Fantasy · 53 min czytania
Elfi Krąg
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Rozdział I{/b}
Pewnego deszczowego dnia Xavier i Max usłyszeli pukanie do drzwi. Zaspany Max wstał, włożył swoją skórzaną kurtkę i otworzył drzwi. Po przeciwnej stronie ujrzał zziębniętą małą postać. Od razu poznał, że to krasnolud. -Po co tu przyszedłeś? Skąd przybywasz? Jak cię nazywają? – Rzekł ozięble ciągle jeszcze zaspany Max. - Jestem Grogul mogę wejść?- Spytał krasnolud. Max zauważył jak krasnal trzęsie się z zimna więc wpuścił go do domu. - Co sprowadza cię w moje skromne progi Grogulu? – Powiedział chłopak. - Jestem posłańcem króla. Przyniosłem wam list. A gdzież to podziewa się twój towarzysz? – Zapytał krasnal, po czym przyjął od Maxa ciepłą herbatę. - Śpi w swoim pokoju. Iść po niego? - Tak. – Powiedział Grogul. Max szybko wstał i pobiegł po Xaviera. Kiedy wszedł do pokoju ujrzał Xaviera siedzącego na krześle. - Co to za jeden? - Zapytał Xavier. - Jakiś posłaniec, przyniósł nam list od króla. Chodź zobaczymy, co to za list! - Powiedział Max i zbiegł na dół. - Jak zwykle roztrzepany! – Rzekł sam do siebie Xavier i zszedł na dół zobaczyć przybysza. Ku swojemu zdumieniu zobaczył krasnoluda! Poznał go od razu - już nieraz widywał krasnoludy podczas swoich wypraw. - Co tu robisz? – Zapytał. - Przywiozłem dla was list od króla. – Powiedział posłaniec i zaczął grzebać w swoich wielkich kieszeniach. Wyjął jakąś kopertę z pieczęcią królewską i wręczył ją Xavierowi. - Oto ten list. – Powiedział z uśmiechem na twarzy. Xavier otworzył list i ujrzał taką oto treść:
Ja, król, potrzebuję Was. Niezwłocznie stawcie się przed Elfim Kręgiem. Nie mogę napisać nic więcej, gdyż ten list mógłby dostać się w niepowołane ręce. Szczegóły poznacie później, przyjeżdżajcie jak najszybciej. Potrzebujemy Was.
{b}Król Sald{/b}
Xavier przeczytał list na głos i ze zdumieniem spojrzał na Maxa. - I jak myślisz, czego tak pilnie chce od nas król? Do czego jesteśmy tak bardzo potrzebni? – Zapytał, w jego zielonych oczach zabłysła iskierka. - Sądzę, że musimy jechać do Elfiego Kręgu. Nie mam pojęcia, czego może chcieć król. – Powiedziawszy to Max spojrzał na Grogula – Wiesz coś o tym? - Niestety nie, nie śmiałem zapytać króla, o szczegóły. – Powiedział krasnolud, spuszczając głowę. - To nie twoja wina. – Powiedział z uśmiechem Max – Skąd mogłeś wiedzieć, o co chodzi. – Dodał. - Dobrze, musimy ruszać. Przed nami długa droga. Spakuj się, Max. – Powiedział Xavier, który jak zawsze trzeźwo myślał. - Już się pakuję! – Wykrzyknął Max. Było widać, że cieszy się z tej podróży – A ty? Co robisz? Jedziesz z nami? – Zwrócił się do posłańca. - To znaczy, że mogę z wami pojechać? – Powiedział krasnolud niepewnie. - Oczywiście, że możesz, a czym do nas przyjechałeś? – Zapytał Xavier. - Przyjechałem na koniu. - Zaczekasz tutaj chwilę? Muszę się spakować. – Powiedział szybko Max - Oczywiście, że poczekam. Tylko ubierz coś ciepłego, na dworze leje jak z cebra! – Krzyknął do biegnącego już do swojego pokoju Maxa. Xavier ruszył wolnym krokiem za nim. Grogul pierwszy raz, odkąd przyjechał do domu Xaviera i Maxa, rozejrzał się po izbie i zobaczył, że wiodło im się całkiem dobrze. Na ścianach prostokątnej izdebki wisiały głowy różnych zwierząt; najbardziej przykuwała uwagę jedna głowa, wisząca na