Psychologia · 16 min czytania
Elizabeth
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
– Jakie damy mu imię? – zapytał przykrywając nogi kołdrą Zapadła chwilowa cisza przerywana tykaniem ściennego zegara, ślubnego prezentu jej babci. – Skąd wiesz, że to będzie chłopiec, przecież to dopiero pierwszy tydzień – odparła sprawdzając stan zielonkawej maseczki równomiernie rozłożonej na twarzy
*
Poznałem ją u Elizabeth, która nie wiedzieć dlaczego urządziła te swoje „standing party” w środku tygodnia, w dodatku w środę, kiedy każdy normalny facet siedzi przed telewizorem z butelką zimnego piwa i ogląda futbol. Nie była zbyt rozmowna, stała jedynie w rogu tarasu co jakiś czas zamieniając kilka słów z El, która jak zawsze starała się odgrywać rolę wzorowej gospodyni. Nawiasem mówiąc, skuteczne rozbawianie gości czasami jej wychodzi a czasami nie, chociaż ogólnie nigdy jakoś specjalnie się nie nudziłem na tych jej „przyjęciach”. Ot, zwykłe spotkania przy wódce, tyle, że na stojąco. Zaganiana jednak tego wieczora (zaprosiła wszak samego burmistrza) nie miała zbyt wiele czasu na zajęcie się wszystkimi zaproszonymi. Około dziewiątej stwierdziła więc, że skoro powłóczę wzrokiem za pośladkami jej sekretarki i w dodatku nie mam nic do roboty, to dla zwykłego zabicia czasu mogę zamienić z nią kilka słów. „Niech dziewczyna nie stoi tak sama, bo te odpalane co chwilę papierosy nie wróżą niczego dobrego”. – Nie mam dzisiaj nastroju do zabawiania nastolatek – odburknąłem – Nie marudź, idź i pogadaj z nią, ma na imię Martha. Poza tym nie jest już nastolatką. Miesiąc temu skończyła dwadzieścia pięć lat.
*
Nie odwróciła się kiedy przesunąłem leżak, tak aby odgłos trących po posadzce metalowych rurek przykuł jej uwagę. Każda inna osoba z pewnością zareagowałaby na ten dźwięk zwykłym skierowaniem uwagi w stronę źródła odgłosów, nieznajoma jednak tego nie zrobiła. Tkwiłem tam więc jak jakiś nieudacznik sparaliżowany przerastającą go sytuacją a w głowie miałem tylko jedną powtarzającą się myśl: jestem na przyjęciu, gdzie alkohol leje się strumieniami a ja popijam sok z kartonu i gapię się na jakąś nieznajomą smarkulę. Właściwie miałem ochotę na opuszczenie tego tarasu i powrót do miejsca, z którego spokojnie mogłem wszystko obserwować, ale jedna z zaproszonych kobiet, za którą krótko mówiąc nie przepadam, zauważywszy mnie kilka minut wcześniej wyczekiwała okazji, żeby po raz kolejny w tym roku zapytać, czy nie wybiorę się z nią na kolację (w sposób żartobliwy jak zawsze, choć i ona i ja wiemy o co chodzi). Chcą więc (a raczej nie chcąc) postanowiłem zająć się nieznajomą, za której pośladkami (jak stwierdziła Elizabeth) powłóczyłem wzrokiem przez pół wieczora. Do dziś nie mam pojęcia skąd w słowach, które same oplątały mi język znalazło się tyle tandety – głosem, o tonacji wyjętej z kiepskich romansów stwierdziłem, że ładną mamy dziś noc, na co oczywiście w ogóle nie zareagowała. A, że i ja też nie zareagowałem na jej reakcję (wtedy było mi wszystko jedno jak ta rozmowa się potoczy i czy w ogóle się rozpocznie) więc staliśmy na tym tarasie, zawieszeni na balustradzie w formie muru upstrzonego imitacją piaskowca: ja z sokiem z kartonu, ona z mentolowym papierosem, którego paliła dosyć leniwie, aczkolwiek z wieloletnią wprawą.
*
Część 22 / 2
– A jeśli będzie córeczka? – zapytała ponownie, kiedy nic nie odpowiedział. A nie odpowiedział nic, bo z tym chłopcem to właściwie żartował. W zasadzie jest mu wszystko jedno, czy urodzi mu syna, czy córkę, ważne żeby dzieciak był zdrowy i zdrowo rósł. A jeśli będą bliźniaki to też się nic nie stanie, gorzej jak trojaczki – wtedy byłby już nie lada problem. O Annę się nie martwi, to silna kobieta, choć wygląda na kruchą i słabą; gorzej z nim (nie wie czy wytrzyma na sali porodowej, a przecież już obiecał, że tam będzie) W filmach naturalnie wszystkie porody odbywają się gładko i bez komplikacji: rodząca na moment robi się czerwona wybałuszając przy tym gałki oczne, co ma oznaczać reakcję na komendę „przeć”, nieustraszony tatuś, który cały czas dzielnie trzymając małżonkę za rękę imituje oddech jak podczas ćwiczeń w szkole rodzenia, a dziecko po ujrzeniu świata ma bujną czuprynę i w dodatku od razu wszystko widzi uśmiechając się roześmianymi oczkami. Żałosne i nierealne choć jednocześnie cudowne. – Jeśli będzie dziewczynka, damy jej na imię Martha – odparł po chwili.
