Wojna · 12 min czytania
Dzień z życia H.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
- Gówno! Nie tak miało być! – wykrzyczał rzucając talerzem z sadzonym jajkiem o ścianę – jak to pokonane? Moje wojska pokonane? - Straciliśmy znaczną część lotnictwa. Anglicy… - Przecież mieliśmy, kurwa, liczebną przewagę – powiedział ze spokojem – Kilka miesięcy temu Göring zapewniał, że lotnictwo da radę. Każę ukrzyżować tego idiotę! Nie chcę już niczego słyszeć. Masz przekazać komuś wiadomość żeby Göring jak najszybciej się u mnie pojawił. On się będzie tłumaczył. – przerwał i napił się lemoniady – Jak się nazywasz? - Arno Eifler, Mein Führer – odparł dwudziestoczteroletni syn listonosza, który podczas wojny zajmował się korespondencją i przesyłkami. - Eifler, masz broń? - Tak, Mein Führer – odpowiedział Arno ciągle stojąc na baczność. - Więc, Eifler, pójdziesz teraz do kuchni i znajdziesz idiotę, który zrobił dla mnie te jajka – mówił powoli dowódca, wpatrując się w ścianę obok młodego żołnierza – znajdziesz go i zastrzelisz. - Tak jest Mein Führer – Arno ciągle na baczność, blady jak ściana zaczął szukać ucieczki z tej sytuacji na twarzach oficerów obecnych w pokoju. Nic. Każdy tępo wpatrywał się w ścianę naprzeciwko. Zrobiło mu się niedobrze. - Wykonać – krzyknął Dowódca. - Tak jest Mein Führer – odparł szybko Arno, przyklasnął oficerkami, po czym na pięcie odwrócił się plecami i ruszył w stronę kuchni. Był pewien, że zaraz zwymiotuje. - Eifler! – nagle usłyszał za swoimi plecami syn listonosza, ponownie wykonał zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i wrócił do pokoju. Dowódca zdążył już przysunąć do siebie całą tacę z kaczką i w tej chwili właśnie próbował odkroić od niej pokaźny plaster mięsa. Nagle przestał kroić i powoli podniósł głowę na Arno. Dzieciak pierwszy raz w życiu spojrzał mu w oczy. Nie patrzył nigdy w nic co było aż tak czarne, czarne i bezdenne, patrząc w te oczy można było się zakochać, ale jednocześnie przechodził cię zimny dreszcz. Rozumiał już dlaczego tylu ludzi szło za niego na śmierć, to nie przez patriotyzm, nie, ludzie nie stają się zwierzętami i nie zabijają bezbronnych przez patriotyzm, oni robili to przez te oczy. Nagle Dowódca się odezwał. - Żartowałem, synku, idź do kucharza i powiedz, żeby zrobił te jajka jeszcze raz, ale tym razem niech żółtko będzie mniej ścięte – Arno Eifler wspominał te słowa, ze strachem każdego dnia do momentu, w którym, trzynaście lat później, zmarł na gruźlicę.
*
Dowódca siedział w ciszy w swoim gabinecie i popijał koniak. Był zły, wszyscy jego doradcy zapewniali, że kampania przeciwko Anglii będzie sukcesem, a teraz, kiedy te zapewnienia nawet jeszcze nie ostygły, wszystko się posypało. Praktycznie całe lotnictwo jakim dysponował zostało zniszczone, a bez lotnictwa nie ma szans na przypuszczenie kolejnego ataku na tego grubego gnoja Churchilla. Siedział i myślał co powinien teraz zrobić, co zrobić żeby zmienić tą klęskę w zwycięstwo, albo chociaż remis. Nie mógł pozwolić sobie na porażkę na tak wczesnym etapie swojego planu. Musiał coś szybko wymyślić. Wziął kolejnego łyka koniaku i nagle go olśniło. - Haberer do mnie! – krzyknął. Po kilku sekundach do pokoju wszedł Frederik Haberer, ulubiony oficer Dowódcy, który zawsze towarzyszył mu na wszelkich wyjazdach i w domu. Jego zadaniem było zawsze być pod ręką. Haberer nie wiedział dlaczego Dowódca go lubił, ale jednocześnie cieszył się i żałował swojej pozycji. Frederik miał marzenie, że gdy zacznie się wojna (co przeczuwał już dwa lata przed jej oficjalnym wybuchem) to pójdzie razem ze swoimi przyjaciółmi zabijać tych wszystkich pieprzonych żydków i polaczków, był tylko jeden szkopuł. Mimo tego jak bardzo Haberer pragnął sławy nie mógł przemóc swojego strachu przed bólem, kalectwem i śmiercią, więc gdy Dowódca dał mu możliwość zostać z nim i objąć stanowisko jego „prywatnego oficera”, Frederik zgodził się od razu. Wielokrotnie żałował swojej decyzji, ale udawał przed samym sobą, że odwrotu już nie ma, że Dowódca nie pozwoli mu pójść teraz na front, nie teraz kiedy tak bardzo się do niego, Frederika, przywiązał. Prawdę mówiąc, uważał, że jest najlepszym przyjacielem Dowódcy i ten bez niego nie dawałby sobie rady tak dobrze jak wychodzi mu to teraz, albo wychodziło do wczoraj. - Frederik, zawiadomisz mi Goebbelsa żeby jechał do rozgłośni, a potem szykuj samochód, za piętnaście minut wyjeżdżamy – szybko poinstruował do Dowódca. - Tak jest Mein Führer – odparł Haberer i odwrócił się do wyjścia. - Frederik, każ zawiadomić Goebbelsa, że mam zły humor, zawsze kiedy mam zły humor, palant bardziej się stara, ma być tam przed nami. - Tak jest Mein Führer.
*
Część 22 / 2
- Goebbels, masz tu moje przemówienie, za dwadzieścia pięć minut będę przemawiał do narodu i chcę żeby było wypolerowane, jak coś potem nie będzie grało to ty za to odpowiesz – powiedział dowódca wciskając kartkę zapisaną małym druczkiem w ręce swojego ministra. - Mein Führer, ale czego ono dotyczy? – zapytał Joseph Goebbels, minister do spraw propagandy i prawa ręka Dowódcy. - A jak myślisz, szczurze? – Dowódca umiłował sobie nazywać Josepha „szczurem” już od ich pierwszego spotkania, na początku Goebbels reagował, ale w pewnym momencie Dowódca osiągnął pozycję, która całkowicie uniemożliwiła Goebbelsowi jakiekolwiek dyskusje – Anglicy nam wczoraj wpierdolili, a ty się pytasz czego to dotyczy? Nie dotarł do ciebie odgłos śmiechu tego psa, Churchilla? Nie słyszałeś jak rżał dzisiaj rano znad swojego koryta? - Słyszałem Mein Führer – odparł cicho Joseph – już zabieram się za poprawki.
*
Wczoraj, 31 października ponieśliśmy klęskę na terenie Wielkiej Brytanii, nasze samoloty nie zdołały przedrzeć się przez obronę psów Churchilla. Mimo wszystko nie ma powodów do smutku Narodzie