olbrzymim kawale drewna. Czaszka ta należała do guru. Grogul wiedział, że guru są potężne, lecz nigdy nie widział ich na żywo, zaskoczyły go rozmiary czaszki wiszącej na ścianie. Rozglądając się dalej, krasnal zauważył stos książek leżących na stole, hebanowe krzesła i wygasający kominek, który rzucał znikome światło na małą izdebkę. Kominek ten zdobiły po bokach dwie złote, świecące niczym słońce głowy mandragor. Na oglądaniu izby Grogulowi szybciej minął czas. Nim się spostrzegł, obok niego stali już Xavier i Max. - Gotowi? – Zapytał Grogul. - Oczywiście! – Wykrzyknął Max. Xavier kiwnął głową. Wyszli z izby i zauważyli, że ulice były puste. Od razu zrozumieli, że to przez deszcz. Teraz padał jeszcze mocniej, niż w czasie przyjazdu krasnoluda. Po przejściu wielu kałuż i zmoknięciu do suchej nitki, wreszcie dotarli do zamoczonej stajni. Podeszli do dwóch koni. Xavier podszedł do czarnego niczym noc, pięknego ogiera. A Max ruszył w kierunku kasztanowego wierzchowca. - Piękne konie. – Zauważył krasnolud. - Dostaliśmy je w podarku od króla. – Powiedział dumnie Max. Po osiodłaniu koni wypełnili juki i ruszyli do Elfiego Kręgu. W czasie jazdy Max spostrzegł, że Grogul także posiada pięknego konia, na którego wraz z Xavierem nie zwrócił wcześniej uwagi. - Jakże piękny koń! Skąd go masz? – Jego ciekawość nie wytrzymała. - Jest to podarek od władcy Krystalicznego Jaru. Ofiarował mi go, ponieważ jak sam powiedział. „ Jeżeli masz być posłańcem króla nie możesz jeździć na takim słabym i wolnym koniu. ” I wtedy podarował mi Kasztańca. - Jak znalazłeś się w Krystalicznym Jarze? Jak król dowiedział się o tobie? – Zapytał Max, który zauważył, że Xavier jest głęboko pogrążony w myślach i postanowił mu nie przeszkadzać aż do pierwszego postoju. - Jeżeli chodzi o pobyt w Krystalicznym Jarze, to tam mieszkałem. Król dowiedział się o mnie w ten sposób, że przebywał właśnie w tym największym skupisku krasnoludów, poszukując posłańca. Władca Krystalicznego Jaru ogłosił zebranie wszystkich wojowników. Król chodził wzdłuż rzędu i wybrał dziesięciu wojowników, w tej grupie byłem ja. Następnie cała grupa udała się do sali ćwiczeń, gdzie każdy walczył z każdym, wygrałem osiem walk. Król wybrał właśnie mnie. I tak zostałem posłańcem króla. - Zdumiewająca historia – Powiedział Max – Aż trudno w to uwierzyć! - Tutaj się zatrzymamy na odpoczynek. Konie chcą jeść i pić, a i nam przydałby się odpoczynek. – Rzekł Xavier, który wyrwał się z zamyślenia. Zatrzymali się w lesie pod wielkim rozłożystym drzewem. Naokoło nich widać było tylko gęsty las i oddaloną o jakieś pięć metrów, wyjeżdżoną przez karawany dróżkę, którą podążali. Dróżka ta zdawała się nie mieć końca i biec bardzo daleko. Przestało padać i wyjrzało słońce. Uwiązali konie pod drzewem udało im się znaleźć suche drewno i usiedli na kawałku suchej ziemi pod dębem. Max rozłożył drewno tak, aby utworzyło koło i krzyknął: - Mala! – Drewno zaczęło się palić. - Jak to zrobiłeś? – Zapytał Grogul. - Drogi Grogulu. Jesteś posłańcem króla, prawda? – Grogul potwierdzając jego słowa pokiwał głową – I nie wiedziałeś, że rycerze króla potrafią używać magii? - Wiedziałem o tym, lecz zdziwiłem się, gdyż pierwszy raz widziałem to na własne oczy. – Powiedział broniąc się krasnolud. - Potrafimy jeszcze wiele rzeczy, o których