Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dom-ogrod · 9 min czytania

Dzika Natura

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzika natura. Nasza działeczka przy szeregówce ma około 60 metrów kwadratowych. Nie jest to okazała parcela, lecz bezpośredni kontakt z tak zwaną naturą, zapewnia bezbłędnie. Zalety działki o niedużych rozmiarach są oczywiste. Gdy niektórzy znajomi opowiadają, ile czasu poświęcają na koszenie trawy, to aż trudno uwierzyć. Są tacy, którzy, o ile nie ściemniają, każdą wolną chwilę w sezonie zmuszeni są poświęcić na tę czynność. Ale nic za darmo. Gdy, ktoś chce szpanować wielkim areałem, musi cierpieć. Dajmy na to, zaczyna taki ktoś kosić od północnej strony, tam trawa rośnie wolniej. W przeciągu dwóch tygodni dojeżdża kosiarką do przeciwległego płotu. A złośliwa trawa już odrosła. Chcąc, czy nie, musi zaczynać wszystko od początku. Tak szybki przyrost trawy nie jest całkiem naturalny. Wydane wcześniej niemałe pieniądze na najlepsze nawozy, a do tego wysublimowane systemy podlewania, robią swoje. Marzeniem każdego jest wyhodowanie angielskiego trawnika. Na takim zieleńcu dziewczyny mogą chodzić nawet w ostrych szpilkach i nie zapadną się w naturalną murawę. Dążenie do doskonałości jest chwalebne, lecz efekty nie zawsze są zadowalające. A to nawóz nie ten i trawa zżółkła i gnije. To znowu chwasty się pojawiły i z trawnika robi się łąka. Ale najgorsze są pendraki. Wtedy z angielskiego szyku nici. Jeden mój znajomy, żeby uwolnić się od koszenia, wyprowadził się od teściów do bloku. Stwierdził, że woli robić grilla na balkonie. Potem profilaktycznie przestał w ogóle bywać u rodziców żony. Lecz okazało się, że tak naprawdę chodziło mu o ograniczenie kontaktów z teściową. Tu, każdy pretekst jest dopuszczalny. W zaufaniu powiedział mi, że wysłuchiwanie mądrości teściowej przyprawiało go o mdłości. Przy okazji izolacja żony od matki, poskutkowała jej bardziej racjonalnym zachowaniem. Nie podzielam optymizmu kolegi. Prędzej czy później, teściowa odzyska kontrolę. Inny znajomy kupił traktorek z kosiarką. Chwalił się, że temat koszenia załatwiał w ciągu dwóch dni. Potem z powodu okresowego braku ulubionego zajęcia, jakim stała się dla niego jazda na kosiarce, zaczął kosić u sąsiadki. Teraz podobno ma się przenieść do tej sąsiadki i tylko u niej kosić. Niepostrzeżenie musiał rozszerzyć dla niej swoją usługową ofertę. Jak z deszczu pod rynnę. Ja tam mogę mój trawnik kosić kilka razy dziennie i jeszcze miałbym czas na zrobienie grilla. Ale ponieważ lubię moją łączkę, to koszę ją raz w tygodniu, za grillowaniem natomiast nie przepadam. Nie po to z trudem rzuciłem palenie, żeby teraz wdychać dymy i wyziewy. Lecz niestety w tej sprawie wyszła pewna wada, mojej małej działeczki. Przy szeregówkach te skrawki zieleni, przylegają ściśle do siebie. Jak to w szeregu. A ponieważ w tej części Europy zamiłowanie do grillowania jest dość powszechne, to moje zdanie nie ma znaczenia. Jedyna różnica jest taka, że nie jestem grillownikiem czynnym, a jedynie biernym. Są pewne korzyści z tej sytuacji. Po pierwsze bez konieczności zakupu własnego grilla, a także węgla drzewnego i wiktuałów, praktycznie za darmo i bez jakiejkolwiek pracy, mogę nawdychać się zapachów charakterystycznych jedynie dla tego kulinarnego procederu. Bo gdy w godzinach południowych, wyczekiwanej soboty, przygrzeje słoneczko to wiadomo, co się będzie działo. Niechybnie co drugi, a przynajmniej, co trzeci sąsiad wierny tradycji, mozolnie, lecz zarazem z uśmiechem na ustach podejmie wyzwanie. Bo zwęglanie i obdymianie wszystkiego, co tylko można kupić w pobliskim markecie, nie jest sprawą łatwą. Powstająca w ten sposób mieszanina zapachów tlącego się węgla, smażonych mięs, kiełbas, ryb, warzyw, owoców prawdziwych i tych z morza, na pewno zaspokoi najbardziej wybredne powonienie. Do tego sąsiedzi są życzliwi. Nie ma obaw, bez proszenia poczęstują śląskim krupniokiem lub spaloną na węgiel kiełbaską. Takie to dobre, a tyle się tego narobiło, że szkoda wyrzucać – z uśmiechem podsuwa sąsiadka. Nie ma co narzekać. Gdy odbywa się ten swoisty karnawał grillowania, można pozostać w domu. Każdy ma wolny wybór. W szeregówkach tak już musi być. Lecz sprawa wolnego wyboru komplikuje się, gdy dotyczy naszych braci mniejszych. A jeżeli w grę wchodzą tzw. zwierzęta dzikie, to już nie ma pola do manewru. Któregoś roku, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, czy przynajmniej negocjacji, wprowadził się do naszej małej działeczki jeż. To bardzo nas zaskoczyło, lecz i ucieszyło. Cała rodzina zastanawiała się jak to możliwe. W mieście i to do naszej działeczki, taki sympatyczny zwierzak. Prawdę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%