Fantastyka · 8 min czytania
DZYŃ, DZYŃ....
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dwadzieścia sześć gwiazdek zawirowało na przeraźliwie niebieskim ekranie telewizora. Nie były jednak w stanie dotrzeć do świadomości pulchnego jegomościa szczelnie zawiniętego w plastykową kołdrę. Dopiero piskliwy dźwięk sygnału porannych wiadomości zmusił go do oszczędnego otwarcia lewego oka. -Cholery można dostać – mruknął podnosząc się ciężko. Od czasu usunięcia wyłącznika w domowym telewizorze, faktycznie nie ma rano spokoju. -Hmm, chociaż naprawy są za darmo – coraz rozpaczliwiej starał się zebrać okruchy dobrego humoru. Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do choinki. Światełka, bombki i aromat identyczny z naturalnym sprawiły, że uśmiechnął się leciutko, chociaż może mu się tylko zdawało... Zbliżając się do wielkiej bomby dyndającej wesoło tuż koło jego głowy wyszczerzył zęby jakby sprawdzając, czy nadszedł już czas ablucji. Prawdopodobnie stwierdził, że nie jest to jeszcze konieczne i zaczął ubierać się niemrawo. Miła buzia z ekranu zajmującego prawie połowę ściany wyjawiła dzisiejszą datę i pogrążyła się w potoku słów, które znaczą coś pewnie, jeżeli ktoś ma tyle sił, żeby ich słuchać. -24-ty ? To dzisiaj ? -dalej wymamrotał coś bez związku i podreptał do łazienki. -Mikuś, wstałeś już ? – głos żony był bardziej odświętny, ale dałby się nabić na tę ogromną choinkę w pokoju, że zaraz zapyta czy wypije kawę .... -Wypijesz kawę kochanie ? -Wiesz przecież, że już w zeszłym tygodniu przekroczyłem limit ! – te cholerne badania wykryją każdą dawkę niezdrowych używek ponad przydział. -Ale nalej mi ! – rzucił szybko i zamknął się w łazience. Spojrzał porozumiewawczo w swoje własne odbicie i zaczął się golić. Minęły czasy kiedy pracował z długą brodą, czasami tylko sztukowaną watą.... Zresztą – wolał amatorstwo, miało to jakiś smak, którego nigdy później nie poczuł. Nie można powiedzieć, że nie było miło – owszem czasem jakieś dziecko pocałowało przez łzy, albo dało własny prezent. Ale to kiedyś. Teraz - rutyna. Od kiedy połączono obchody Dnia Europy ze świętami i zmieniono ich nazwę na Święta Powszechnego Pogodzenia, ten jeden dzień w roku, który sprawiał mu tyle radości stał się szarą, zwykła pracą. -Twoja kawa – dość zwalista kobieta w różowym poranniku postawiła na półce małą filiżankę. -Tylko nie próbuj palić w domu. Wiesz jaki jest mandat za złamanie zakazu ? Wytrąciła go z zamyślenia. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest już ogolony. Przetarł twarz mokrym ręcznikiem i jednym haustem opróżnił dymiącą jeszcze przed chwilą filiżankę. Przeszedł do swojego pokoju. Otworzył szafę i grzebał w niej nie wiedzieć po co, bo jak tylko by nie przekładał kolejnych ubrań – to i tak żadne z nich niczym się nie wyróżniało. Gruby niebieski płaszcz z białym kołnierzem ze sztucznego tworzywa. Przypominało to trochę jego dawny kożuch, który schował szczelnie za starym koszem z ogromna ilością szpargałów. W prawdzie powinien go oddać jako niepoprawny relikt wyzysku zwierząt, ale tyle razem przeszli, że warto było zaryzykować. Sporo wysiłku kosztowało go odsunięcie kosza i wyszarpywanie po trochu starego płaszcza. Pprezentował się znakomicie. Mimo kurzu i brudu przebłyskiwała w nim jakaś iskierka uczuć, które kiedyś wywoływał. -Masz wiadomość, masz wiadomość – sztuczny głos komputera informował o poczcie elektronicznej. Mikołaj podszedł do monitora i odczytał informację o strajku Miłych Mikołajów jak według europejskich standardów nazywa się jego profesja. -Strajk w święta ? Nie uwierzę – jeszcze raz przeczytał wiadomość, po czym wydrukował ją jakby na potwierdzenie. Ostatnie zdanie brzmiało: “...jednocześnie przypominamy, że Parlament Europejski zatwierdził ustawę o łamistrajkach, która naraża Pana na poważne konsekwencje w przypadku nie przystąpienia do protestu...”. Dalej jakieś podpisy i pieczątki. -No pięknie – usiadł na krzesło aż skrzypnęło. Jeżeli przyjdzie do pracy to go wyrzucą. Szybkim ruchem wziął pod pachę niebieski płaszcz Miłego Mikołaja i poszedł