dowiesz się, lub nie w przyszłości. – Powiedział Max. - Dobrze. Kto obejmuje pierwszą wartę? – Zapytał Xavier, po wysuszeniu ubrania. - Ja. – Odpowiedział Max. Grogul i Xavier poszli spać, a Max wdrapał się nadzwyczajnie szybko na drzewo, i zaczął wypatrywać potencjalnych zagrożeń. Po jakichś czterech godzinach zszedł do ”Obozu,, który sobie wybudowali z drewna i liści i zaczął budzić Xaviera. - Xavier obudź się! Masz teraz wartę. Xavier po paru minutach doszedł do siebie i wdrapał się na drzewo. Po krótkiej obserwacji zauważył coś niepokojącego. W oddali spostrzegł światło, a potem zrozumiał, że przez las przedziera się jakaś istota, która trzymała w ręku pochodnię. Zszedł z drzewa i zaczął budzić towarzyszy. - Wstawajcie! Ktoś idzie, przygotujcie się! Nie wiadomo, czy ta istota przychodzi do nas w pokojowych zamiarach! Włożyli na siebie swoje zbroje i chwycili za broń. Zaczęło się oczekiwanie, które zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Wtem z zarośli wyszedł elf z latarnią w ręku. - Kim jesteś? – Zapytał Max. - Jestem Ergonir, mówią na mnie Erg. A wy kim jesteście?. - To jest Grogul, Xavier, a ja jestem Max. – Powiedział i spojrzał na elfa, który z pewnością przewyższał go siłą i umiejętnościami. – Co cię do nas sprowadza? – Powiedział tak, aby w jego głosie nie było słychać strachu, potwornie się bał. - Wczoraj król nakazał mi was prowadzić i eskortować aż do Elfiego Kręgu. - I tak szybko dotarłeś do nas z Elfiego Kręgu? To nie możliwe! – Powiedział zdumiony Grogul. - Nie wiem, czy zauważyłeś mój mały przyjacielu, ale jestem Nocnym Elfem, jednym z dwunastu posłańców króla. Słyszałem, że podróżuje z wami jeszcze jeden posłaniec, gdzie on jest? - To ja. - Powiedział dumnie krasnolud wychodząc do przodu. - Ty? Nie bądź śmieszny? Krasnolud posłańcem, to dopiero żart! Gdzie jest ten posłaniec? – Powiedział ironicznie Ergonir. - Tak, to prawda. Grogul jest posłańcem, to on nas powiadomił o tym, że mamy się zjawić w Elfim Kręgu. – Rzekł broniąc swego towarzysza Max. - Ty jesteś Grogul? Naprawdę? – Ku zdumieniu wszystkich elf wyglądał jakby zobaczył kogoś wyjątkowego. - Tak to ja, a czemu się tak zdziwiłeś? – Zapytał zdumiony Grogul. - Słyszałem o tobie wiele opowieści, opowiadały o tym, że pewnego dnia król Sald wyruszył do Krystalicznego Jaru w poszukiwaniu dwunastego posłańca i wygrałeś wszystkie konkurencje. Czy to prawda? - Tak, dobrze słyszałeś, lecz wygrałem cztery z pięciu konkurencji, byłem drugi, jeśli chodzi o strzelanie z łuku. – Powiedział czując się coraz dumniej Grogul. – A kto naopowiadał ci tych historii o mnie? - Pewien krasnoludzki mędrzec, który przebywał w zamku podczas mojej wizyty, powiedział, że nazywa się Celestin. Powiedział jeszcze, że mam przekazać dwunastemu posłańcowi to. – Rzekłszy to wyjął z kieszeni jakiś woreczek i wręczył go krasnoludowi. – To dla ciebie. Grogul pospiesznie począł otwierać woreczek. Gdy go rozwinął, zaczął płakać, a obecni zauważyli, że trzyma w ręku coś, co wyglądem przypominało łzę i było czarne niczym noc. - Cóż to jest? – Powiedział Max. - To łza elfa. Jest to kamień magiczny, którego potrafią używać tylko wysokiej klasy magowie. – Wytłumaczył mu Xavier, który pierwszy raz powiedział coś przy elfie. – Potrafisz go użyć, Ergonirze? - Niestety nie, jest to dla mnie zbyt duża