Fantasy · 6 min czytania
Elantir
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedział sam w wielkiej i mrocznej puszczy. Popijał ostatnie krople wody z manierki, gdy nagle usłyszał szelest. Odwrócił się szybko wygiągając w międzyczasie miecz. -Kto tam? - spytał. Odpowiedzią była cisza. Powtórzył, tym razem głośniej. Znów nic. Może mu się zdawało? kilka godzin później zmierzał nieznaną sobie dróżką, w nieznanej dziczy. Elantir był elfem - mieszańcem. Podróżował, bo nie miał innego wyjścia - był wygnańcem. Elfy nie chciały u siebie nieczystej krwi. Teraz trafił przypadkiem na te dziwne tereny. -Co mi odbiło, żeby zapuszczać się w ten las? - myślał głośno. Nagle usłyszał huk i zobaczył przedzierającą niebo błyskawicę. -Świetnie, tego mi brakowało. - powiedział ze złością akurat w momencie, kiedy na ziemię chlusnęła woda. Elantir zaczął biec bez celu przed siebie. W ciemnościach puszczy, do tego w nocy, nie mógł wiele zobaczyć, ale widział przed sobą wyjście z boru. Wybiegł. Oby dalej od drzew. Kolejna błyskawica, i kolejna, i... zamek! Elf nie mógł uwierzyć własnym oczom. Pobiegł co sił w nogach. Zastukał głośno kołatką. Po chwili drzwi ciężko zaskrzypiały. W pierwszym momencie Elantir chciał krzyknąć, ale głos uwiązł mu w gardle. Przd nim stał przerażliwie brzydki gnom. Bohaterowi sięgał mniej więcej do sprzączki pasa. Miał długi, zakrzywiony nos, usta wykrzywione w grymasie i małe, przymrużone oczy. -Witam wielmożnego pana, hrabia już na pana czeka. - powiedział chrapliwym głosem. -Czekał? Jak... - głos Elantira zagłuszył kolejny grzmot. Gnom zaprosił elfa do zamku. W środku nie było wielkiego przepychu - ot, kilka rzeźb, dywanów, ozdób. Ale było coś tajemniczego - coś, co bohater wyczuł od chwili zobaczenia gmachu. -Jaśnie pan hrabia oczekuje w jadalni. - poinformował gnom i zaprowadził elfa krętymi korytarzami. W ogromnej sali na środku stał długi stół, przy którego jednym końcu siedział rosły mężczyzna w zielonym płaszczu. -Witam w moich skromnych progach! Oczekuję, że zostanie pan dłużej. - tu spojrzał przez okno, gdzie szalała nawałnica. -Myślę, że rano burza powinna już ustać. Wtedy wyjadę. -Nie! Niech pan szanowny zostanie choć dwa dni. Pokażę panu kilka miejsc, które warto zobaczyć. Przecież rzadko mamy tu gości. Prawda, Worcie? - zwrócił się z dziwnym uśmiechem do gnoma. - Mamy tu tyle czasu, a nie wiem jak go spożytkować... Worcie, pokaż panu Elantirowi pokój. Elantir nieco się zadziwił - "Przecież nie mówiłem mu mojego imienia..." Droga do pokoju prowadziłaa przez wiele korytarzy. Elantir usiłował zapamiętać drogę, co mogło się przydać w razie ewentualnej ucieczki. "W prawo, w lewo, w lewo, prosto, w prawo..." - po jakimś czasie elf stracił rachubę. O uciekaniu korytarzami nie było mowy. "Najwyżej zwieję oknem" - postanowił. Kwatera, jakby nie spojrzeć, nie przypominała pokoju gościnnego. Wyglądała rzczej na prywatny gabinet z dostawionym łóżkiem. Na suficie wisiał piękny, duży żyrandol wysadzany drogimi kamieniami o wartości zapewne wyższej niż dochód roczny małej osady handlowej. Po wyjściu sługi Elantir…