Fantasy · 15 min czytania
Eloen rozdział II, część 2/2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Eloen ziewnęła i spojrzała na zegar. Dochodziła jedenasta. - Dochodzi jedenasta – oświadczyła głośno. Można powiedzieć, że kierowała te słowa w przestrzeń. Kamila leżała wygodnie rozwalona na swoim materacu. Położyła się na brzuchu, wsparta na łokciach. Jedną ręką trzymała książkę, a drugą bawiła się rzemykami zawieszonymi na szyi. Jej stopy uderzały swobodnie o ścianę. Kamila miała skupiony wyraz twarzy, lekko otwarte usta i zmarszczone czoło. Od czasu do czasu poprawiała swoje okulary, których używała tylko do czytania. Eloen była z niej bardzo dumna. Do tej pory jej siostra nawet nie podejrzewała, że czytanie może być rozrywką. Traktowała je raczej jako przykry obowiązek. Ich obecni opiekunowie dysponowali pokaźną liczbą książek. Początkowo tylko Ruda była zainteresowana. Jednak w końcu, znudzona i zdesperowana Kamila zgodziła się spróbować coś przeczytać. Zaczęła od tolkienowskiego „Hobbita”. Potem była trylogia „Władca Pierścieni”, książki C.S. Lewisa, Ursule Le Guin, Pratchetta, Białołęcka, Gaiman’a, Pullman’a… Eloen podrzucała jej kolejne powieści, aż w końcu Kamila doszła do Sapkowskiego, którego czytała obecnie. Gdy świat wokół niej zawodził, zamknęła się w świecie książek i wyobraźni. Teraz zamknęła usta, uniosła wzrok znad książki i obdarzyła siostrę przelotnym spojrzeniem. - Ano – powiedziała wracając do lektury „Miecza Przeznaczenia”. Eloen westchnęła. Nie oczekiwała porywającej konwersacji. Zaczęła się bawić opadającym na jej twarz kosmykiem włosów. Zastanawiała się. Niby wszystko było jasne. Przecież, myślała, nie będę się włóczyła za jakimś pseudo – baśniowym stworkiem po nocy. Mam się spakować? I co, nie wrócę tu już, bo gnom okaże się jakimś karłem z żółtymi soczewkami kontaktowymi, a ten facet mordercą. Albo – porywaczem. Uśpią mnie, a potem wytną mi nerkę, albo co tam się da wyciąć. I zostawią mnie półprzytomną w jakimś parku z przypiętą karteczką „Wycięliśmy ci nerkę”. Przecież to przypadek, że wiedział, jak będę wyglądać. Na pewno mnie obserwowali. Ale pomimo racjonalnego myślenia, podświadomość podsyłała jej obrazy. Przygody… Marzenia są silne, czasami chęć ich spełnienia jest potężniejsza od czegokolwiek innego. Ponownie spojrzała na zegar. Prychnęła. - Co tak prychasz? – powiedziała Kamila, tym razem nie podnosząc głowy. Jej wzrok jedynie ślizgał się po tekście, było jasne, że przestała czytać. - Prycham. A co, zabronisz? – odwarknęła Eloen. - Nie no, ja nie zabraniam. Tylko… - Kamila odłożyła książkę, a nogi przestały obijać się o siebie. – Zastanawiam się z jakiego powodu jesteś taka zdenerwowana. Nie zaprzeczaj – powiedziała widząc, że Ruda otworzyła usta. Eloen zagryzła wargę. Aha, pomyślała Kamila, miałam rację. Zawsze tak robi, gdy nie wie czy coś powiedzieć. - Gadaj – powiedziała, uśmiechając się lekko. Nie było w tym żadnej groźby ani rozkazu, ale Kama wiedziała, że podziała. Jej siostra westchnęła i zaczęła mówić.