magia, nie opanowałbym mocy tego kamienia. W ręku nieprzyjaciela może być potężną bronią, więc radzę go dobrze pilnować. - Wiedziałem, że zawsze był dobrym przyjacielem, ale żeby podarował mi taki prezent? Musisz być szlachetnym elfem skoro ci zaufał i podarował tak cenny skarb. Dziękuje ci za to, że go do mnie przyniosłeś. Jestem ci naprawdę wdzięczny. – Powiedział Grogul i podał rękę Ergowi. - Ty też musisz być szlachetny, skoro sam król cię wybrał. Zostańmy przyjaciółmi. – Powiedziawszy to uścisnął silną rękę krasnoluda. – A więc jak, ruszamy? - Tak. Czas najwyższy. Ten postój był o wiele za długi. Ruszyli. Jechali w słabym dopiero ukazującym się słońcu, więc było dosyć ciemno. Xavier patrzył ze zdziwieniem na elfa, który jechał tak szybko, że musiał robić sobie postój i czekać Aż do niego dojadą. Zdziwiło go także to, ze elf bez trudu poruszał się po lesie, gdy oni wpadali w poszczególne mokradła, doły i inne napotkane przeszkody, to on bez trudu je omijał. Wreszcie, gdy wyszli z gęstej puszczy i weszli w las, zrobili sobie postój. Zatrzymali się przy rozłożystym drzewie. Max i Grogul wyruszyli pozbierać drewna i chrustu na opał, a Xavier i Ergonir zostali sami. Słońce ukazało się już pełni. - A ty jak zostałeś posłańcem? – Zapytał Xavier Erga. - Nie miałem pieniędzy, więc udałem się do zamku poszukać pracy. Chciałem pracować jako kupiec lub coś w tym rodzaju. Lecz gdy po paru tygodniach król wreszcie miał dla mnie czas i gdy stanąłem przed jego obliczem, zapytał, czy nie chciałbym zostać jego posłańcem. Oczywiście zgodziłem się i zamieszkałem w zamku. Dzięki temu, że byłem posłańcem mogłem pomóc mojej rodzinie i pozwolić, aby żyła w dobrobycie. Wykonywałem już rozmaite zadania, lecz to uważam za najważniejsze z nich. Jest to dla mnie zaszczytem prowadzić rycerzy króla przez tak długą drogę. - Król z pewnością cię wynagrodzi. - Nie robię tego dla pieniędzy. Po prostu czuję, że muszę to zrobić i już. Nie wiem czy wiecie, ale jesteście jedynymi istotami, których prowadzi dwóch jeźdźców. Jeszcze nigdy nic takiego się nie wydarzyło. Musicie być wyjątkowi. Na zebraniu posłańców każdy chciał was poprowadzić. Król najpierw wybrał Grogula, byłem nieobecny na pierwszym zebraniu, więc nie mogłem poznać tego krasnoluda, bardzo tego żałuję. Źle postąpiłem mówiąc o nim te wszystkie rzeczy. Wstyd mi za to. Lecz wracając do tematu - król zwołał drugie zebranie, na którym zjawili się wszyscy posłańcy. Zebranie odbyło się, ponieważ król myślał, że Grogul sobie nie poradzi i chciał wysłać jeszcze jednego posłańca. Wybrał mnie. I tak znalazłem się tutaj. - Zadziwiająca historia. Więc czemu król wybrał akurat ciebie? - Ponieważ jestem najszybszym posłańcem i nocnym elfem. Moja rasa słynie z szybkości i łatwego przystosowywania się do warunków otoczenia. - Więc wybrał cię dlatego, że jeśli tylko chcesz, to możesz być niezauważalny, tak? - Tak. – Powiedział elf i zauważył nadchodzących Maxa i Grogula, niosących chrust i drewno na opał. Gdy do nich doszli bez słowa ułożyli drewno i rozpalili ognisko. Xavier spostrzegł, że krasnolud trzymał w ręku ryby, które nadział na patyki i zaczął smażyć nad ogniskiem. Po zjedzeniu ryb postanowili porozmawiać. - Więc co robimy? Jeżeli będziemy podróżować w takim tempie to, do Elfiego Kręgu dojedziemy za trzy