Komedia · 7 min czytania
Ekscelencja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Każdy starał się stronić od rozmowy z Ekscelencją, lecz kiedy już do tego dochodziło nie pozostało nieszczęśnikom nic innego jak stronić od kontaktu wzrokowego, do którego wbrew wszelkim oczekiwaniom i nadziejom usilnie zachęcał. Był to człowiek o krewkim usposobieniu, w sposobie jego rządzenia brakowało powściągliwości, nie brakowało natomiast despotyzmu. Niestety zajmowane przezeń stanowisko, pozwalało na czynienie zła bez jakichkolwiek konsekwencji. Zatem pozycja władcy była nader komfortowa, wręcz imponująca, niczym nie zagrożona. Pewnego dnia, po zaspokojeniu rozmaitych dewiacji, w dużej mierze seksualnych, skinął głową na swojego podwładnego o imieniu James. - Spójrz na moją twarz. Czy coś widzisz? - zapytał niecierpliwie Ekscelencja swojego poddanego. - Ośmielam się powiedzieć, Ekscelencjo, że niestety nic. - Ach! Skoncentruj się! Czy teraz coś dostrzegasz? - zapytał ponownie. - Ekscelencjo, kiedy ja nic nie widzę. – odparł James. - James! - wrzasnął - Czy mam dopuścić się drakońskich czynów?! Wtrącony do ciemnego lochu zapewne będziesz bardziej krasomówczy! Albo... - Ekscelencjo! - przerwał pokornie poddany. - Nie widzę takiej potrzeby. Ośmielam się zauważyć, że dostrzegam rozległe, bardzo urocze i malownicze lasy… - Lasy? - Tak…rozłożyste i urodziwe…widzę także szeroką ścieżkę, po której cwałuje liczna rzesza orędowników. - Och! Lichy jesteś…lichy i niegodziwy! Powiedz mi, gdzie przyswoiłeś takie świńskie maniery? - W domu, Ekscelencjo, wśród swoich. - Wielokrotnie informowałem zarówno ciebie, jak i pozostałych hołdowników, że wymagam od was niezłomnego zaangażowania, wobec tego jeżeli wydam polecenie abyście wznieśli mnie na najwyższy piedestał, wedle rozkazu, jesteście zmuszeni to uczynić! Służycie pod moimi rozkazami, niezależnie od tego czy wam się to podoba czy nie! – zakończył wrzaskiem Ekscelencja. - Ekscelencjo, czy mogę wprowadzić pewną, że tak powiem, dygresję? - Możesz, James…możesz, lecz pragnę podkreślić, że moja cierpliwość może się szybko skończyć. - Nie mamy grosza przy duszy, nie mamy co do garnka włożyć, ledwo wiążemy koniec z końcem. Ekscelencjo! Cierpimy niedostatek! A ekscelencja większość funduszy przeznacza na militaria. - Niech twoja wyobraźnia się w końcu rozkrzewi. Niech nabierze rozmachu! – zachęcił poddanego, nie zwracając uwagi na jego słowa. - Ekscelencjo, czy wytwór mojej fantazji będzie podlegał surowej karze? Jeżeli przedstawię w nim coś nieprzyzwoitego? Bądź na przykład obrażę Ekscelencję. Co wówczas Ekscelencja zrobi? Czy zaaplikuje mi Ekscelencja serię batów? - Obiecuję że będę wobec ciebie pobłażliwy. Weź pod uwagę moją charyzmę i zaufaj mi. A teraz rozpocznij. Spójrz na moją twarz. - Ekscelencjo, ośmielam się zauważyć…O! Coś widzę. Jest to bardzo zamglony obraz. Właściwie to bardzo gęsta mgła. - Na miłość boską, James! - Widzę wojsko rozpraszające się po lesie. Szukają kogoś… - Kogo? Spróbuj spojrzeć głębiej. I co? I co widzisz James? Och James! Nie każ mi czekać! - Podejrzewam, że poszukują człowieka, który pełni funkcję przywódcy owej czeredy…Padł strzał! Ptaki rozleciały się na jego odgłos… Ekscelencja zaczerpnąwszy obfitą porcję powietrza wzniósł ręce do góry, stanął na palcach i zastygł na moment w takiej pozie, niczym kapłan trzymający ku niebiosom napełniony kielich mszalny. Podwładny spostrzegł zagrożenie w zachowaniu Ekscelencji. Adrenalina wydzieliła się do organizmu, aby…