Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 7 min czytania

Empatia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na starym, przedwojennym cmentarzu, przy grobie starego generała, rósł sobie pewien Mniszek. Mniszek wiele słyszał o owym generale i czuł się jakby go niemal znał. Bowiem od czasu do czasu, nad ten grób przychodziła pewna starsza pani z małą wnuczką. Siadając sobie na ławeczce, bardzo chętnie opowiadała jej różne historie z życia swego męża. Wnusia chłonęła tę całą wiedzę, zaciekawiona i zafascynowana przeróżnymi przygodami dziadzia. Kucała przed babcią i wpatrywała się swoimi wielkimi oczyma w jej oznaczoną latami, drobną twarzyczkę. Mniszek również wtedy nasłuchiwał, również on był bardzo ciekawy dziwnych zdarzeń, jakie spotykają ludzi. Wierzył, że kiedyś będzie mógł spotkać się twarzą w twarz z owym generałem i wysłuchać tych historii z jego ust. Byłby wtedy wniebowzięty. Mniszek był bowiem bardzo religijnym mniszkiem. Codziennie modlił się do Pana Boga o zdrowie starszej pani i jej wnuczki oraz wszystkich istot zamieszkujących razem z nim cmentarz. Często różne zwierzątka przychodziły do niego po radę, ponieważ Mniszek był bardzo mądry i zawsze potrafił znaleźć jakieś rozwiązanie z każdego, nawet skomplikowanego problemu. A on po prostu zastanawiał się, jakby chciał sam Pan Bóg, by owe zwierzątka postąpiły. Pewnego razu, w czasie porannej modlitwy, Mniszek usłyszał donośny krzyk: – Mniszku, Mniszku! Pomocy! Obrócił główkę na swojej łodydze do tyłu, lecz wśród gęstej i wysokiej trawy niczego nie dostrzegł. Wpatrywał się jeszcze kilka sekund, aż w końcu z trawy wyłonił się Pan Żaba. Był bardzo zdyszany, a oczy miał przeszklone, jakby nurtował go jakiś ciężki smutek. – Co się stało Panie Żabo? Czemu tak wpadasz bez ostrzeżenia? – Mniszku... – odpowiadał Pan Żaba, przerywając dyszeniem. – Pani Żabowa, ona... Ona jest chora! Nie mam pojęcia, co robić. Pan Żaba spojrzał na Mniszka swymi wielkimi, żabimi oczyma, po czym spuścił głowę. Jego policzki co chwilę to pęczniały, to znów się zmniejszały, wydając przy tym charakterystyczny, smutny dźwięk. – Nie martw się Panie Żabo! Wyhodowałem no tu trochę swoich leczniczych pędów – mówiąc to, wskazał listkiem na miejsce u podnóża jego łodygi. – zerwij no kilka, ugotuj z nich napar i podaj Pani Żabowej. Od razu postawi ją na nogi. – Oj, nie wiem jak mam ci dziękować Mniszku! Na pewno coś wymyślę... – zerwał swoją łapą kilka mniejszych pędów, spojrzał Mniszkowi głęboko w oczy, ukłonił się i od razu pobiegł z powrotem do swojego domu.

Następnego dnia, tuż po świcie, obudziło Mniszka żabie kumkanie. Otworzył oczy, lecz oślepił go blask porannego słońca, więc je przymrużył. Przetarł je jeszcze swoimi listkami, aż w końcu ciemne plamy, które dotychczas widział, zaczęły przeistaczać się w kształty. Dostrzegł wokół siebie stado mniejszych i większych żab, których nigdy wcześniej nie widział. W samym środku stał Pan Żaba, a u jego boku Pani Żabowa. Miała nieco napuchnięte oczy i poruszała się dość niemrawo, lecz na jej twarzy widniał życzliwy uśmiech. Widocznie lekarstwo jej pomogło. – Mniszku, wiemy, że nie lubisz dostawać prezentów – postawiła krok naprzód i zaczęła mówić – ale wszyscy chcielibyśmy ukazać ci naszą wdzięczność!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%