tygodnie. Musimy radykalnie zmniejszyć ilość postojów i zwiększyć tempo. – Powiedział Xavier. - Ty jak zwykle myślisz pesymistycznie. – Odpowiedział Max. - Nie pesymistycznie, tylko trzeźwo i mądrze. - Dobrze. Naprawdę musimy o tym pomyśleć. Odtąd będziemy robili postoję trzy razy dziennie i jeden przed wschodem słońca na czterogodzinny sen. Każdy po kolei będzie obejmował warty. – Odparł Ergonir. Nikt się nie przeciwstawił. Zgasili ognisko, zatarli ślady po obozie, osiodłali wierzchowce i ruszyli w drogę. Jechali dość szybko. Xavier pierwszy raz odkąd przyjechał Erg spojrzał na jego rumaka. Był on szarobrunatny, miał silne kopyta i piękną sierść. Widać było, że jest zadbany i czysty. Spostrzegł również, wypalone piętno z królewskim herbem na zadzie. Domyślił się, że koń to podarek od króla Barda. Już chciał coś powiedzieć, lecz się powstrzymał, ponieważ zauważył, że wszyscy byli jacyś nie swoi. Max wyglądał bardzo poważnie, a Grogul był bardzo zamyślony. Wreszcie po długiej jeździe nastał czas na pierwszy postój. Zatrzymali się na polanie. Uwiązali konie i usiedli na trawie. Wszyscy przez tą długą podróż nie odezwali się ani słowem. Xavier czuł, że coś jest nie tak. Zjedli resztę ryb, która została im z poprzedniego posiłku i wsiedli na konie. Powtórnie ruszyli w drogę. - Kiedy wyjedziemy z lasu? – Powiedział niepewnie Xavier. - Za jakieś dwa dni. – Odpowiedział Erg. - No dobra, co się dzieje? Czemu się nie odzywaliście? – Rzekł nie zważając na formę pytania Xavier. - No właśnie! O co chodzi? – Krzyknął Max. - Kilka dni temu zginął jeden z nas, posłańców króla. Zostało nas tylko jedenastu, byłem z nim bardzo blisko. Był dla mnie jak brat... – Odpowiedział Erg i po jego policzku popłynęła łza. - Bardzo mi przykro. Nie wiedziałem. – Powiedział Max i dodał. – Czy mogę wiedzieć, jak to się stało? - Sam nie wiem, jak to się stało. Prawdopodobnie wyruszył na wyprawę i w czasie tej podróży spotkał bandę orków, którym próbował uciec. Uciekał jak tylko mógł najszybciej. Lecz te potwory. – Tutaj urwał i widać było, że kolejne słowa sprawią mu ból. – Nie były szybsze, lecz wytrzymalsze. Goniły go tak długo, aż się zmęczył; gdy go dopadły, zaczęły się tortury. Musiał bardzo cierpieć. Zginął straszną i bolesną śmiercią. Pomszczę go. Każdego orka, którego spotkam, zabiję. Zemszczę się na nich za to, co mu zrobili. – I w tym samym czasie zacisnął pięść na rękojeści swojego miecza. - Zawszę pomogę ci w tej sprawię. – Powiedział Grogul. Nikt się nie odezwał. Rycerze wiedzieli, że w Ergu i Grogulu drzemie żądza przelewania krwi orków. Ruszyli w drogę jakby nigdy nic. Jechali przez las, który zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Był on obsadzony bujnymi drzewami; posiadał liczne polany, dzięki którym towarzysze mieli gdzie karmić konie i odpoczywać. Ku zdumieniu Maxa było w nim bardzo mało zwierzyny, na swej drodze widzieli tylko raz dzika, lecz za to ptaków było mnóstwo. Na każdym kroku jakiegoś spotykali. Od sokołów, poprzez sowy, aż do jaskółek. Las był piękny i stary; najmłodsze drzewo miało około stu lat. Lecz nie był zbyt gęsty. Drzewa występowały w odległości dwóch metrów od siebie, więc towarzysze mogli się bez trudu poruszać. W pewnym momencie zauważyli bardzo daleko dym. Zrozumieli, że są już bardzo blisko miasteczka Kendagashi, dym