Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 14 min czytania

Dzienniki Kopenhaskie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Postanowiłem założyć dziennik rzeczy prawdziwych, bez inspiracji, relacji z podróży w podróży. Kumasz...co masz nie kumać. Po prostu bez języka ezopowego obejść chcę niektóre przypadki, by po latach mieć odpowiedzi i własne przedstawienie zdarzeń mych, no przeciez. Siedzę wygodniutko w samolocie poniekąd, Ryayanair, lini kosmicznie taniej gdyz 40 funciaków za przelot z Londynu do Malmo potyczką miedzy jedzeniem a biletem nie było. Pokazują pierdoły jak pasy zapinać, jak gazu używać a tu głowy włosów przycietych. Wczoraj co parę piasku ziaren temu, ogolić dałem swej dłoni „iroka” na głowie i optymism zaraz pod dno dotarł, chyba z racji tego to owego, że różnośc lubie podkreślać od tłuszczy. Indywidualizmi bez konwersacji wyjaśnić. Umyłem resztki włosów drobnych w wannie zabawek dziabonga, rano kartka na szybie tako oto wisiała.

„Beny czy ty myłeś włosny po obcięciu w zabawka Dziabonga. Na pewno miło jej będzie kąpać się z twoimi włosami.”

No cóż, odpowiedzialny jestem za to na całej lini i trzeba oddać mi to. No ale cóż z tego miły kolego, jak za około dwa miechy Santa Barbara piaskiem i górami mnie poniesie. Jeżeli pamieci nie zbrakie i drżenie rak ustanie, gdyz z ziemi w górę wzbić się wzbiłem łaściwie jako w niebie tak i na ziemi, pod katem, czyli nosem chmury przedzieram, szlaki dawno już odkryte. Spokój znów na wysokościach, bez trzęsień alkocholowych z koszulką „menta” i Nicholsonem w uśmiechu odnosze satysfakcje końca swego. Katastrofy pragne, katastrofa spłaci ten „dług przeklęty”. I też włosy takie jak ja tłuszcza zapuszcza i też w te same rejony kołuje, i też chmury znaczące paznokcie wyrosna kiedyś. Czekam na Szwedzkim londowisku, bagażu dobycia jak kopi w potyczce co ruszy machinę zadziwień, inspiracji i śniegu tak fajnie z mgłą Malmo opuszczającego, przez to 24-ty marca poniekąd. W autobus z lotniska wsiadłem uprzednio karty nie umiejąc z bankomatem skojazyć. Tępy jakis takiś po budowie angilskiej, pamięci nie dokupie, choć stary komp zamula. Myśli przy obserwacji z siedzenia przedniego pana Lee Butlera wydobyły czo szefem mym do wczoraj się zwał. Kolega ów zadzwonił podziękować za to że dla niego odjebałem kawał dobrej roboty, „odwaliłem” rzec powinienem, dla zysku przychylności i utraty wulgarności z jaką głowę noszę. Koleszka Lee wspinał się z Bratem w Indiach po skałach ostrych i często kruchych, zgłębił świat na rafie kolarowej, Helikopter taksówką dla szczytów snoubordu by zszedł na zmiemi, gdyż co czas jakiś, trzeba. To u niego w tyrze dowiedziałem się o przyjęciu na Californijską riviere, gdzie słońca nie opuszcze na krok i rower dosiąde w pojedynkach ze spełnieniami. Właśnie trzecię minute most gigantyczny mijam co z szyb mgielnych burty obite, więc jadę prze kraine nicości, a obok podejżenia. Już piąta leci a tu kosmos natury popisy stroi, zezwala gapią na ile życia ich nie twórcze warte. Kamień wzdłóż drogi okopy wojenne wyświadcza gdy w tunel weszliśmy, gdy w tunel weszliśmy, słońce przyjacielu, czym prędzej błagam, by otwarły się głazy w pełni. Dotarwszy, bagaż zabrawszy, kaptur, łącze na biodra, łącze na klatę i rowerzysta potrącił mnie wyzwiskami: „eeeoooo”. To było pierwsze zetkniecie z rowerowym czarem Kopenhagi, potem to już historia...dróg pokonanych wolą pedałowania. Przejśc przez dworzec główny mi przyszło i furtkę z zakazem wjazdu olać, aż ze strażnikiem wyjaśnienie wymieniłem, kierunku postulat porannego podróżnika spełniony, każdy napotakny hot dog zjedliwie powiem sobie smakowy. Pytam jak jest „przybyłem”, i zostawiam i to im do wypowiedzenia. Ulica na priamo nieprawdopodobnym widokiem obozu koncentracyjnego przywitała kablami, długim szaro ceglanym korytarzem, bezbalkonowych kokien, lamp niekłaniających się kapeluszami. Bez szyldów, bez wskazówek rozgladam okolice dziwnym uczuciem karmiony, mały, w przeciwnym rogu mego pierwotnego marszu budynku wystaje obrazek „Sleep in Heaven” a teraz widzę...mgła odsłoniła grafiti „pieska lecącego na baloniku”. Typowe pytania i wyjaśnienia, choć mogłem przywlec sliping bag, cóż wynajęty koc zadość uczyni. Pokój zwyczajowy, rzec mogę trafnie ze cztery metry na trzy, koi jedynie tio. Tylko łyk stabilności przydać się im mogło gdyż jak zachaczam siekierki i wbijał haki trzecie pietro truchleje zastanawiająco. Karawanu snu nie obędę, lecz nieznajomych obudzić zdołam. Właściwie com obwiniać siebie poczoł jak alkochol winny, obitnice trzeźwości zmieniły browarek na kieliszek wina płynący tu przedemną, a w televizji akwarium pokazują z zielonych skał wyposażone. Niebieska rybka pojawia się i znika, może przejawia i wnika. „Pójde już bo co tak będę tu tak sam siedział”. Museum sexu czy raczej erotyki i tak mawiają:

