Horror · 9 min czytania
Egzekucja część 2. - Kot
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pewien kot zobaczyłraz, jak stado wilków robiło coś strasznego. Wilki go na tym przyłapały izaczęły gonić. Kotu wreszcie udało się uciec, ale złapał go przywódca stada.
Chłodny wiatr smyrał Kaoru po twarzy. Powoli otworzył oczy.Nie miał bladego pojęcia, gdzie się znajdował. -Nareszcie doszedłeś do siebie. – nad chłopcem pochylał się Tsubaki – Już zaczynałemsię martwić. -Tsubaki-senpai? – wciąż był lekko roztrzęsiony -Masz szczęście, że wybrałem się na spacer… Co ci do głowy strzeliło, żebypokładać się na środku drogi? -Ja tylko… - sam nie wiedział za bardzo, co chce powiedzieć -A w ogóle, to co ty tu wyrabiasz w środku nocy? – brzmiało to tak, jakby niepamiętał już o tym, że sam go wcześniej wysłał do szkoły -A ty co? -Ja? Ja tu niedaleko mieszkam… a może ty też? W takim razie przepraszam! -No nie… Mieszkam kawał drogi stąd… - nagle zaczęło burczeć mu w brzuchu -Głodny? -Tak trochę… - chłopak zaśmiał się nieśmiało – Obiadu dzisiaj nie jadłem… -To nic dziwnego, żeś głodny! Jak widziałem, w szkole też nic nie jadłeś.Powinno się jeść przynajmniej trzy posiłki dziennie, a najlepiej pięć! -Dzięki za wykład… -Jak jesteś aż tak głodny, to możesz wpaść do mnie… Coś się pewnie znajdzie… -Kaoru już chciał mu odmówić, kiedy przypomniał sobie o czyhającym na niegoniebezpieczeństwie. I tak miał szczęście, że wciąż żył po tym, jakzemdlał. Lepiej było nie zostawać samemu,więc się zgodził. Poza tym był strasznie głodny.
W ciągu kilku minut dotarli do ogromnej posiadłości wtradycyjnym stylu. Widać było, że rodzina Tsubakiego bynajmniej nie miałaproblemów finansowych. Cały dom robił niemałe wrażenie. Gdy wchodzili do środka,blondyn odezwał się nagle: -Hej, ale nie zrobiłeś niczego złego, nie? -Co takiego masz na myśli? -Pamiętasz moje ostrzeżenie? – jego spojrzenie całkiem spoważniało, było w nimcoś strasznego -Nie, no pewnie…! Skąd ten pomysł? – bał się powiedzieć mu prawdę -To dobrze. - jego twarz ponownie stała się łagodna. Kaoru odczuł ulgę. Pochwili poczuł tępy ból z tyłu głowy i padł na ziemię nieprzytomny.
Dawno go tak głowa nie bolała. Chyba nigdy go tak niebolała. Otaczała go zupełna ciemność. Pojęcia nie miał, co się stało. Ostatnie,co pamiętał, to jego rozmowa z senpaiem. Czyżby go dorwali? To by znaczyło, żeon pewnie też jest teraz w niebezpieczeństwie. Może nawet już nie żył. Panowałazupełna cisza. Zauważył, że coś uciska mu nadgarstki. Najwyraźniej byłzwiązany. Nie podobało mu się to. To już chyba był jego koniec. Oczy powolizaczęły przyzwyczajać mu się do ciemności. Nie był tam sam. Przed nim staławysoka postać w czerwonej yukacie. Następnie dostrzegł jasne włosy i jaśniejący wręku nóż. To musiał być jeden z tych w maskach. To na pewno był jego koniec.Nigdy przedtem tak się nie bał. Postać zaczęła zbliżać się do niego. Powolizaczął widzieć rysy twarzy. Wydały mu się one dziwnie znajome. Nagle nóżuderzył w ścianę. Trzymał go Tsubaki. Kaoru nie mógł w to uwierzyć. Senpai byłjednym z tych zabójców. A wydawało mu się, że można mu zaufać. Teraz już nicnie mogło go uratować. Blondyn patrzył na niego swymi ciemnobrązowymi oczyma, ajego spojrzenie było nawet bardziej przerażające i stanowcze niż, gdy goostrzegał. -I co? Twierdziłeś, że nic złego nie zrobiłeś… A teraz? Co mi powiesz?
Chłopak doskonale wiedział, o co mu chodziło. Nie było jużdla niego żadnej nadziei. -A cię ostrzegałem… Wystarczyło siedzieć potulnie u siebie i nie interesowaćsię zbytnio – wiedział to już – Ale nie martw się. Nie mam zamiaru cię zabić… -a więc jednak mógł przeżyć. Blondyn wyciągnął nóż ze ściany i zaczął mu nimmachać koło twarzy – Wystarczy tylko, że pokażesz, jak bardzo tego żałujesz. -Bardzo… bardzo żałuję… Gdybym wiedział… - łzy popłynęły chłopcu po twarzy zprzerażenia – gdybym tylko wiedział… nie zrobiłbym tego… -Dobrze… - przeciął mu więzy – Udowodnij to. – rzucił mu swój nóż pod nogi –Mały palec wystarczy. Kaoru wiedział, co to znaczy. Co prawda mógł zawsze spróbować go zaatakować,lecz pewnie, gdyby miał na to szansę, nie dałby mu tego noża. Nie chciałumierać. Musiał tylko poświęcić mały palec. Był tak zdesperowany, że był gotowyto zrobić. Drżącą ręką złapał za nóż i przyłożył go do palca. -Wystarczy już tego! – po pokoju rozległ się znajomy głos, po czym ktoś zapaliłświatło. Był to Kyoya. Stał tam w piżamie i przyglądał się uważnierozdygotanemu chłopcu. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się pomieszczeniu,