Dwadzieścia osiem minut po północy. Pani Sosnowska siedziała w fotelu. Głowa opadła jej na pierś i zaczęła lekko pochrapywać. Telewizor był włączony, na jego ekranie jakaś kobieta zachwalała proszek do prania. - … i dlatego ZAWSZE – wywrzasnęła to słowo, jak gdyby płacili jej za decybele – kupuję proszek marki… Pani Sosnowska gwałtownie uniosła głowę. Wzięła głęboki wdech i z werwą typową dla ludzi dopiero co obudzonych zaczęła szukać zegarka. Mrugała przy tym intensywnie, starając się rozbudzić. Wymacała zimną tarczę zegarka i podniosła go na wysokość oczu. Postukała w niego palcem. Nie działał. Narzekając i marudząc podniosła się z fotela. Była wścibską staruszką, która nie lubiła być o czymś nie poinformowana. Cóż, tego akurat nie było jej dane się dowiedzieć. Umarła, nie wiedząc, która godzina. Pani Sosnowska byłaby bardzo niezadowolona, że umarła gwałtowniej niż powinna. I że nie wiedziała o której godzinie to nastąpiło. Byłaby. Ale oczywiście nie mogła być, bo już nie żyła. Jednak na tamten moment staruszka żyła i miała się dobrze. Zmierzała w stronę schodów. Wyjrzała przez okno… I przystanęła. Nieczęsto widywała mężczyznę, który mieszkał w sąsiednim domu, chociaż siedziała w oknie często długie godziny. Czasami tylko do domu wchodził lub wychodził mały człowieczek, ubierający się dosyć dziwacznie jak na lato. Raz rozmawiała z mężczyzną, ale pomimo doskonałej pamięci, nie mogła sobie przypomnieć tej rozmowy. Nie pamiętała również jak wyglądał. Teraz była pewna, że to on. Stał na ogrodzie, tuż obok starej wierzby. Nie był sam. Towarzyszył mu wysoki blondyn, którego widziała parę razy i znajomy mały człowieczek, jak zwykle w płaszczu. Naprzeciwko nich stała ruda dziewczyna. Nawet z tej odległości widać było, że dygotała. Trochę dalej w krzakach bystry wzrok pani Sosnowskiej zauważył przyczajoną postać. Zaciekawiona zgasiła światło i zaczęła się przyglądać. Przez moment rozmawiali. A gdy brunet machnął ręką w stronę huśtawki Pani Sosnowska wytrzeszczyła oczy. Bo przerwa między wierzbą a huśtawką zaczęła mienić się różnymi kolorami. Na jej oczach mały człowieczek usiłował unieść olbrzymi kufer. A przynajmniej starał się go pociągnąć. Po chwili podszedł do niego blondyn, bez trudu uniósł kufer i wszedł w to migoczące coś. I zamiast zderzyć się z tym, czy chociaż przejść na drugą stronę, zniknął. Po prostu zniknął. Pani Sosnowska wytrzeszczyła oczy jeszcze bardziej, jak gdyby miała nadzieję, że dzięki temu lepiej będzie widzieć. Za nim poszedł mały człowieczek, który chwycił mniejszą torbę. Również zniknął. Chciała zadzwonić na policję. Nie była pewna, co chciała im powiedzieć, ale wiedziała, że musi coś zrobić, bo to wyglądało na łamanie prawa. Nie wolno przecież ot tak sobie wchodzić w coś i nie wychodzić po drugiej stronie. To nielogiczne. Nie zdążyła. Mężczyzna spojrzał na nią. Wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę, a ona nie mogła się poruszyć. Miała wrażenie, że coś wwierca się w jej mózg. Poczuła coś ciepłego, spływającego jej po karku, po twarzy. Mężczyzna spuścił z niej wzrok. Drżącą ręką otarła czoło i spojrzała na rękę. Krew. Krzyknęła.
Ruda usłyszała przenikliwy krzyk z miejsca, gdzie przed chwilą spojrzał mężczyzna. Wrzask umilkł, gdy ponownie uniósł wzrok na okno. Chciała zadać pytanie, ale nie zdążyła. - Ciągle masz wybór. Obróciła się gwałtownie. - Możesz tu zostać i wieść nudne życie. Będziesz się tylko zastanawiać, co straciłaś. - Mężczyzna patrzył na nią badawczo, lekko przekrzywiając głowę. Po jego ustach błąkał się uśmiech człowieka pewnego co za moment nastąpi. – Jak nie chcesz, to nie – wzruszył ramionami i skierował się w stronę portalu. Kamila patrzyła przerażona, jak siostra przekroczyła migoczącą bramę. - Zaczekaj - wrzasnęła i rzuciła się za nią w momencie, gdy brama przestała mienić się kolorami i stała się mlecznobiała. Niestety, było to trochę za późno. Ale o tym dowiedziała się również za późno.
- Skarbie, już jestem! Kobieta w średnim wieku przekroczyła próg domu. Przeszła obok kuchni, rzuciła na nią okiem i cmoknęła niezadowolona. - Czy ja tobie czasami nie mówiłam, że masz się zająć kuchnią? Mężczyzna siedział w fotelu i czytał gazetę. Zaciągnął się mocno…