„Charlie Chaplin called himself: „ The Eighth wonder of the world” Virgius – The most beautiful from all human life” He one declared: “Is the very young girl just starting to bloom”. Preferring young girls resulted in four marriages(three to womens of 18 or younger)

Niewiele w porównaniu do pabu owego dało memu dążeniu museum sexu, świecznik wyrasta z przed okna gałędźmi, rozczochrana ramion dziesiątki jak włosy na żelu trzymają serca płomienne płaczliwym torem wosk okapami gałązie i kożenie wzmacnia, takim oto przyziemnym zapachem pisze: „Filozofowie to ci co potrafią dotykać tego, co jest zawsze takie same pod tym samym względem, oni zawsze kochają tę naukę, która im odsłoniła coś z owej istoty rzeczy, z tej, która istnieje zawsze, a nie błąka się i nie plącze skutkiem powstania i zatraty.(...) Przewodniczką jego(filozofia) była, jeśli pamiętasz, prawda. On miał za nią iść bezwarunkowo i pod każdym względem albo inaczejblagierem i nie mieć nigdy nic wspólnego z filozofią prawdziwą(...) Kto istotnie kocha wiedzę, ten się z natury na wyścigi rwie do tego, co istnieje, a niepotrafi się zatrzymać przy licznych poszczególnych wypadkach, który tylko uchodzą za rzeczywistość; on będzie szedł dalej nie osłabnie i nie przestanie kochać, zanim nie dotknie istoty każdej rzeczy tą częścią swojej duszy, której dane jest dotykać i czegoś takiego. A to dane jest bytowi tej, która sama jest pokrewna. On się nią do bytu istotnego zblizy, zespoli się z nim, płodzić zacznie i rozum prawdę, dostąpi poznania i będzie żył naprawdę i tym się karmił. Dopiero wtedy przestanie się męczyć a prędzej nie. Czyż nie tak?” Doczłapały się one(me nogi) do schroniska, gdzie trzecim pietrem łóże, a tu domino. O co chodzi tak naprawdę? O ciąg wpływów ludzkich? Czyżby oddziaływań jednego charakteru, jak fala, poprzez nastepny i następny by burzył, by budował, charaktery inne, zasady, wagony pakował na dalekie Syberyjskie podróże, dalej mróz coś z człowieka ma... By przejść przez cieśnine Beringa odbicie w lodzie swoje ujażmić musiał,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dzienniki Kopenhaskie — czytnik · opowiadania