Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

Egipska przygoda

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Historia zaczyna się w Egipcie, gdzie niejaki Alfred Itakpostawięnaswoim prowadził badania archeologiczne. Był on jednym z tych, którzy nie licząc na niczyją pomoc, biorą sprawy w swoje ręce i realizują marzenia. Jego jedynym i upragnionym marzeniem było odnalezienie mumii na środku pustyni i w tym celu rokrocznie przyjeżdżał do Egiptu. Mimo kpin otoczenia na przekór małżonce zapuszczał się w coraz to bardziej odlegle zakątki Sahary i kopał, kopał i jeszcze raz kopał.

Pewnego słonecznego dnia pojawił się wyczekiwany przez całe jego życie znak. Na jednej z wydm zauważył fatamorganę..., chłopczyka plującego pod wiatr i chwytającego ślinę ręką, którą ostatecznie wkładał do kieszeni. Nie zastanawiając się wiele, czym prędzej pobiegł w kierunku chłopczyka wskazującego sekretne miejsce. Chwilę później rozpłynął się on w powietrzu, tak jakby nigdy go tam nie było. Alfred wyciągnął saperkę ze swojego wielkiego plecaka i jej ostrze wbił na szczycie wydmy. Pewnie, gdyby taka sytuacja miała miejsce nad polskim morzem, momentalnie zostałby powstrzymany i otrzymałby mandat za niszczenie przyrody. Była to jednak Sahara, która ze względu na swoją wielkość nie była strzeżona, co skrzętnie wykorzystywał w swoich nie całkiem legalnych wykopaliskach. Tym samym kopał jak oszalały, a jego długie blond włosy powiewały na pustynnym wietrze. Nie minęła godzina, jak saperka natrafiła na przeszkodę. Alfred zamarł i krzyknął.

– O dziękuję ci pustynio, za wskazanie tego miejsca.

Odpowiedziała mu jedynie cisza, a jak można przypuszczać, nad polskim morzem usłyszałby parę niezbyt miłych słów komentujących jego zachowanie. Bez umiaru stawianoby diagnozy zastrzeżone dla psychiatry. Z pewnością pojawiłyby się także gesty symbolizujące jego bezsprzeczne szaleństwo. Był jednak na Saharze, gdzie nikt nie widział jego poczynań i było to ze wszech miar szczęśliwe zrządzenie losu. On w każdym razie nie miał dylematów w zakresie swojej poczytalności. Odrzucił saperkę i gołymi rękoma zaczął wygrzebywać nieznane mu jeszcze znalezisko. Po dwóch godzinach intensywnych prac charakteryzujących się znaną Alfredowi delikatnością wykopał najprawdziwszą mumię.

Serce jego przepełniło jakże upragnione szczęście. Nie zastanawiając się wiele, wziął wysuszone szczątki człowieka na swe strudzone ręce i rozpoczął wędrówkę powrotną w kierunku najbliższej osady ludzkiej. Początkowa euforia i niezbyt duża waga mumii powodowały, iż poruszał się w imponującym tempie. Niestety prażące słońce szybko pozbawiało sił naszego bohatera. Wkrótce zaczął słaniać się na nogach, uparcie prąc naprzód. Pewnie zginąłby nieborak na pustyni, gdyby nie jak najbardziej prawdziwa karawana. W Polsce widząc karawan, pomyślałby, że jest uroczystość pogrzebowa, tu jednak na bezdrożach pustyni, karawana była jak najbardziej pożądanym widokiem. Pełen entuzjazmu zaczął machać, przybysze zaś widząc wołanie nieznajomego przybyli mu na ratunek.

– Witamy cię człowieku pustyni — powiedział ich śniady przywódca.

– Witajcie wybawcy — odpowiedział i by nie przedłużać rozmowy, zagaił. — Chciałbym kupić jednego z waszych wielbłądów.

Całą okolicę wypełnił śmiech grupy wędrowców i nic ponadto.

– Chciałbym kupić waszego wielbłąda. Macie przecież jednego wolnego.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%