Podróże · 25 min czytania
Dziennik Wyprawy czyli Już nigdy więcej!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
24 czerwiec - wtorek Maleństwo! Wyobraź sobie, że ten wyjazd to Wielka Wyprawa Badawcza, a Ty jesteś odkrywcą. Wyprawa trwa 69 dni. To tak niewiele. To mniej niż podróż pana Fogg’a (80 dni) dookoła świata, to mniej niż się znamy, to mniej niż się kochamy. Więcej jest studentów UJ, więcej jest ludzi w supermarkecie o 13.00, nawet więcej mam włosów na głowieJ. Minie szybko! Chciałbym, żebyś w ciągu tych dni zdobyła nową wiedzę, doświadczenie, poznała nowych ludzi i dobrze się bawiła. Nie zapomnij jednak, że przed Tobą jeszcze jest całe wspaniałe życie, więc oszczędzaj się, dbaj o swoje zdrowie, jedz i nie przepracowywuj się. Nie zapominaj o bliskich i o tych, którzy Cię kochają. Nie zmieniaj się! Wracaj cała i zdrowa... Moja... Twój Michał Powodzenia! P.S. 69 dni = 1 667 040 minut Czas pisania tego tekstu ok. 5 min.J
26 czerwiec - czwartek Do końca 68 dni W drodze... Brum... Brum...
Jedziemy i jedziemy... Nigdy tak długo nie jechałam autokarem. Dobrze, że już jesteśmy we Francji. Myślałam, że zobaczę jakieś fajne miejsca przy okazji, tymczasem... Nudy. Za oknem nic, tylko pola. Noc była okropna! Na szczęście już po. Wojtek strzelił pawia w autobusie tuż przed granicą polsko – niemiecką. Smród przeokropny! I to jeszcze na moim miejscu! Może dlatego nas tak szybko puścili? Dobrze, że Adaś i Afo mnie przygarnęli na swoje miejsca, bo musiałabym spać w przejściu. Dojechaliśmy na 23. Szybko do mycia i spania. Rano przecież do pracy!
27 czerwiec – piątek Jeszcze 67 dni Pamiętasz mnie jeszcze?
Praca jest okropna! Kolana mi wysiadają! Nie mam siły się ruszać.
28 czerwiec – sobota Do końca 66 dni Wolne? Wszystko będzie OK.!
Jakie wolne? Pracowaliśmy od 6 do 14. Tyle dobrze, że chociaż tylko 8 godzin. Mogłoby tak być codziennie...
29 czerwiec – niedziela Jeszcze 65 dni tj. 9 tygodni Głowa do góry! Czekam na Ciebie i tęsknię...
Część 22 / 6
Zajebisty dzień. Chyba umieram. Sebastian miał zamówienie na 120 skrzynek truskawek. Do tego trzy osoby, które najszybciej zbierają, zabrał do innej pracy. Okropnie! Jak tak będzie jutro, to zwariuję! Jak ja się tu znalazłam? Dlaczego zdecydowałam się na ten wyjazd? Ciekawe co tam u Misia, u moich bliskich?
2 lipiec – środa Do końca 62 dni Minął tydzień od wyjazdu! Trzymaj się!
Zaczęłam jeść... W końcu, bo już wszystkie ubrania wisiały na mnie. Od rana było mi słabo. Nie miałam siły zbierać owoców. Potem puściła mi się krew z nosa i ... dostałam apetytu. Niestety nie miałam dużo ze sobą do jedzenia. Tylko jakieś batoniki czekoladowe jeszcze z Polski. Pochłonęłam je, a po powrocie do domu zjadłam olbrzymi obiad. Od razu lepiej. To chyba oznacza, że zaaklimatyzowałam się...
4 lipiec – piątek Zostało 60 dni W USA jest Dzień NiepodległościJ Odpocznij!
Padłam jak mucha. Wróciłam z pola o 13. Nie mogłam już dłużej. Chciałam się przespać, ale Bambo cały czas dotrzymywał mi towarzystwo. Ciągle nawijał. Kto go o to prosił? Gdy w końcu zasnęłam, po 15 minutach usłyszałam stado słoni wbiegających po schodach. Koniec spania. Trzeba zrobić obiad z chłopakami...
5 lipiec – sobota Do końca 59 dni Wolne?
