Fantastyka · 9 min czytania
Dziennik Jacka Frosta-Rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dziennik Jack'a
Piątek 02.11.2012r.
Znowu zobaczyłem się z Jamiem. Przez ostatnie siedem miesięcy nie mogliśmy się spotkać. Na półkuli północnej skończyła się zima więc musiałem przenieść się na południową. W drodze powrotnej postanowiłem zrobić chłopcu niespodziankę. Wezwałem pierwszy śnieg. Gdy padał, ja przysiadłem na drzewie nieopodal szkoły, do której chodzi i czekałem na niego. Było coś w okolicach 13:15 kiedy rozległ się dzwonek ogłaszający koniec lekcji. Po chwili przez drzwi wejściowe przetoczył się tłum dzieci w różnym wieku lecz każdy cieszył się tak samo i z tych samych powodów. Koniec lekcji oraz początek weekendu. W czasie kiedy tak siedziałem na tym drzewie, śnieg zaległ na ziemi solidną warstwą więc postanowiłem rozpocząć bitwę na śnieżki. Ulepiłem jedną i rzuciłem w środek tłumu. Dał się słyszeć śmiech. -Kto to był?-wykrzyknął któryś z uczniów i zrobiwszy również śnieżkę rzucił w podejrzanego. -Ej, to nie byłem ja!-odkrzyknął jakiś chłopak i sam zaczął formować kulkę. W ten sposób wciągu 2 minut rozgorzała pokaźnych rozmiarów walka. Każdy rzucał w każdego. W tym bałaganie odnalazłem Jamiego, gdy ten ochraniając się za drzewem, lepił śnieżki. -Jamie, fajnie znów cię widzieć!-powiedziałem do niego, unikając dostania z śnieżnych kul. -Jack, wróciłeś!-ucieszył się i rzucił przygotowanym pociskiem, trafiając mnie w ramię. Schowałem się za sąsiednie drzewo i również w niego rzuciłem. Po jakiś dziesięciu minutach zauważyłem, że bitwa zaczęła cichnąć. Wzniosłem się trochę w górę i zobaczyłem kobietę, która szła środkiem tłumu, uczniowie rozstępowali się przed nią a niektórzy nawet uciekali. Cóż, niewiele myśląc, ulepiłem śnieżkę i dmuchnąłem na nią, zrobiła się niebieska. Wycelowałem i rzuciłem w ową kobietę. Wyszło tak, że dostała prosto w twarz. Zobaczyłem, że stoi nie ruchomo w półkroku, a wszyscy na placu wstrzymują oddech. -Ktoś trafił „Merry” śnieżką.-usłyszałem jak uczniowie szepczą między sobą. -Kim jest ta „Merry”?-zapytałem Jamiego, a on zbladł. -To jest dyrektorka, najgorsza z wszystkich nauczycieli.-powiedział drżącym głosem. Chyba przesadziłem z tym rzutem. Nauczycielka miała taki wyraz twarzy jakby zjadła kilo cytryn i nagle jej oczy zaświeciły niebieskim blaskiem. „Tak, czar zadziałał!” ucieszyłem się w duchu. Dyrektorka kucnęła i zaczęła formować śnieg w dłoniach, nawet lekko się uśmiechała. -Dobra, kto chce bitwę, będzie ją miał!-krzyknęła i rzuciła w pierwszą lepszą osobę, która obok niej stała. Wszyscy patrzyli na nią jakby spadła z Księżyca, po chwili kobieta huknęła. -Rzucać śnieżkami, ale już!-krzyknęła tonem generała. Tym razem wszyscy posłuchali i walka rozpoczęła się na nowo. Najzacieklej walczyła dyrektorka. Nie trafili ją ani razu a ona trafiała za każdym razem. Całe towarzystwo rozeszło się po jakiś 7 minutach, ponieważ już nie było z czego lepić śnieżek oraz wszyscy byli już mokrzy w tym również Jamie. Zaczęliśmy iść w kierunku jego domu, był on jakieś 15 minut drogi ze szkoły. -Co słychać u Sophie?-zapytałem. -W tym roku poszła do pierwszej klasy, jest z tego powodu wniebowzięta.-odpowiedział, kręcąc głową. Ja się uśmiechnąłem, minęły trzy lata jak pokonaliśmy Mroka, Jamie miał już jedenaście lat a jego siostra sześć-Chodź, powinna być już w domu, nie może się ciebie doczekać.-dodał. Przyspieszyliśmy, chłopiec opowiedział mi co robił jak mnie nie było oraz co słychać w jego szkole. Zastanawiam się co będzie jak z dyrektorki ucieknie czar zabawy, mam nadzieje, że uczniom nie dostanie się przeze mnie. Kiedy dotarliśmy na podwórko przed domem Jamiego, najpierw dał się słyszeć hałas, a potem drzwi się rozwarły i wyleciała na dwór mała dziewczynka. -Jack!-krzyknęła-Jak zobaczyłam śnieg, wiedziałam, że przyjdziesz!-podskakiwała z radości. Kucnąłem by się z nią przywitać. -Cześć, Sop...-odparłem ale nie dokończyłem zdania bo rzuciła mi się na szyję. -Spokojnie, siostrzyczko.-powiedział do niej Jamie-Udusisz go jeszcze. Na te słowa wszyscy się zaśmialiśmy. -Ulepmy bałwanka.-poprosiła nas malutka i zrobiła słodkie oczy. Jak tu jej odmówić? -Oczywiście. A potem zrobimy ci igloo, dobrze?-zapytałem ją. -Tak!-ucieszyła się. Zabraliśmy się do roboty. W po jakiś dwudziestu minutach stał przed nami pokaźnych rozmiarów bałwan (tak przypadkiem…