Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Dzwon Edentu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zgrabna blondynka siedziała na ławce, tuż przy peronie pierwszym. Przewiewna spódnica, tuż za kolana, w kolorowe kwiaty, przykuwała uwagę. Razem z bluzką, dopasowaną do jej kształtnych piersi, dopełniała całości. Odpięty guzik, tworzył odważny dekolt. Odsłaniając około trzydziestoletnie ciało . Zadbane paznokcie, oraz upięte włosy, które ukazywały smukłą szyję, upewniały wszystkich co do jednego. Jest jedną z najatrakcyjniejszych kobiet w okolicy. Widać było, że stara się skupić na pięknych górach, otaczających ten malutki dworzec. Zwłaszcza przy tak czystym niebie. Mogło się wydawać, że jest w jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi. W te błękitne oczy, wkradł się jednak strach. Przysłaniając cały widok. "Gdzie on jest?" - nie wiedziała czy wypowiada słowa w myślach, czy już na głos. Wstała. Z początku powoli, kierowała się w stronę biletowych kas. Większe zdenerwowanie przekładało się na co raz to szybsze kroki. "Jak długo można kupować bilety?" - nie mogła się skupić już na niczym innym. Z pociągu, który w tym momencie nadjechał, wylał się tłum ludzi. Próbowała przedzierać się tuż obok nich. Jednak każdy ruch więcej, kończył się na czyimś bagażu. Stanęła więc, a jej drżące dłonie zaczęły wycierać pierwsze łzy. Miało być romantycznie, przyjemnie. Miała się zrelaksować, wdychając świeże powietrze. Tymczasem stoi pośród obcych ludzi, którzy nie pozwalają jej przejść. Wręcz spychają bliżej budynku z ciemnej cegły. Tym budynkiem był dworzec, który nosił dumnie nazwę "Dzwon Edentu". Szpiczasta wieża miała czterdzieści metrów wysokości. Każdy w miasteczku obierał ją za punkt centralny. Przez co, jeszcze nikt się tu nie zgubił. Dźwięk dzwona, umocowanego na jej samym szczycie, roznosił się po okolicy. Echo, niosły góry, tworząc najdoskonalszą akustykę. Nawet kościół nie mógł się pochwalić takim osiągnięciem. Nikomu jednak nie przeszkadzały dwa uderzenia, które rozbrzmiewały każdej godziny. Reszta budynków, składających się na całość tego obiektu, była oddzielona drobnymi przejściami. Najstarsi mieszkańcy nie wiedzieli, czemu miały służyć. Legenda głosiła, że ten kto zamiast podążać wytyczoną drogą, zechce ją skrócić, zostanie ukarany. A dzwon, wybijać będzie o jeden raz więcej. Nikt nie chciał wierzyć w ten mit, ale i nikt tamtędy nie przechodził. Przyparta do muru, uklękła chowając twarz za włosami. Musiała się odizolować. Chociażby na chwilę. Nie mogła się uspokoić. Mimo tego, znalazła w sobie resztki sił by odnaleźć ukochanego. Chciała oprzeć dłonie na ścianie, by móc wstać. Jednak po prawej stronie, zamiast oparcia, znalazła lukę. Popychana przez tłum nie zauważyła jej przedtem. "Azyl" - to jedyne co jej przyszło na myśl. Gdy tylko weszła między ściany, poczuła powiew zimnego powietrza. Nie był to jednak wiatr. Na swoim karku poczuła oddech. Obróciła się. Jednak przez łzy, nie mogła nic dostrzec. Ktoś mocno szarpnął za włosy. Na tyle mocno, że wcześniej ułożone idealnie włosy, niczym wachlarz, rozłożyły się na jej ramionach. Całkowicie w szoku, poddała się pchnięciu, które sprowadziło jej twarz na wilgotną ścianę. Próbowała krzyczeć, nawet wydawało się, że to czyni. Ale nikt, z wciąż dużego tłumu, nie usłyszał. Nie miała sił by chociaż odwrócić wzrok i ujrzeć tą siłę, która nad nią panowała. Czuła się bezbronna, gdy rozdarta bluzka lądowała na ziemi. Łzy, nim zdążyły spłynąć po policzkach, wysychały. Ciągły chłód powodował gęsią skórkę. Zdawało się, że umysł płata figle. Mogłaby przysiąc, że nie czuje dotyku. Nie wyczuła też potu napastnika. Siła, która właśnie rozdarła spódnice nie słabła. Była naga. Wciąż przyparta do muru, nie mogła nic zrobić. Rozchylając nogi wiedziała co ją spotka. Do tej pory czytała o tym w gazetach. Jedynie współczując tym kobietom. Samej, będąc bezpieczną. Miała go przecież zawsze blisko siebie. Ten jeden raz go zabrakło. Czuła się winna, przez to, że nie posłuchała jak prosił, by z nim poszła. Ale dlaczego miała? Przecież jej samopoczucie się poprawiło. Siedziała na ławce, wpatrzona w te potężne skały, ukryte pod dywanem drzew. Zajmowała myśli czymkolwiek. Nie czuła jednak ciepła, które wydziela gwałciciel. Zamiast tego, był tylko chłód. Znosiła potworny ból, czując jak ciało rozrywa się od środka. Po chwili, która wydawała się trwać wiecznie, poczuła jak stróżka krwi spływa po jej udach. Zaczęła tracić kontrolę nad wzrokiem. Słabła. W końcu straciła przytomność.

Stukot w równych odstępach jest wizytówką każdego pociągu. Właściwie bez niego, podróż nie byłaby już tym samym. Każdy, kto choć raz przeżył podróż tym środkiem lokomocji, wie, że to nie udręka. Lecz czysta przyjemność. Przyklejona do miękkiego oparcia głowa, lekko podskakiwała na każdym z "wybojów". Gdy lokomotywa dała sygnał światu o tym, że właśnie pędzi do następnego przystanku, powieki dziewczyny podniosły się. Słońce rozświetlało wnętrze przedziału, nie mogąc się schować za żadną chmurą. Spojrzała za szybę nie wiedząc co się stało. Znów było jej ciepło. Czuła się wypoczęta i zrelaksowana. Na wszelki wypadek dotknęła włosów, sprawdzając, czy ma je upięte. Wszystko wydawało się w porządku. Jeszcze raz spojrzała za okno. Widok był imponujący. Właśnie przejeżdżała tuż nad przepaścią. Fale rozbijały się o skały, nie mogąc wedrzeć się do środka. Krystalicznie czysta woda odzierała morze z tajemnicy. Rośliny falowały na dnie zgodnie z kierunkiem prądu niosącego strumień ciepłej wody. Ryby, wyskakując w powietrze, wyglądały jakby…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%