Pierwsza wolna sobota! Pierwszy wolny dzień. Pierwsze normalne śniadanie! Herbatka, pyszne kanapeczki, kawka... Tak mogłoby być... Wczorajsza impreza była nawet spoko. To niesamowite jaki czysty i donośny głos ma Wojtek. Śmiałam się, że zatrudnię ekipę Michała, Wojtka i Tomka na moje wesele, żeby zabawiali towarzystwo... Solarium nieźle się schlała. Przegrała zakład – musi zrobić striptiz na stole!
6 lipiec – Niedziela Jeszcze 58 dni czyli 8 tygodni
Część 33 / 6
107 skrzynek – zamówienie z pól truskawkowych, na których brak jest owoców. Przeprowadziłam się do Adasia, Grzesia i Piotrka. Zwolniło się miejsce w ich pokoju, bo Bambo opuścił Wyprawę dziś rano. Podobno jest potrzebny ojcu w Polsce. Czy tak jest naprawdę? Trochę mu zazdroszczę. Bardzo chciałabym zobaczyć Misia, Rodziców, mojego Brata... No cóż, pozostają mi tylko zdjęcia... Dowiedziałam się, że prawdopodobnie wrócimy wcześniej! Około 17 sierpnia, albo nawet tydzień wcześniej! Chciałabym zrobić Michałowi niespodziankę...
7 lipiec – poniedziałek Do końca 57 dni To już ½* roku jesteśmy ze sobą!! Na pewno zadzwonię! Kocham Cię! Trzymaj się. Nie poddawaj. Już niedługo. Czekam na Ciebie w Krakowie. * wg Twojego kalendarza
Zadzwonił, ale tak krótko... Poza tym coś zaczyna mnie łamać... Tęsknota, zmęczenie? Kocham Cię Misiu!
8 lipiec – wtorek Jeszcze 56 dni
Czekam z niecierpliwością na list od Michała. Jednak nie wiem czy mnie nie rozklei. To takie egoistyczne! Sama jeszcze nic nie naskrobałam, a chcę żeby on pisał... Ale ja naprawdę nie mam siły...
9 lipiec – środa 55 dni ... i już minęły 2 tygodnie. Buzi!
Dziś było tragicznie w pracy. Wszyscy warczeli na siebie, byli niemili... Zmęczenie, upał i brak pracy daje się we znaki. Trzeba coś z tym zrobić! Jeżeli tak będzie już do końca to chyba umrę. Czuję się tu trochę samotna. Nikt mnie nie przytula...
10 lipiec – czwartek Zostało 54 dni
Część 44 / 6
Pojechaliśmy wczoraj do Intermarche i kupiliśmy tanie wina (1,45 Euro). W nocy odstawiliśmy niezłą imprezę. Dziś szef nie wstał na 6, ja spałam 3 godziny... Przynajmniej rozładowało to napiętą atmosferę. Dziś w polu wszyscy na kacu. Tu jest całkowicie inny kac niż w Krakowie! Bardziej fajny. Prawdopodobnie to przez tą wysokość. Śpiewaliśmy i dobrze się zbierało. Nie pobiłam może rekordu w zbiorach, ale na jabucho jest! Dostałam paczkę i list od Misia. Jak wspaniale zapalić normalnego szluga! List przeczytałam dopiero wieczorem. Bardzo korciło mnie, żeby otworzyć go natychmiast, przecież tyle na niego czekałam. Dopiero po pracy, prysznicu i obiadku, siadłam do lektury. Trochę mnie rozkleił, tak jak się spodziewałam... W niektórych momentach się śmiałam, w innych... Powróciły wspomnienia... Tak normalnie to nie było czasu na myślenie. No chyba że w grządce, jeśli obok nie było żadnej gaduły. Poza tym, tyle nowych wrażeń... Bardzo brakuje mi Misia! W sumie to tylko myśl, że on tam czeka na mnie, dodaje mi sił...Bardzo go kocham i chcę, żeby po moim powrocie wszystko było jak przedtem. Nawet mój język, zwyczaje czy chociażby zniszczone dłonie. Już nigdy nie zostawię go na tak długo samego!
11 lipiec – piątek 53 dni Napisz do mnie... Tęsknię...
