zdumieniu – ujrzała, że starzec mówi prawdę. Po sznurze nie pozostało nawet śladu. -Ale przecież byłam przywiązana – wykrztusiła z trudem. Armisael znowu się uśmiechnął. -Ten sznur, którym byłaś przywiązana do łóżka to moje dzieło. Zrobiłem tak, abyś ze strachu nie wyskoczyła z łóżka, bo jesteś jeszcze bardzo słaba. Lidka patrzyła na niego nic nie rozumiejąc. -Co mi się stało? Starzec spoważniał. -Trzy dni temu znalazłem cię w środku lasu i przyniosłem tutaj. Byłaś nieprzytomna. -Przyniósł mnie pan? Chyba jestem za ciężka. Armisael spojrzał na nią z wesołym błyskiem w oku. -Nie oceniaj książki po okładce. Wbrew pozorom jestem bardzo silny. Jakby na poparcie tych słów Armisael złapał za stół, który stał na środku pokoju i podniósł go z łatwością aż pod sufit. Lidia była zdumiona. -Kim pan jest? -To pytanie już zadałaś, moja droga. Ale skoro nalegasz, pokażę ci, kim jestem. -Naprawdę? -Tak, ale nie teraz. Teraz odpoczywaj. Jesteś jeszcze niegotowa zobaczyć to, co mam ci do zaprezentowania. – uciął dyskusję Armisael. Lidka westchnęła. -Skoro tak, to zgoda. -Obiecaj mi jedną rzecz – ciągnął Armisael. -Jaką? -Że się stąd nie ruszysz. Możesz chodzić po pokoju, ale nie wolno ci z niego wychodzić. -Dlaczego? – powtarzała jak zepsuta płyta Lidka. -To dla twojego dobra. – powiedział Armisael z uśmiechem i wyszedł. Lidia została sama. „Dziwne miejsce” – pomyślała. „Ale ten staruszek jest uprzejmy, choć też dziwak z niego. Ciekawe dlaczego mi nie wolno stąd wychodzić? Cóż za tajemnice on ma, o których nie mogę się dowiedzieć? I czemu nie wolno mi obejrzeć jego domu?” Podeszła do okna. Roztaczał się z niego widok na las. „Ciekawe, gdzie jestem” – pomyślała. „Że w lesie, to widzę, ale jak daleko od domu? Mam nadzieję, że mama nie będzie się niepokoić.” Ponieważ Armisael zabronił jej wychodzić, Lidka przespacerował się po pokoju dokładnie oglądając wszystkie meble. Były zrobione tak misternie, że nawet największy stolarz nie dałby rady wyrzeźbić w nich tak pięknych wzorów. Lidkę urzekł kredens, na którego szczycie znajdowały się dwa anioły z mieczami w dłoniach. Były one kompletnie różne od siebie, ale oddane z taką dokładnością, że nawet było widać załamania i fałdy na ich szatach. Gdy tak patrzyła na kredens i anioły na nim, nagle zdała sobie sprawę, że nie jest