Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Dzień, w którym umarłem po raz pierwszy.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W dniu kiedy pierwszy raz umarłem życie wcale nie przeleciało mi przed oczami. Wręcz przeciwnie, skończyło się błyskawicznie. Wszedłem na pasy sekundę po tym jak zapaliło się zielone światło i ten mój refleks wcale mi nie pomógł. Ostatnie auto zawsze pędzi najszybciej tak jakby te kilka minut miało coś zmienić. Pewnie parę razy tak było, czy w tym wypadku? Nie wiem. Kiedy już nie żyłem nigdy nie spotkałem kierowcy, który mnie zabił. Spotkałem wiele innych osób, spotkałem też ją. Ostatnią osobę, z którą widziałem się przed śmiercią.

30minut przed wypadkiem

Zawsze tuż po leżeliśmy chwilę ciężko oddychając i nie odzywając się do siebie. Potem jedno z nas wstawało, sięgało po coś do picia. Kiedy tak leżała, wyglądała jakby to właśnie o niej Baczyński napisał „Białą magię”. Czasem żałowałem, że skąpy los postanowił również zaoszczędzić na moim talencie literackim i wszystko co próbowałem dla niej napisać było nieporadne niczym raczkujące dziecko. Ot, trochę chodziło, ale pokracznie, a po kilku krokach przewracało się.

20minut przed wypadkiem

Z głośników leciała cicho muzyka. Przynajmniej tak mi się wydaje. Niewykluczone, że idealizuje. Zawsze chciałoby się żeby te kilka ostatnich chwil było magicznych, niestandardowych. Niestety muszę was rozczarować. Większość z nas umrze śliniąc się, robiąc pod siebie, w najlepszym wypadku- umrzecie we śnie. I może w nim przyśni wam się wasze dawne życie. Moment kiedy leciała cicho muzyka. Spojrzałem na nią, wargi się zbliżyły ale nie dotknęły. Spojrzałem na zegarek, który przypomniał o swojej obecności nieprzyjemnym piknięciem.

15minut przed wypadkiem

Ubrałem się już i patrzyłem jak się przeciąga. Jej ręka sięgnęła mojej i na krótki moment poczułem jak niewidzialne iskry dziwnego uczucia skaczą po naszych dłoniach. Potrząsnałem głową i zaśmiałem się na myśl o tym porównaniu. Pamiętacie, raczkujące dziecko.

5minut przed wypadkiem

Zawiązałem sznurówki, zażartowałem, ona się zaśmiała. Kochałem w niej to, że śmiała się tylko z dobrych żartów. Wstałem i pomyślałem, że naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni żeby drugi raz nie wchodzić do tej samej rzeki. Długo się broniła, ja długo naciskałem. Pora deszczowa trwała mnóstwo czasu, czułem się źle. Czasem myślałem, że to mnie wykończy. Musicie przyznać, ze byłaby to śmierć dużo ciekawsza niż zwykły wypadek. Ale udało się. Zdążyłem.

Już

Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje. I wylądowałem. Najpierw głowa, usłyszałem chrupnięcie, świat przybrał niesamowity kolor.

I już. I tylko tyle.

Obudziłem się nieco zmieszany i co tu dużo ukrywać, zdrowo wkurwiony. Usiadłem i zorientowałem się, że za bardzo nie wiem na czym siedzę. Wszystko wokół było strasznie mętne. Miałem podobne uczucie jak to, które czasem się czuje pływając na głębokiej wodzie. Że gdzieś pode mną jest krwiożerczy stwór, dla którego moje poruszające się nogi są wyjątkowo apetycznym rarytasem. Usłyszałem śmiech. I zobaczyłem Boga. Nie uwierzycie. Wygląda dokładnie tak jak go sobie wyobrażamy. Nieco ponad 180cm, nienajgorzej zbudowany, z białą brodą i poważną ale łagodną twarzą. Coś jak święty Mikołaj choć pewnie dużo lepiej od niego zarabia. Z drugiej strony święty Mikołaj kosi gruby hajs za swój czerwony surdut, który sprawiła mu coca-cola. Bóg cierpliwie poczekał aż skończę moje nietaktowne rozważania i odezwał się w samym środku mojej głowy: - Już? - Już. Czy mógłbyś mówić normalnie? Zjawisko telepatii nieco mnie przerasta biorąc pod uwagę, że przed chwilą zginąłem. Właśnie. To bardzo ciekawe w niebie. Od razu wiesz, że umarłeś ale nie odczuwasz z tego powodu smutku. - Pewnie synu. Żałujesz? - Czego? Że zginąłem? Czy, że ją straciłem? Czy może obie te rzeczy naraz plus kilka kolejnych? Bóg spojrzał na mnie z przekąsem i przeciągle gwizdnął. - Grzechów, synu. Grzechów. Jesteśmy w niebie, nie u Ewy Drzyzgi. - Żałuję.- kopnąłem kamyk, który pojawił się pod moją stopą w momencie kiedy szukałem kamyka, który mógłbym kopnąć.- Zdaje się, że często to słyszysz? - Przyzwyczaiłem się, synu. Zapadła cisza, która mogła trwać trzy sekundy, trzy lata albo trzydzieści. - I co teraz?- zapytałem. - Możesz na nią poczekać… Możesz robić co chcesz… To Twój wybór. Masz na to całą wieczność. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie postawiono mnie przed tak łatwym wyborem. - Będę czekał. I tak zrobiłem. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, tam gdzie byłem czas płynie inaczej, o il w ogóle można o nim mówić. Patrzyłem na nią. Jak żyje, jak się starzeje, jak sobie z tym radzi. Widziałem dokładnie moment, w którym pojawiła się pierwsza zmarszczka, potem siwy włos. Było ich coraz więcej. W końcu odeszła. Zawsze miała szczęście, zasnęła i już się nie obudziła. Do samego końca była zjawiskowo piękna.

Kiedy pojawiła się przy mnie większość naszych znajomych już dawno tu była. Ale czekałem tylko na nią. I jej i mnie trudno było uwierzyć w to co się stało. Mogliśmy rozpocząć znowu życie, które zakończyliśmy zbyt wcześnie. Spędzaliśmy ze sobą cały czas, który mieliśmy. A uwierzcie mi w niebie ma się go sporo. Dużo można zaoszczędzić na tym, że śpisz tylko wtedy kiedy masz na to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dzień, w którym umarłem po raz pierwszy. — czytnik · opowiadania