pochodził z kominów domów tego miasta. Owo miasteczko było ich pierwszym postojem. Musieli dokupić prowiant, wodę i planowali kupić jeszcze parę eliksirów, które miały pomóc im w walce. - Do miasta dotrzemy jutro rano, pod jednym warunkiem. Nie zatrzymamy się na nocny postój i będziemy jechali dość szybko. – Oznajmił Erg. Wszyscy przytaknęli i ruszyli w drogę do miasta. Do miasta prowadziła krzywa, długa i brukowana droga, którą zaczęli jechać. Miasto przybliżało się bardzo powoli, choć dość szybko jechali. Wreszcie po długiej drodze dojechali do celu i ujrzeli bramę wejściową. Brama ta była wysoka zrobiona z bukowego drewna. Z jej szczytu wystawały długie na około piętnaście centymetrów metalowe ostro zakończone szpikulce. Ową bramą przejeżdżały tłumy ludzi. Max zauważył rycerzy, magów, zwykłych chłopów i wielu, wielu innych. Gdy chcieli dostać się do środka musieli stanąć w kolejce do bramy. Po dotarciu pod wrota spostrzegli, że wejścia pilnuje dwóch rosłych rycerzy. Bez słowa przeszli obok nich. Po przejściu bramy zauważyli brukowaną ulicę i wielu ludzi. Udali się na targ, przepychając się przez tłumy ludzi, gdy jakoś udało im się dostać na targ zauważyli równo poustawiane stragany. Między straganami krążyło (Ku zdziwieniu towarzyszy) dość mało ludzi. Podeszli do straganu i zauważyli, że obsługuje go, elfka. - Krirk druss? – Powiedział do niej Erg. - Co jej powiedziałeś? – Spytał się Xavier, od razu zrozumiał, że mówią, po elficku. - Spytałem czy mówi po ludzku. - Tak mówię. – Powiedziała elfka. – Czego chcecie? - Masz może eliksir życia? – Spytał Max. - Tak. Kosztuje sto sestercji. - Aż tyle? A ile ich masz? - Mam ich piętnaście. Ile chcecie? - Wszystkie. – Powiedzieli prawie równocześnie. - Wszystkie? – Spytała z niedowierzaniem elfka. - Tak. Wszystkie. – Zapewnił ją Grogul. - To będzie kosztować tysiąc pięćset sestercji. - Dobrze - Powiedział Ergonir i zaczął wyjmować coś z kieszeni. Wyjął małą skórzaną sakiewkę. Odliczył pieniądze i podał elfce. - Pasuje? - Tak. – Powiedziała elfka i przyniosła im skrzynie wypełnioną eliksirami. – Proszę. Wzięli skrzynie i poszli dalej. Teraz udali się do kowala. Gdy weszli do kuźni zauważyli kowadło, hełmy, zbroje, tarcze i młoty. - Masz może zbroje dla konia? - Mam, kosztuje pięćset sestercji. - Poprosimy cztery. - Dobrze, więc to będzie dwa tysiące sestercji. Erg sięgnął ręką do kieszeni i wysypał na stole całą jej zawartość. Oczy kowala zabłysły. Ergonir zaczął odliczać kwotę. Gdy już ją odliczył położył na ręce kowala dwa tysiące sestercji. - Świetnie robi się z wami interesy – Powiedział kowal. - Z tobą też. Żegnaj. Wyszli z kuźni i skierowali się w stronę swoich wierzchowców. - Do czego przyda nam się to wszystko? – Zapytał Max. - W czasie naszej podróży możemy napotkać wielu wrogów. I na pewno będziemy musieli walczyć, a wtedy te wszystkie rzeczy mogą okazać się nie zastąpione. Gdy doszli do koni Erg i Xavier nałożyli im zbroję. - Jeszcze tylko po prowiant i ruszamy w drogę. Wsiedli na konie i pojechali w stronę karczmy. Gdy dojechali, ich oczy ujrzały bardzo stary, zrobiony z drewna budynek. - To karczma – Powiedział Ergonir, gdyż zauważył jak zdziwieni są jego towarzysze. Gdy weszli do środka, usłyszeli śpiewy i odgłosy tańca. Podeszli do lady, za którą stał gruby i brudny mężczyzna w