Fantasy · 5 min czytania
Eliksir Nienawiści I - W Stronę Rynku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Witam! Na imię mi Trisha. Może być po prostu Trish. Inni często lubią mawiać, że za dużo gadam, ale myślę, że nie będzie aż tak źle. Właściwie to się trochę śpieszę, wybacz mi więc moje roztargnienie. Jaine, moja przyjaciółka ze szkolnych lat, zaprosiła mnie i Mirandę do siebie w jakiejś ponoć bardzo ważnej sprawie. Nawiasem mówiąc, ona chyba nigdy nie miała "mało" ważnej sprawy. Dla mnie zawsze była trochę przemądrzała, a ja dla niej z kolei nieroztropna i beztroska. Kąsałyśmy się czasem jak to dziewczyny. No, może nawet często. Mimo wszystko, bardzo się cieszę z otrzymanej wiadomości. Zarówno jednej, jak i drugiej nie widziałam chyba z tysiąc lat, a pomyśleć, że swego czasu byłyśmy nierozłączne niczym siostry. Nie wiem czy wiesz, ale tutaj u nas w Thegen, mamy obowiązek trzyletniej nauki w jednej ze szkół elementarnych. Te trzy lata wystarczyły abyśmy się całkowicie ze sobą zżyły. Potem jednak każda z nas poszła w swoją stronę. Miranda wówczas już na zawsze opuściła szkolne progi, Jaine za to wybrała ścieżkę edukacji w lokalnym kolegium Magii i Mądrości.
A ja...? Cóż, ja wybrałam szkołę szermierczą, bo jak się zapewne domyślasz, kocham szermierkę i nie mogłabym bez niej żyć. Zabrakło mi jednak motywacji by spróbować swoich sił w szkole rycerskiej. Nigdy nie miałam głowy do tych wszystkich układów, taktyk i strategii, zresztą już wystarczająco dużo naznosiłam się nieprzyjemności ze strony facetów. Zachowują się jakby mieli wyłączność na spryt, odwagę i inne szlachetne cechy. Dupki. Pomimo, że wedle prawa, w okresie wojny obowiązek mam stawić się jako rezerwistka, nie mogę uczestniczyć w żadnych poważnych ćwiczeniach. Dlatego też, utrzymania musiałam szukać gdzie indziej. I tak oto właśnie zostałam strażnikiem placu przy pałacu księcia. Wiem, mało popisowe zwłaszcza, że nie czuję się najlepsza w tym fachu. Mówią, że jestem zbyt pobłażliwa i pewnie mają rację. Przynajmniej, udaję mi się jakoś w ten sposób podtrzymywać rodzinną tradycję, no i mi samej daje niezłą okazję aby zadbać o dobrą formę.
Dziwne, że Jaine postanowiła spotkać się z nami o tak późnej porze. Nazajutrz przecież, wszyscy musimy powrócić do swoich, niestety rutynowych już chyba, zajęć. Nie ma to jak babskie pogaduszki w samym