Fantastyka · 7 min czytania
Efemeryczność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Śmierć stała, oparta o drzewo, obserwując unoszącą się z wielkim trudem klatkę piersiową Patryka. Każdy kolejny oddech był dla niej niczym mijające sekundy. Ze spokojem czekała, aż przyjdzie określony czas. Odsunęła z policzka pasmo jasnych włosów, ukazując piękną, dziewczęcą twarz. Zaglądała przez strzaskaną szybę do wnętrza samochodu. Na przednim siedzeniu siedział młody mężczyzna. Na moment odzyskał świadomość. Rozejrzał się dookoła, a pierś pobudzona strachem, zaczęła unosić się szybciej. Źrenice rozszerzyły się z przerażenia, twarz wykrzywiła grymasem bólu. Spróbował poruszyć nogami tylko po to, aby stwierdzić, że nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu. Dotknął dłonią lewego boku i poczuł, jak krew przepływa pomiędzy jego palcami. Właśnie wtedy Śmierć zaczęła wychodzić z cienia. Usłyszał szelest i odwrócił się w jego kierunku. Nie mógł zdobyć się na okrzyk. Początkowo nie był w stanie nic dostrzec, ale po chwili ujrzał postać wynurzającą się z mroku. Podeszła bliżej i otworzyła wklęśnięte drzwiczki. Gdy pochylała się nad nim usłyszał, jak szepce jego imię. Podniósł wzrok, a gdy ujrzał jej twarz dziwny dreszcz przeszedł przez całe jego ciało. – Pamiętam cię – powiedział. Przyłożyła chłodny palec do jego warg, nakazując milczenie. Potem ujęła jego głowę w obie dłonie i złożyła na czole pocałunek. W jednej chwili poczuł, jak cały ból opuszcza ciało, a jego miejsce zajmuje podniecająca przyjemność. Odnalazł jej dłoń i ścisnął przyzwalająco. Śmierć uśmiechnęła się do niego prosto i niewinnie jak dziecko. Odwzajemnił uśmiech i pozwolił wyprowadzić się z samochodu. Po raz kolejny usłyszał, jak woła go po imieniu. Potem szli razem, bok przy boku, ze splecionymi dłońmi. Patryk nie odczuwał potrzeby odwrócenia się. Wszystko, co zobaczyłby, to wrak samochodu i jego własne ciało spoczywające nieruchomo w fotelu kierowcy.
Pierwsze promienie wschodzącego słońca wdarły się do małego pokoju, przez przestwory w brudnej, zniszczonej firance. Oświetliły mały stolik, parę krzeseł i stare łóżko, u którego wezgłowia siedziała starsza kobieta. Jej twarz, poprzecinana głębokimi zmarszczkami wyrażała cierpienie, ale delikatny uśmiech miał dodawać otuchy ciężko choremu mężowi. Siedziała tak już od trzech miesięcy. Dzień i noc karmiąc, pielęgnując i obserwując ukochanego człowieka, którego stan pogarszał się z każdą upływającą godziną. Teraz również czuwała, wsłuchując się w urywany, niespokojny oddech Leona pogrążonego we śnie. Nagle otworzył on oczy i uśmiechnął się, po raz pierwszy od tak wielu tygodni. -Moja piękna pani- powiedział słabym głosem.- Piękna pani z moich snów… Po policzku Elżbiety spłynęła łza, którą spiesznie wytarła wierzchem dłoni. Wiedziała, że śmierć czeka na jej męża, nie zdawała sobie jednak sprawy, jak blisko się już znajduje. Wzrok Leona nie był bowiem skierowany na twarz żony, ale dalej, w głąb pokoju, gdzie światło słoneczne odbijało się od włosów Śmierci, nadając im złocisty blask. Od pewnego czasu razem z Elżbietą przysłuchiwała się oddechowi staruszka, a teraz zaczęła bez pośpiechu podchodzić do łóżka. Leon lekko…