fartuchu. - Czego chcecie? – Spytał oschle. - Przyszliśmy po prowiant. Masz może jakiś? – Powiedział Grogul. - Tak, mam, ile chcecie. Ostrzegam! Prowiant jest drogi! – Krzyknął mężczyzna. - Chcemy prowiantu na miesiąc dla czterech osób. – Rzekł zuchwale Erg. Mężczyzna spojrzał na niego i zaczął się śmiać. - Chcecie kupić prowiantu za cztery tysiące sestercji? Jesteście śmieszni. – Oznajmił i począł się śmiać tak mocno, że z oczu popłynęły mu łzy. Ergonir wyjął pieniądze i położył na ladę cztery tysiące sestercji. - Starczy? Teraz szybko przynoś jedzenie! Mężczyzna zdębiał. - D dobrze. – Wyjąkał. Poszedł na zaplecze. Po chwili wrócił, niosąc jedzenie w koszu. Jedzenia było bardzo dużo. Towarzysze wzięli kosz i wyszli z karczmy. - No, na nas już czas. Ruszajmy w drogę. - Powiedział Grogul i wsiadł na konia. Jego towarzysze zrobili to samo. Ruszyli w stronę bramy wyjściowej, brama ta nie różniła się od tej wejściowej. Wyjechali z miasta i po brukowanej drodze udali się w stronę lasu. W czasie drogi Max zauważył cienie na drzewach, były to cienie których nie potrafił rozpoznać. Chwycił za rękojeść swojego miecza. - Uważajcie, coś tam jest! – Krzyknął wskazując palcem na owe cienie. - To Vergoni. Przygotujcie się do walki! – Powiedział Ergonir. Ustali w miejscu i czekali na potyczkę. Każdy w ręku miał swą broń: Max miecz, Xavier różdżkę, Erg łuk, a Grogul topór. Wtem z drzew pospadały wielkie, włochate stworzenia. - To oni! – Krzyknął Ergonir. Towarzysze ujrzeli Vergonów. Każdy z nich trzymał w ręku dzidę. Na końcu łap miały ostre pazury, którymi bez trudu rozszarpałyby człowieka bez zbroi. Była ich piątka. Okrążyły towarzyszy i rzuciły się do ataku. - Fosser! – Krzyknął Xavier i z końca jego różdżki wytrysnęło światło. Owe światło dotykając Vergona, zamieniło go w proch, który natychmiast rozwiał nagły podmuch wiatru. Max zaczął walczyć z następnym potworem, a Erg wspiął się na drzewo i strzelał w monstra z łuku. Max widząc, że Grogul sobie nie radzi, zawołał do Xaviera: - Xavier! Pomóż Grogulowi! - Dobrze. Xavier złączył ręce jak do modlitwy. Wypowiedział szeptem jakieś słowa i z jego dłoni wystrzeliła kula, która przelatując przez Vergona, z którym walczył Grogul, zabiła go. Xavier spostrzegł nagle, że Max zabił właśnie jednego potwora, a Erg wykańczał następnego, gdy potwór zginął został już tylko jeden. - Verdons! – Krzyknął i ostatniego potwora spętały liny. Wszyscy natychmiast do niego podbiegli. Zauważyli, że potwór w prawe ramie ma wbitą elficką strzałę. Xavier niepewnie zbliżył się do potwora i spostrzegł, że z rany cieknie żółta krew. Zbliżył się jeszcze bardziej i sięgnął ręką do wbitej strzały. Potwór ze strachem spojrzał na nieznajomego człowieka, który próbował mu pomóc. Las przeszył przeraźliwy ryk Vergona. Wszyscy spojrzeli na Xaviera i zauważyli, że trzyma w ręku zakrwawioną strzałę. Dopiero teraz przyglądając się potworowi spostrzegli, jaki jest ohydny. Stwór był brudny i pokrwawiony, śmierdziało od niego błotem i mułem. Max wziął zamach i głowa Vergona poturlała się pod drzewo. Nikt nie przejął się tym faktem. Xavier podał strzałę Ergowi. Ten włożył strzałę do kołczanu. - To twoje? – Spytał Max. - Tak, tylko dziwię się, czemu jeszcze żyje. Trucizna, którą posmarowałem groty moich strzał, powinna go natychmiast zabić. - Więc