Komedia · 9 min czytania
Dzień świra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dojeżdżał daleko do szkoły, więc musiał wcześnie wstać. W związku z tym nastawił budzik na szóstą rano. Poszedł spać. Śniło mu się, że gdy wchodził do swojego pokoju, zobaczył kulę. Czym bardziej się zbliżał, tym bardziej stawała się większa. Zaczął przed nią uciekać, ale w końcu wybuchła. Wyskoczył z niej śmiejący się klaun, który zaczął dzwonić dzwoneczkami o strasznym brzmieniu. Obudził się. Dzwonił telefon. Odebrał. To wujek z Kanady. Musiał dzwonić do niego o 4.00? Co tam. Ma to gdzieś, że jego siostrzeniec o tej porze smacznie śpi. Tacy są wujkowie za granicą. Nie pamiętają, że kiedyś też byli biednymi Polakami. Tacy nowobogaccy, którzy gardzą otwarcie innymi, nawet rodziną. A wujek takiego dobrotliwego udaje. Dobrze, że jak przyjeżdża raz na rok i to ruski, to trochę kasy da. To jedyny z niego pożytek. Sama rozmowa z nim nieciekawa. Marudzi coś tam, że akcje na giełdzie spadły i dziewczyna go rzuciła, itp. Co go to obchodzi? Dobrze, że szybko skończył. Ale spać już nie pójdzie. Po pierwsze, zanim zaśnie, to trzeba będzie wstawać, a poza tym te dziwne sny… Koszmar! Rzeźnia! Masakra! Był z tym u psychologa, ale lekarz teraz mu poradzi…? Przepisał mu jakieś prochy, które i tak nic nie dają. No, może chce się bardziej po nich spać, pić i sikać. Siedzą tylko ci psycholodzy w gabinecie, zdzierają kasę z ludzi, a jak im w łapę nie dasz, to Ci nie pomogą. Pewnie stary komuch z niego. Dorwał ciepłą posadkę dwadzieścia lat temu i siedzi taki dziad, a pojęcia nie ma o leczeniu ludzi. Jeszcze im wszystkim się strajkować zachciało! Myślałby kto… Kto jak kto, ale ci to zarabiają kokosy… Ale pal licho z nimi.
Idzie do szkoły. Dojeżdża pociągami, bo autobusy droższe i niewygodne. Takie PKS-y. Ceny biletów to potrafią podnieść, ale komfort w skali od jednego do dziesięciu to tak minus dwa. Śmierdzi w środku, ciasno jak cholera, kierowca zawsze gburowaty. Gbur jeden. Wlecze się godzinę, a jak pod górkę jedzie, to się zatrzymuje. Buraki jedne z tych kierowców. Zresztą taki system chory cały. Pewnie tatuś mu pieniążki dał i prawko sobie załatwił. Potem jeżdżą takie smarkacze, a pojęcia nie mają o niczym. Ci egzaminatorzy…ech…Tylko o kasę im chodzi. Biedny i uczciwy to za siódmym razem nawet nie zda, choćby się starał, jak tylko można, i jeździł lepiej od Kubicy. Korupcja jest wszędzie. Politycy tylko obiecują, że to naprawią, że to zrobią, a u nich te same problemy. Nic nie robili, nie robią i nie będą robić. Dorwali się do koryta, to poczciwych obywateli w nosie mają. Ale pal licho z nimi…
Do pociągu ma trzy kilometry. To daleko. W takim domu akurat mieszka, że daleko. Jak się przeprowadzali, to rodzice szukali takiego mieszkania, żeby mieć do sklepu blisko i do pracy, mieli to gdzieś, że pociągami będzie jeździł ich synuś kochany. Byle ich wygoda była najważniejsza. Dzieciaczek niech zapyla pół godziny w jedna stronę. Jeszcze te psy od sąsiada. Wychodzi z domu, a tu od razu banda śliniących się, szczekających drapieżników. Trzy bestie, a hałas robią jak stado spasionych słoni. Albo nawet dwa stada. Albo nawet trzy albo cztery, a właściwie cale stado stad grubaśnych słoni! Sąsiad bramy nie zamyka, bo po co? Lepiej niech kochane pieski straszą przechodzących obok ludzi. Można się mu skarżyć, ale on i tak nie dosłyszy. A jak już dosłyszy to i tak nic sobie z tego nie robi. Uważa, że zwierząt nie powinno się w żaden sposób ograniczać. Ale pal licho z nim.
Idzie rano i jest jeszcze ciemno, a już zgaszono lampy oświetlające jezdnię i chodnik. Człowiek będzie szedł, potknie się i połamie kości, ale kogo to obchodzi. Nikt takiej ewentualności nie bierze pod uwagę. Weź sobie zainwestuj w latarkę, aby bezpiecznie dotrzeć do szkoły. Dotarł już na stację PKP. Szło mu się ciężko z pięciokilogramowym tornistrem na plecach. Każą mu dźwigać takie ciężary niepotrzebnie, a potem narzekają, że dzieci kręgosłupy mają krzywe. Chory naród w ogóle. Wszyscy by tylko narzekają, a nie widzą, że problem jest w głębi ich samych. Ale pal licho z nimi.
Czekał długo na pociąg. Nagle z głośnika słychać informację, że pociąg jest opóźniony czterdzieści minut. Oczywiście opóźnienie może ulec zmianie i oczywiście za opóźnienie przepraszają. I co on ma z tych przeprosin? Zimno, ciężki plecak, ciemno jeszcze, a nawet nie ma gdzie usiąść.…