Ja też zaczęłam liczyć dni, tyle tylko, że do 17 sierpnia. Jeszcze tylko 37 dni! Tymczasem... tragicznie! Porobiły się grupki i gdyby nie alkohol, to chyba pozabijalibyśmy się. Dziś myślałam, że zaraz popłaczę się w tych malinach! Pan Marek mnie wkurwiał, ciągle tylko szybko i szybko. Kombajny mnie wyprowadzały z równowagi swoim zachowaniem... Zbliża się pełnia... Pamiętam pełnię w poprzednim miesiącu. Oglądaliśmy ją z Misiem u mnie na działce... Obiecałam, że co jakiś czas będę spoglądać na Wielki Wóz i wtedy myśleć o Michale. Niestety jeszcze nie widziałam Wielkiego Wozu, ale to dlatego, że wieczorem (ciemno się robi dopiero koło 22) nie chce mi się już wychodzić ze szkoły. Wczoraj widziałam pierwszy raz Alpy. Są przepiękne! To takie świetne miejsce: do Lazurowego 300km, widać Alpy, Lyon też nie jest tragicznie daleko. Chcę kiedyś przyjechać tu z Michałem...
12 lipiec – sobota 52 dni do końca ( wg mnie 36dni) Wolne?
Pracowaliśmy od 7 do 10.30. Wszyscy na kacu lub jeszcze pijani. Co się działo w nocy... Impreza porządna. Totalne pomieszanie miejsc, pourywane filmy i w ogóle... kosmos... Dziś Piotrek został ranny. Bardzo to przeżyłam i tak bardzo mi go szkoda... oś mówi, że chce wracać do domu. Nie dziwię się mu. Ja chyba zwariowałabym tu w takim stanie... Coraz bardziej czuję się samotna. Brakuje mi Michała. Albo kogokolwiek z moich przyjaciół, z którym mogłabym porozmawiać. Który wiedziałby wszystko o mnie, który rozumiałby mnie. Są fajni chłopcy (prawie wszyscy) ale to jednak faceci. Oni mają swój charakter, swój świat, swoje towarzystwo... Wg nich dziewczyny są fajne ale... to nie faceci.
13 lipiec – niedziela 51 dni do końca tj. 7 tygodni (wg mnie 35 dni!)
Dzień wolny. W nocy chłopcy pojechali na Wybrzeże Lazurowe. Oczywiście, że im zazdroszczę, ale już trudno. Wierzę, że kiedyś przyjdzie taki czas, że też sobie pojadę zobaczyć, poleżeć na piasku nad Morzem Śródziemnym. Ja obudziłam się o 7. To chyba już przyzwyczajenie organizmu. Zdobyłam szczyt Mont Mezenc (1749 m npm)! Śmieszy mnie turystyka francuska! Podjeżdżają sobie pod górę, 20 minut i są na takim wysokim szczycie. Napisałam list do Michała. Krótkie streszczenie imprezy piątkowo – sobotniej, krótka charakterystyka kilku osób. Chciałabym częściej móc do niego pisać, mieć więcej czasu wolnego.
Część 55 / 6
14 lipiec – poniedziałek Tylko 50 dni (tylko 34 dni!) Dasz sobie radę! Kocham Cię!
Dziś był najupalniejszy dzień tutaj od naszego przyjazdu. W cieniu 40oC. O godzinie 9 rano można było już zwariować! Tymczasem Sebastian wymyślił sobie kupę roboty i siedzieliśmy w polu od 6 do 19. Zadzwonił do mnie dziś Misiu. Jak ja go bardzo kocham! Tęsknię za nim. Po rozmowie zatęskniłam za Rodzicami i też do nich zadzwoniłam... Z tęsknotą jest coraz gorzej... Dzisiejszy dzień mnie wykończył. Ten upał, dużo pracy i takiej... Truskawki są świetne. Poziomki mi rosną na działce większe! Oby skończyły się jak najszybciej! Wczoraj był w Mazet jakiś festyn. Były sztuczne ognie i przypomniały mi się moje ostatnie urodziny w Krynicy z Misiem... Oby ten czas leciał jeszcze szybciej!