jak to możliwe, że jeszcze żyje? – Kontynuował Max. - Musiał wypić antidotum królowej, Grissmo. Tylko to mogło go uchronić od śmierci. - Ale skąd to miał? Co to za królowa? – Dopytywał Max. Xavier ze zwyczajnym sobie spokojem wpatrywał się w Ergonira wzrokiem zmuszającym do wyjaśnień. - No, więc. – Zaczął elf niepewnie – Ta odtrutka znajduje się tylko w jednym miejscu. – Zrobił nagłą przerwę. Wszyscy czekali ciekawi, co będzie potem, lecz nikt nie odezwał się by go popędzić. – I tym miejscem jest... – Znowu przerwa. – Elfi Krąg! – Skończył wreszcie Erg. Towarzyszom zaparło dech. Nikt nie miał siły się odezwać. Każdemu przyszło na myśl pytanie:, „Ale jak to możliwe’’? Każdy z nich wiedział, że Elfi Krąg walczy z Vergonami. - Ale, jak to możliwe? – Wyjąkał Grogul. - Nie wiem, nie pomyśleliśmy o tym, że król pragnie nas tam zabić, a wszystkie te potwory są po prostu podstawione po to abyśmy nie wpadli na jego plan. – Odezwał się pierwszy raz od incydentu, z Vergonami Xavier. - Tak, logiczne – Zauważył Grogul. – Ale możliwe jeż też, że Vergoni po prostu ukradli te antidotum z zapasów Elfiego Kręgu. - Przecież magazyn jest pilnie strzeżony! Stoi tam z pięciu uzbrojonych żołnierzy! – Max nie wytrzymał. - Masz rację. Vergoni musieli pojmać króla lub zmówić się z nim. – Ergonir rozsądnie przemyślał to, co powiedział. Wszyscy ucichli. Każdy próbował to zrozumieć. Xavier usiadł pod drzewem i powiedział: - Musimy podjąć jakąś decyzje. Jedziemy czy nie? - Nie, mam lepszy pomysł. Pojedziemy do Brunatnych Ziem, stamtąd ruszymy do Elfiego Kręgu. Tam popytamy się o króla i zobaczymy, co z tego wyjdzie. – Zaproponował elf. - Wszystko było by dobrze, gdyby nie jedna przeciwność. Jak dotrzemy do Brunatnych Ziem? – Wtrącił się Grogul. - Dotrzemy tam tylko w jeden sposób. – Erg się zawahał. – Musimy jechać przez Bagna Smoków. – Prawie wyszeptał te słowa. Towarzysze zamarli. Czekała ich ciężka przeprawa. Wiedzieli, że mogą nawet zginąć, ponieważ Smocze Bagna zamieszkują hydry i Vergoni. - Więc jak, ruszamy? Ja chciałbym już ruszać! Proszę, jedźmy! – Wykrzykiwał Max. Jak zwykle był głodny przygód. Wsiedli na konie w milczeniu i ruszyli w stronę brunatnych ziem. Wyjechali z lasu i spostrzegli przed sobą małą chatę. Dach tej chaty pokrywała słoma. Przed chatą stała mała studzienka. Podeszli bliżej i zauważyli drewniane drzwi. - No to jak wchodzimy? – Zapytał Grogul. - Tak, musimy wypytać o okolicę. Musimy znać najbliższe otoczenie. – Powiedział Ergonir. Chwycili za broń i podeszli na jakieś dziesięć kroków od drzwi. Max jako jedyny podszedł bliżej i silnie zapukał. Drzwi otworzyły się i ujrzeli krasnoluda. Miał on na sobie dość drogie ubranie. Jego twarz zdobiła długa do pasa ruda broda. Widać było, że jest pokojowo nastawiony do przybyszów. Towarzysze opuścili broń. - Kim jesteście? – Zapytał krasnal. - Jesteśmy grupą wędrowców. Przyszliśmy zapytać, czy nie moglibyśmy tutaj przenocować. Chcieliśmy także wypytać o okolice. – Odpowiedział Xavier. - Dobrze, więc zostańcie. A ile chcecie zostać? - Chcemy zostać tyle czasu, ile zajmie nam zapoznanie się z okolicą i odpoczynek. – Powiedział Ergonir. - Więc dobrze. Mieszkam z żoną i dwójką dzieci. Na razie ich nie ma. Zdziwią się jak was zobaczą. - Dziękujemy za pomoc. Więc gdzie jest najbliższa wioska? Grożą nam tutaj