*
– Tak, w istocie, piękną mamy dziś noc – powiedziała wciąż patrząc przed siebie. Jej glos mnie zainteresował. Dopiero wtedy popatrzyłem na nią uważniej. Rzeczywiście, nie wyglądała na nastolatkę – pierwsze wrażenie, które zakodowałem w sobie po jej ujrzeniu okazało się mylne, gdyż po zmieszaniu jej wyglądu z głosem i aurą naznaczoną zapachem tytoniu wrażenie to uległo metamorfozie. – Przyniosłem pani szampana – oznajmiłem stawiając kieliszek na balustradzie. Nadal nie reagowała. Wciąż patrzyła przed siebie nie wykonując żadnych ruchów, leniwie aczkolwiek z gracją paląc papierosa. Była atrakcyjna i nad wyraz pociągająca. Swoją drogą mężczyzna zawsze zwraca uwagę na wygląd kobiety, jakby to miało decydujący wpływ na to kim jest postać, której nogi i pośladki oblepia zachłannym spojrzeniem. Kobiety w istocie mają słuszność, co do oceny (kretyńskiego skądinąd) zachowania męskiej części ludzkości, bowiem sam po części jestem tego przykładem. Chcąc czy nie chcąc takie są moje wrodzone reakcje na widok pięknej kobiety, na które nie mam większego wpływu bo robię to mimowolnie, jakby to było wpisane w system moich codziennych czynności, takich jak oddychanie, czy spanie. Czasami chciałbym się pozbyć tej przypadłości, ale to w pewien sposób mnie przerasta. Może jestem zbyt mało asertywny w stosunku do własnych słabości? Wyczuła, że uważnie ją obserwuję mimo to nadal nie odwróciła głowy nadal patrząc przed siebie. – Proszę podać mi jakieś krzesło – powiedziała oschle. Rozejrzałem się wokół siebie, ale oprócz metalowego leżaka, na którym położono koc w niebieską kratę, nie odnalazłem podobnego do krzesła mebla. Przeprosiłem więc w celu oznajmienia faktu oddalenia się i wróciłem do salonu, który w domu Elizabeth znajduje się tuż przy tarasie.
* – Ann odbierzesz? Mam mokre ręce, zmywam naczynia – krzyknąłem przez uchylone z kuchni do hallu drzwi. Anna jednak nie odbierała – coraz częściej przesiadywała w łazience, co czasami potrafiło zdarzyć się kilkanaście razy dziennie. Będąc w zaawansowanej ciąży zrezygnowała z tego powodu z pracy, na co jej aktualne kierownictwo wyraziło zgodę przychylnie rozpatrując wniosek o przyznanie bezpłatnego urlopu. W gruncie rzeczy w pracy i tak tylko statystowała. – Witaj, mówi Elizabeth. Dzwonię z zaproszeniem. Wpadnijcie do mnie pojutrze. Odpowiedziałem, że aczkolwiek bardzo chętnie, ale nie możemy, że w tej sytuacji trzeba być w domu, bo gdyby coś się działo i, że to nie jest dobry pomysł, żeby Anna spędzała w ten sposób wieczory. Oczywiście Elizabeth rozumiała powagę sytuacji, niemniej jednak stwierdziła, że kilka ulic dalej to przecież nie jest tak strasznie daleko a i kobieta w ciąży też znajdzie u niej okazję żeby miło spędzić wieczór. Mimo to podziękowałem. – Idź sam, przecież nic mi nie będzie – usłyszałem po odłożeniu słuchawki. Anna stała obok opierając się o drzwi do łazienki.
*
Odnalazłszy krzesło stojące pod popiersiem jakiegoś małoznanego pisarza skierowałem się w stronę wyjścia na taras. W salonie dyskutowano w najlepsze o miejskich terenach przeznaczonych na inwestycje, w czym prym wiodła Elizabeth, z pomocą wspólniczki przymilającej się do burmistrza, którego zaokrąglone policzki robiły się od nadmiaru komplementów coraz bardziej różowe. Nic jednak ciekawego nie odnajdywałem w tej dyskusji. – Zainteresowany? – usłyszałem męski głos wspomagany palcem dyskretnie wskazującym kobietę na tarasie – radzę uważać, to twardy orzech do zgryzienia. Odwróciwszy się spostrzegłem rosłego, barczystego mężczyznę o podbródku Kirka Douglasa z uwagą wpatrującego się w Marthę, a w którego wzroku odczytywałem nostalgię zmieszaną z…