Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 7 min czytania

END Rozdział I POCZĄTEK KOŃCA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Egzamin dobiegał końca. Na sali pozostało jeszcze trzech uczniów, w śród nich, Dominik. Po około 10min. egzaminator ogłosił koniec czasu, a nauczycielka zebrała testy, w większości przypadków były to bazgroły bez sensu. Na koniec Pan Władysław oznajmił: „Wyniki otrzymacie za miesiąc, ale i tak teraz mogę powiedzieć, patrząc na wasze odpowiedzi, że nie ma sensu, aby większość z was robiła sobie jakiekolwiek nadzieje!”. Zasmuceni tą wiadomością uczniowie udali się do szatni. Owa szatnia nazywana bezdenną, gdyż raz zostawiona kurtka lub czapka już nie wracała do właściciela, znajdowała się na pół pod powierzchnią ziemi. Tylko nieliczne promyki światła docierały przez zabrudzone małe okienka. Służyły one jako „wyjścia awaryjne” dla uczniów ratujących się przed nieustanną misją grona pedagogicznego, wpajania jak najwięcej informacji podopiecznym, w jak najkrótszym czasie. Po obu stronach długiego ciemnego korytarza zostały ulokowane prostokątne „klatki”. Każda klasa była przyporządkowana do jednej z nich, a było ich dwanaście. Dominik należał do jedenastej. Nad „klatką”, do której wszedł chłopiec była umocowana tabliczka z czerwonym napisem:, „IIIc”, i frazą „cymbały, faza trzecia”, dopisane markerem, pewnie przez jednego z uczniów z dziwniejszym poczuciem humoru. Ten uczeń nie próżnował gdyż na sąsiednich szatniach także były dopisane krótkie podsumowania; na szatni IIa widniał napis: „anarchiści, faza druga”, a na szatni Ib: „barany, faza pierwsza” i tak dalej, kolejno na następnych tabliczkach. Chłopiec usiadł na krześle, które było już tak zdewastowane przez młodzież, że jedna z jego nóg załamała się pod ciężarem Dominika, który uderzył w ziemie z ogromnym hukiem. Zwrócił w ten sposób na siebie uwagę kolegów znajdujących się na terenie szatni, którzy wybuchli „normalnym” dla nich wrzaskiem śmiechu tak jak to bywa w „normalnej” instytucji gdzie liczba osób niepełnoletnich góruje nad ilością osób dorosłych. Do leżących „zgniłych zwłok”, jak to określił Józek. Nieprzeciętnie wysoki i „pulchny” chłopak jak na swój wiek, miał zaledwie dwa metry wzrostu i ważył bagatela tylko 80kg. Na jego okrągłej twarzy pod dżunglą długich i mocno splątanych czarnych włosów kryła się niezliczona ilość sińców i zadrapań, a także dwie blizny po szwach; był on osobistym ochroniarzem Roberta, niezależnego „mafiosa” szkoły. „Ojciec”, tak był nazywany Robert przez uczniów gimnazjum, podszedł do leżącego chłopca, napluł na niego i oznajmił: „Upadłaś świnio na moim terenie, zapłacisz z to!”, i zaczął go kopać w twarz. Obecne przy tym osoby zaczęły zachowywać się jak gdyby nigdy nic, gdyż jakakolwiek reakcja z ich strony mogłaby stać się początkiem następnych kłopotów, których i tak już było nadto. Nawet woźna, która widziała, co zaszło, po podbiegnięciu do telefonu odłożyła słuchawkę, gdy spostrzegła na sobie zabójcze oczy Józka. Robert nie przestawał kopać swej ofiary, nie zważając na wrzaski i wołanie o pomoc Dominika, wyżywał się dalej, dopóty, dopóki nie zauważył plamy krwi na swoim bucie, wtedy wrzasnął: „Nie! Mam krew na bucie! Ty chamie! Nie dość, że masz czelność zawracać mi głowę swoim upadkiem, to jeszcze teraz zabrudziłeś mi obuwie; Józek, idziemy, musisz mi wyczyścić buta. A my to jeszcze dokończymy”- zwrócił się do Dominika i odszedł. Osoby znajdujące się w pobliżu widząc, że „Ojciec” się oddalił pomogły chłopcu

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%