Fantasy · 14 min czytania
Dziwny ten świat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
– Będziesz tak milczał cały dzień? – spytał Regh. – Potraktowałem ludzki szkielet dziecka jak poduszkę i dałem się namówić na kradzież kości z świętego cmentarzyska.. zgadnij? – burknął Fainghaw. – Ale za to idziemy w dobrym kierunku, lepsze to niż siedzenie w jaskini. – uśmiechnął się z przymusu młodszy krasnal. – Będę musiał przejść przez rytualne oczyszczenie. Ona także, jeżeli przeżyje. - kapłan zerknął na nieprzytomną przyjaciólkę - Do tego w Fanoth będą na nas czekać goście, a daniem głównym będziemy my! Doprawdy nie mam dowcipu w gębie za sesztr, więc przestań mnie drażnić, muszę pomyśleć! – – Pomyśleć! To ja uratowałem ci skórę! A plany układam nie gorzej od ciebie. Choć ty, o mędrcze, nigdy tego nie widzisz. Czasami żałuję, że wlekę się za tobą, choć tera mógłbym popijać miód u twego stryja.. gdybym cię zostawił tam, to z pewnością miałbym większe szanse na przeżycie. – wycedził rozżalony Regh, poczym zawstydzony słowami zamilkł mając nadzieję, że kamrat nie usłyszał końca zdania.
Błękitny płaszcz niebios okrywał wielką równinę na którą weszły krasnale. Gorące słońca tuliły ciepłem ich twarze a śniegi zamieniały w chrupiącą pokrywę lodu. Regh, na grzbiecie którego spoczywał ciężar dobytku jaki pozostał druzynie, ciągnął prowizoryczne nosze z kręgosłupa i żeber wielkiego niedźwiedzia. Na tym niezwykle cennym łożu, przykryta jeszcze cenniejszym futrem, leżała sina, nieprzytomna Elira. Jednak pierwszy raz Dworw tak cieszył się z tego stanu rzeczy, bowiem w dłoniach trzymał kilka tysięcy sesztr, które na pewno zwrócą to, co stracił, dodatkowo zapewniając mu Galdański zysk. – Opowiedz mi o twoim cechu. Jako mistycy, to właściwie co robicie? – zagaił kamrat po pół dniowym milczeniu. – Jesteś kupcem.. czy pytam się ciebie z czego zbudowane jest serce silnika twojego statku? – odparł niechętnie, idący obok, Fainghaw. Był bardzo zmęczony, złamana ręka spuchła i rwała boleśnie, oczy plątały się nie mogąc skupić na jednym punkcie w dali a krwotoki z nosa co jakiś czas zalewały mu usta. – Z domieszki guarthu, które płynie dwu działowym systemem oraz z..– zaczął wymieniać zadowolony rozmową krasnal. Zawsze stawał się gadatliwy gdy jego próżne ego nasyciło się do granic bogactwami, ale Fainghaw przerwał mu stanowczo. – Dobrze!.. rozumiem, my powiedzmy robimy to samo. Tak jakby przemieniamy ołów w złoto. – – Ołów w złoto, przecież to bzdura, nikomu się to nie udało. Chyba nawet chemicznie nie jest to możliwe. Chociaż zawsze się sprzeczacie.. Nawet jest taka zagadka. To, co na ziemi jest takie jak w niebie, a to, co w niebie jak na ziemi. – zadziwił się towarzysz zmęczony całodziennym robieniem za bydle. – Wiem! Chodzi o przemianę, tego co nieszlachetne w to co szlachetne. My przemieniamy materie w ducha, ducha w materie.. tak jak podczas ścieżki do domu Tharthury. – – Materialne w duchowe, tak jak topnienie lodu a później parowanie wody w gaz? Jeżeli naprawdę działa ta wasza nauka, to dlaczego nie studiujecie nauk technicznych!! Moglibyśmy na tym nieźle zarobić. – poważnie zadumał się Regh, widząc przed oczami intratny zarobek. – Zaskakujesz mnie! Z jednej strony zrozumiałeś zagadkę kapłanów, nad którą sam głowiłem się trzy lata, a z drugiej strony nie wiesz o czym mówisz! Jak ty to robisz? – odparła prawdziwie zaskoczony Fainghaw. – Poza tym łączyć wasz cech z naszym, to pomysł równie naiwny, co nadzieja że osada do której zmierzamy jest zaludniona.. –
