Fantastyka · 8 min czytania
Egzorcystka.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie jestem psychiatrą. Nawet nie próbowałam dostać się na medycynę. Bywałam parę razy w szpitalach psychiatrycznych i myśl o tym, że miałabym spędzać w takich miejscach pięć dni w tygodniu odbierało mi ochotę pracy w tym fachu. Chociaż... nie mogło mi jej odebrać, nie chciałam leczyć ludzi z problemami psychiatrycznymi. W żadnym wypadku nie jestem też związana z Kościołem na tyle, bym z jego ramienia zajmowała się osobami opętanymi. Nawet bierzmowania nie mam. Do swojej pracy nie używam formułek, które wypowiadają księża biegli w wypędzaniu mocy nieczystych.
Czemu więc zajmuję się duchami?
Jestem Anastazja Black a moja przygoda z duchami zaczęła się rok temu, kiedy mój kuzyn, opętany, próbował nadziać mnie na widły. Od zawsze miałam niezaprzeczalne zdolności do porozumiewania się z innymi sferami. Moja babka twardo utrzymywała, że takie skłonności przekazał mi ze swoimi genami dziadek. Był cyganem. Może trochę prawdy w tym jestem. Od czternastego roku życia zaczęłam uczestnictwo w seansach spirytystycznych. Było zabawnie. Za osiemnastym razem udało mi się wywołać coś, co sprawiło, że moje różańce, które dostałam na komunię popękały , od tamtej pory owe coś bardzo często daje znać o sobie. Moja przyjaźń z `tamtym światem` trwa do dziś, a ja nauczyłam się na niej zarabiać. Mieszkam na przedmieściach w niewielkim, za to nawiedzonym domu i jestem skłonna wypędzić ducha z każdego człowieka i miejsca. Nie wierzysz mi? To zleć mi coś.
Ten dzień nie różnił się niczym od wszystkich innych listopadowych dni. Padało, było szaro . W takich chwilach najprzyjemniej usiąść przed kominkiem, opatulić się kocem a w dłoniach trzymać kubek herabty, ewentualnie można jeszcze głaskać kota rozciągającego się obok, ale Lucyfer przepadł gdzieś na piętrze a mi nie chciało się tam po niego iść. Koty które mają tą niewygodę mieszkania w nawiedzonych domach są bardzo drażliwe i nieszczęśliwe. Nie rozumiałam tego, póki nie zobaczyłam tych dusz, które pomieszkują u mnie kontem. Zdałam sobie sprawę, że skoro Lucyfer widuje je codziennie od dwóch lat -musi mieć wypaczoną psychikę i już żadne jego głupie zachowanie mnie nie ździwi. Nie używam telewizora, więc nic nie zagłuszało trzaskania w kominku. Takie wieczory się dobre do czasu, gdy przez pokój nie przetoczy się mała dziewczynka z dziurą w brzuchu z której wylewają się wnętrzności. Sama nie wiem, czemu do tej pory nie zbadałam historii tego domu i nie odesłałam dwójki dzieci, które się tu pałętają. Wcale nie ma takiej reguły, że duchy pojawiają się o dwunastej, w nocy, w mrocznych zaułkach. A szkoda, cholera. Głębokie kontemplacje nad potrzebą uprzątnięcia domu przerwał sygnał telefonu. -Słucham? -Pani Anastazjo... musi mi pani pomóc... - Muszę, też coś! Nie lubię tego roztrzęsienia w głosie, sugeruje, że to, co mam robić będzie obrzydliwe. -O co chodzi ? - jedną dłonią przekartkowałam notesik opierając go na kolanie czekając, aż facet po drugiej stronie poda mi jakieś konkrety. -Znalazłem pani numer w gazecie. Chyba... chyba mam duchy w domu, albo inne demony. - i co jeszcze? Bazyliszki i samego Harrego Pottera?
Podał adres zaklinając mnie, żebym stawiła się jak najszybciej. W domu i tak nie było wiele do zrobienia, moje osobiste duchy poczekają do następnej pustej godziny . Wybrałam się na drugi koniec miasta.
Duchy wyglądają prawie normalnie, znaczy, jak żywi ludzie. Mają tylko trochę wypłowiałe kolory. Ale najgorsze są ich oczy. Zawsze staram się unikać tego spojrzenia. Nie mają tęczówek, mają tylko źrenice, wielkie, czarne plamy które hipnotyzują i wciągają. I tak, przenikają przez ludzi. Na mnie zawsze to działa jak litr zepsutego mleka wypijanego będąc w lodówce. Jest…