Horror · 19 min czytania
Dziewczyna z szafy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
{b}DZIEWCZYNA Z SZAFY{/b}
12.02.2013 Kariera Anity Cisowskiej wisiała na włosku. Jeśli do jutra nie wyrobię się z tym projektem, wywalą mnie z roboty! – myślała. Przyszłość rysowała się w ciemnych barwach. Winą za to wszystko obarczała męża, który zginął w wypadku samochodowym. Kochała go, owszem, ale to on zostawił jej na głowie dwójkę dzieci. Sama nie dawała sobie rady, więc zamieszkała wraz z matką. To jednak nie rozwiązało wszystkich jej problemów. Pochyliła się nad laptopem, wytężając szare komórki. Cholera! Dzieciaki zaraz wrócą ze szkoły, a ja nawet obiadu nie ugotowałam... - Mamo! – krzyknęła. – Chodź na chwilkę! Do pokoju przydreptała stara, pomarszczona kobieta o siwych włosach i haczykowatym nosie. Rodzicielka Anity – Amelia – miała siedemdziesiąt dwa lata i wciąż trzymała się dobrze. Nic dziwnego – kobiety z rodziny zawsze były długowieczne. Ciotka Halinka miała dziewięćdziesiąt osiem lat, gdy potrąciła ją rozpędzona ciężarówka. - Co jest? – spytała Amelia. - Skoczyłabyś do sklepu po zupki w proszku i jakieś pulpety do podgrzania? - Nic z tego, wiem co kombinujesz. Nie dam się tak łatwo otruć. Już wolę iść z dzieciakami do KFC. - O, nie! Tam to dopiero podają śmieciowe żarcie! - No to może zamówimy pizzę? – zaproponowała Amelia. - Dobra – odparła Anita. – Niech już będzie. Starucha klasnęła w dłonie. - Wyśmienicie! Jak tylko te urwipołcie wrócą ze szkoły, zadzwonię do pobliskiej pizzerii! Wtem drzwi otworzyły się z hukiem. - Jeść! – krzyknęła w progu Sandra, dzielna pierwszoklasistka, wielbicielka brutalnych gier komputerowych i krwawych filmów. Tuż za nią kroczył jej starszy brat, Kamil, uczeń drugiej klasy gimnazjum. - Jak tam w szkole? – spytała Anita, odrywając się na chwilę od laptopa. - Dobrze – odparł chłopak, po czym powłóczył nogami do swojego pokoju. - Pobiłam się z Wojtkiem, a on ugryzł mnie w łokieć – zrelacjonowała Sandra i pobiegła do kuchni. - Na obiad będzie pizza! – krzyknęła za nią matka, po czym wróciła do pracy. - Wchodzi w trudny wiek... - stwierdziła Amelia. - Okres pierwszych miłości i pierwszych rozczarowań... - Sandra? Przecież ona ma dopiero SIEDEM lat! - Nie, głupia! Mówię o twoim synu! Nie zauważyłaś tego? Od tygodnia jest jakiś przygnębiony. - Myślisz, że coś przed nami ukrywa? - No, przecież... nadchodzą walentynki. A on nawet nie ma dziewczyny, z którą mógłby pójść na szkolną potańcówkę. - Dyskotekę, mamo. W dzisiejszych czasach mówi się na to „dyskoteka”. A tak właściwie, skąd ty to możesz wiedzieć? - Hej, dawno temu, w odległej galaktyce, ja też byłam dzieckiem. No i miałam córkę. Lata doświadczenia, moja droga. Jak sama będziesz babcią, to załapiesz. - No to jak mu pomóc? On jest taki nieśmiały i... no cóż, nieco gapowaty. - Przecież zawsze powtarzałaś, że liczy się tylko wnętrze – zauważyła Amelia. - Niby tak, ale nastoletnie dziewczyny lecą raczej na sportowców. - Albo na gwiazdy rocka – rozmarzyła się staruszka. - No właśnie - Anita westchnęła ciężko. - A Kamil gada tylko z tą Zośką z równoległej klasy! - Jeśli pozwolisz - szepnęła Amelia – ja spróbuję mu pomóc. Moim sposobem. Anita spodziewała się najgorszego. - Mamo... czy ty chcesz... użyć magii? Staruszka skinęła głową. - Pogięło cię już zupełnie?! Nie pamiętasz, co się WTEDY stało? Obiecałaś, że już nigdy tego nie zrobisz! - Ale tamto to była pomyłka! Skąd miałam wiedzieć, że Sandra zaprosi do nas tę dziewczynkę z sąsiedztwa! Obiecuję. Tym razem będę ostrożna. Bez uroków. Bez eliksirów. Nie ma mowy o jakiejkolwiek wpadce. Zapadła grobowa cisza. - Więc... co chcesz zrobić? – spytała wreszcie Anita. - Możemy wyczarować mu sukkuba! - Sukkuba? Mamo! Przecież to... - Demoniczna kochanka – podsunęła Amelia. - Ale to jeszcze dziecko! - Spokojnie. Ograniczymy podstawowe funkcje sukkuba i będzie dobrze. Skoro chłopak nie umie znaleźć sobie dziewczyny, dostanie ją od nas! - Ona będzie zaprojektowana, by go kochać – zauważyła Anita. - Dzięki temu sukkubowi wyzbędzie się nieśmiałości. No i wreszcie zaczną go szanować. Teraz jest popychadłem. A wiesz, każdy kolega marzy o dziewczynie idealnej. Wybije się. Zresztą... pamiętasz jaki był Alan, kiedy się poznaliście. - On sam poradził sobie ze swoimi problemami. Kamil też powinien. - Z naszą pomocą będzie mu łatwiej. Zresztą, pamiętaj, kim jesteśmy. Skoro mamy dar, dlaczego by go nie wykorzystać? Anita pokręciła głową ze zrezygnowaniem. - No dobra. Możemy spróbować. Tylko... ja dawno nie używałam magii... - Spokojna głowa. Tego się nie zapomina. Ty tu sobie dalej pracuj, a ja poszukam składników. Mam listę w małym palcu, więc nie będzie problemu. - Mamo...? - Tak? - Skąd u ciebie taka dobra pamięć? Czyżbyś sama... korzystała z... No wiesz... Amelia przewróciła oczami. - Raz, czy dwa.
* * *
Gdy wybiła północ, Anita udała się do pokoju swojej matki. Starucha już na nią czekała. - Masz składniki? – spytała Anita. Amelia skinęła głową. - Zaczynamy? - Dobra. Zróbmy to. Amelia wyciągnęła z szafy metalową misę i wrzuciła do niej lalkę Barbie. - Podstawa stworzenia. Anita dodała powycinane z gazet zdjęcia nastoletnich modelek. - Wygląd zewnętrzny. Amelia dosypała kilogram cukru. - To taka metafora. Coś jeszcze? - Może słownik poprawnej polszczyzny? – zaproponowała Anita po chwili zastanowienia. - Nie będziemy musiały jej uczyć. - Dobra myśl! Po chwili grube tomisko dołączyło do reszty składników. - To wszystko. Możemy zaczynać. Anita podała matce zdjęcie Kamila. Staruszka podpaliła fotografię i wrzuciła ją do naczynia. - Dawaj, maleńka! Teraz zaklęcie!
Potężna siło ciemności, Usłysz swych córek wołanie! Przybądź z odmętów wieczności By spełnić nasze żądanie!
W jednej chwili cały pokój wypełnił się magicznymi oparami.