Ciasna kamienna komnata, spiętrzona spróchniałym drewnianym dachem przeciekającym topniejącym lodem, ugościła trójkę przyjaciół już na dwie noce. Stóg zbutwiałego siana jako łoża, rozpadające się stołki i ławy oraz kilka półek z glinianymi misami był upragnionym ratunkiem, a raczej królewskim pokojem oddany na własność krasnalom przez władcę tej części osady. Warunki wprawdzie tragiczne i gdyby nie ogień, jaki ledwo płonął w pół zawalonym kominku, to niezdolne do zamieszkania w mniemaniu Dworwów, ale jak najbardziej gościnne dla tutejszych ludzi i ich codziennego życia. – Dadzą nam żarcie, nocleg i ogień.. przynajmniej tyle zrozumiałem, bo język ich w jakimś dziwnym dialekcie się plącze, ale nie możemy tu zostać dłużej jak kolejne trzy dni. Postaram się też czegoś dowiedzieć. – rzekł Regh a jego wzrok machinalnie utkwił na martwej twarzy Eliry. – I poszukam jaskini, nie ufał bym tym Hamaidom. Bo chyba sami sobie nie ufają. – Fainghaw, który powoli dochodził do zdrowia chwycił młodego za ramię. – Ona żyje! Dajmy jej więcej czasu. – – Nie mamy go. W razie czego ty dowiesz się gdzie jest przedmiot naszej misji zaś ja podam jej trutkę.. nie lękaj się, nie pozostawię cię z tym samemu. – odparł rozdrażniony Regh. – Wiem, bo to będzie moja chwila prawdy. – skapitulował ranny i położył się na sianie obok Eliry. Musiał w końcu odrzucić uczucia na rzecz zadania którego się podjął. – Ale zdradź mi w końcu, co takiego niesie nasza przyjaciółka?– – Jeszcze nie! Nie mogę, z sił wyższych bo królewskich ślubów które nałożona mi na kark. Zresztą i tak niewiele więcej mi zdradzono niżby tobie, jednak rzeknę ci iż tajemny przedmiot w imieniu panów Fantazary, przebył daleką drogę by wybawić nasz lud. Całe północne plemię jest zamknięte w tym skarbie. Lecz mimo wszystko liczę iż w razie śmierci naszej przyjaciółki, któreś z nasz pozna tą cenną wiedzę! A wtedy stanie się bohaterem.. tak przynajmniej mi powiedziano. – rozrzewnił się przy odpowiedzi młodszy Dworw, lecz ino chrapnięcia kamrata zastały go po przemowie, dlatego też wyszedł cichutko, zadowolony z braku kolejnych i jakże niepotrzebnych, pytań.
Regh, brodząc po kostki w wodzie, szybkim krokiem zdążał ku wyjściu a jego serce niepokojąco drżało potęgując siłę dziwności miejsca w jakim się znalazł. Będąc na placu miał za sobą dwupiętrowy kamienny budynek u drzwi którego stały rzeźbione drewniane kolumny podtrzymujące niski spadzisty dach, gdzieniegdzie dziurawy, okryty sianem. Był to dom rodu Da’Wall, jeżeli wierzyć talentowi językowemu Dworwa, który ugościł jak mógł bogatych przybłędów. Naprzeciw spacerowicza znajdowały się drewniane trójkątne domki, głównie spichlerze, dawno nie używane kuźnie i domy cechu kobiet w których niewiasty się spotykały i ustalały prawa w obrębie swoich obowiązków. Regha za bardzo to nie interesowało, ale kiedyś ludzkie kobiety i mężczyźni mieli prawa takie same, dzielili się właściwie na dwie grupy które łączyło jeno małżeństwo i dom. Dziś to się zmieniało, nawet dom Alary nie umiał zatrzymać koła przemian które powoli łamało kobiece karki pod jarzmem patriarchatu. Tutaj jednak czas jakby się zatrzymał, bowiem młody krasnal musiał rozmawiać z panią i panem rodu by osiągnąć jakieś znaczące cele. Dalej za tymi domkami, znajdowało się drewniane ogrodzenie z kwadratową basztą i…