Filozofia · 3 min czytania
Dziwny bełkot
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Huśta się na huśtawce. -Podnieś głowę. Popatrz na Słońce. Niech cię oślepi. A jednocześnie zbawi. Bo tylko na takie zbawieni tacy jak my mogą liczyć. Na nic więcej. Niech zatańczą ci kolorowe plamy przed oczyma. Boli? Ma boleć. Jeżeli boli to chyba żyjesz. Twoje ja reaguje na cierpienie. Moje kocha cierpieć. Takie się już urodziło. A z wiekiem po prostu uświadamia sobie to coraz głębiej. Ale nie o moim ja miało być. Widzisz to na huśtawce? Ładnie wygląda prawda? -Tak, widzę. Kto to? - Zdrajca mój drogi przyjacielu. Najpodlejsza ze żmij. Oszustka, która cię bezwzględnie zwiedzie na pokuszenie. Aż zaprzedasz swoją duszę. I nic nie zostanie. Bo wszystko to aż dusza. Nie jakieś tam głupie serce. Zresztą nawet go nie mam. - Każdy ma serce idiotko. - Nie ja. Popatrz. - Nie musiałaś ściągać bluzki. To tylko blizna, i co z tego? - A to z tego, że je sobie wycięłam. Najzwyczajniej. Kawałkiem szkła, po tym jak się znowu upiłam. Kryształu kawałek przeciął skórę i tkanki, wbił się głęboko i pozbył tego głupiego narządu. - Ech urocze. A co piłaś? - Tym razem tylko wodę życia, wspomnień kilka, krew drzewa o barwie szmaragdów,…