Część 22 / 3
* * *
13.02.2013
Kamil był już na nogach od ponad piętnastu minut. Obudził się wcześniej niż zwykle, bowiem tego dnia miał zamiar zaprosić Zośkę na szkolną dyskotekę. Wystroił się, wyperfumował, założył nawet szczęśliwe skarpety. Wtem, gdy już szykował się do wyjścia, do jego uszu dobiegł stłumiony stukot dochodzący z wnętrza szafy. Stuk, stuk! Kamil zamarł, z grzebieniem wplątanym w rudą czuprynę. Wziął głęboki wdech i – niewiele myśląc - rozsunął drzwi szafy. To, co tam zobaczył, zupełnie odebrało mu mowę. Na stercie ubrań siedziała wysoka cycata blondyna, ubrana w białą koszulkę i krótkie spodenki. Wydawała się jakaś dziwna. Nienaturalnie piękna. Zbyt idealna, by była prawdziwa. Rozdziawił usta ze zdziwienia. W jednej chwili tysiące myśli przemknęło mu przez głowę. Co to za jedna? Jaka śliczna... Skąd ona się tu wzięła? Próbował sobie to jakoś wytłumaczyć, lecz nie potrafił. - Cześć. Jestem Mira – przedstawiła się dziewczyna. Wyskoczyła z szafy i bez zbędnych ceregieli pocałowała go w usta. – Wygląda na to, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
* * *
- Mamo! Co to za głupi pomysł z tą szafą? – jęknęła Anita, obserwując rozwój sytuacji przez dziurkę od klucza. - Lepiej z szafy niż z lodówki – oceniła Amelia. – Przestań marudzić i daj popatrzeć! - Jesteś pewna, że dobrze robimy? - Nic się nie martw. Kamil polubi Mirę, mówię ci. To chodzący ideał. Anita skinęła głową. - W końcu same ją stworzyłyśmy.
* * *
Część 33 / 3
- Eee...? Skąd ty się tu wzięłaś? – Kamil z wrażenia opadł na łóżko. - Nie wiem. – Dziewczyna z Szafy wzruszyła ramionami. – Ale kogo by to obchodziło?! Jestem tu po to, aby cię kochać! - Co?! Żarty na bok. Gadaj, kim jesteś. - Nie wiem. - Jak masz na nazwisko? - Nie wiem. - No to co wiesz?! - Że cię kocham! Chłopak miał ochotę przywalić głową w ścianę. - To jakaś paranoja! - Też tego nie ogarniam. Kamil pokręcił głową ze zrezygnowaniem. - No dobra, załóżmy, że straciłaś pamięć... To nic niezwykłego, zdarza się. Musiałaś doświadczyć jakiejś traumy. Pewnie uciekałaś przed seryjnym mordercą i... postanowiłaś ukryć się w... mojej szafie...? Tak, kurna, to na pewno ma sens! – Wstał. - Idę do szkoły. Muszę to sobie przemyśleć na spokojnie. Ty wracaj do szafy. - A śniadanko? Jestem głodna! - Dobra, dam ci moją kanapkę... - Dzięki! A czemu ja nie mogę iść do szkoły? - Bo... nie masz mundurka. Dobra, lecę! Później wymyślimy, co z tobą zrobić.
- Och, Kamil... - szepnęła Mira, gdy chłopak już wyszedł. – Nie myśl sobie, że tak łatwo ci odpuszczę!
* * *
Kamil kupił gazetę i przeglądał ją w drodze do szkoły. Przecież rodzina Miry musiała gdzieś zgłosić jej zniknięcie! Cała ta sytuacja wydawała mu się absurdalna! Wtem usłyszał, że ktoś woła jego imię. Obejrzał się i dostrzegł majaczącą się w oddali sylwetkę Zośki. Biegła w jego kierunku. Jej rude warkocze wiły się na wietrze. Ubrana była w cienką bluzę i spodnie dżinsowe. Globalne ocieplenie robi swoje. Nagle Zośka potknęła się o własne nogi i runęła jak długa na ziemię. Kamil pomógł jej wstać. - Nic ci nie jest? – spytał, chowając gazetę do plecaka. - Wszystko okej. Żyję, żyję! Co tam słychać? - Ech, długo by opowiadać. Nauczyłaś się na ten sprawdzian z historii? - Oczywiście. - Świetnie. Znajdę cię po czwartej lekcji i odpiszę sobie pytania. - Nie ma problemu – odparła z uśmiechem dziewczyna. W drodze do szkoły gadali o różnych głupotach. Na korytarzu rozstali się i każdy poszedł na swoje lekcje. Zapowiadał się kolejny nudny dzień w budzie. To, co wydarzyło się później, zaszokowało wszystkich.
* * *
Mira opuściła szafę i rozejrzała się po pokoju Kamila. - Komputer... - mruknęła sama do siebie, po czym wystukała coś na klawiaturze. – Nudna ta gra – mruknęła pod nosem i postanowiła znaleźć sobie ciekawsze zajęcie. Pobiegła do łazienki.…