16 lipiec – środa 48 dni (wg mnie 32 dni) Od wyjazdu minęły 3 tygodnie = 21 dni
3 tygodnie? Tutaj w ogóle tego nie czuję. No może tylko ta praca wychodzi mi bokiem! Dziś już prawie zwariowałam w pracy. Zapowiadali deszcze, burze, a tu co? Chmury były, nawet grzmiało, pokropiło i tyle. Potem wyszło słońce. Znowu wszyscy są zmęczeni, wkurzeni na robotę i warczą na siebie. To też mnie wykańcza. Jutro zrobię sobie wolne!
17 lipiec – czwartek 47 dni (31 dni) Kocham!
Zostałam w domu i trochę mi lepiej. Zrobiłam trzy prania, posprzątałam dom. Napisałam list do Rodziców i wysłałam go. Obskoczyłam pół miasta i nie znalazłam ani pół pomidora! Szlag mnie trafia! Michał stwierdził, że zadzwoni do mnie dziś bo się martwi. Ale jestem zmęczona. W nocy spałam 45 minut, potem 3,5 godziny. Była impreza. Znowu musiałam spać nie u siebie, tylko u chłopaków. Znów były pawie... Rano wstałam o 5.15 i musiałam wszystkich budzić. Ale jazda! Najgorzej było z Grzesiem. Michał, Wojtek i Tomek chcą jechać do Polski w ten weekend. Chyba tu zwariuję bez nich. To trio jest przecież duszą towarzystwa! Jeszcze miesiąc!
18 lipiec – piątek 46 dni (tylko 30 dni!)
Część 66 / 6
Już mniej niż miesiąc! Wczoraj spałam już o 22.30. To niesamowite jak wcześnie! Dziś pracowaliśmy u Bertranda. Ale ma wysyp! To jest robota! Tak to się czuje, że się zarabia. Jutro idziemy o 14 na truskawki a później znowu do Bertranda. U nas wysyp będzie dopiero w następnym tygodniu – ponoć. Z chłopakami nic dalej nie wiadomo. Dziś znów mówili, że jadą w poniedziałek. Zażyczyli sobie niektórzy zebrania z Sebastianem. Nawet było spoko. Właśnie przyszedł Tomek i powiedział, że zostają. Pewnie to zmieni się jeszcze sto tysięcy razy. Wczoraj zadzwonił Misiu a ja nawrzeszczałam na niego. Tak strasznie mi głupio...
19 lipiec – sobota 45 dni (wg mnie 29 dni) Wolne? Usycham z tęsknoty...
Wczoraj widziałam przepiękny wschód słońca z widokiem na Alpy... Chłopcy wrócili z zakupów. Boże, jak tu idą pieniądze! Na byle gówno! Dobra, już 13.20. Trzeba się zbierać do pracy. Do 20 albo lepiej...
20 lipiec – niedziela 44 dni tj. 6 tygodni (wg mnie 28 dni) Głowa do góry!
Jeszcze cztery tygodnie! Za cztery tygodnie o 8 będę siedzieć już w autokarze i wariować, bo za około 26 godzin będę na dworcu w Krakowie. Już zaczynam wariować! Dziś byliśmy w polu 12 godzin. To miła niespodzianka, bo spodziewałam się siedzieć tam co najmniej 20. Naczepałam około 100zł. Maliny są coraz ładniejsze i coraz ich więcej. U Bertranda było fajnie, tylko strasznie gramoliłam się z początku. Zmarnowałam 2 godziny na jedną skrzynkę. Wszystko dlatego, że on zbiera owoce na trochę innej zasadzie niż Sebastian. Coś co U Sebastiana byłoby konfiturą, Bertrand uważa za dobre owoce. A ten cały Bertrand to bardzo sympatyczny chłopak.
21 lipiec – poniedziałek 43 dni (27 dni)
Moi chłopcy z pokoju, już drugą noc z rzędu nie dali mi zasnąć. Wypiłam jabucho z Grzesiem, potem zaczęli szaleć, ja zasypiać i... rano musiałam zamiast Afa, wstawać i robić kawę. Mój Misiaczek zapytał co z Hiszpanią. Tak bardzo chciałabym tam pojechać, ale obawiam się o pieniądze. Z drugiej strony, jeszcze dłużej bez Rodziców, Tomka, Pysi i Krakowa... Zresztą nie wiem co z rezerwacją autobusu. Co ja mam…