Wojna · 8 min czytania
END Rozdział II ŚWIATOWA MOGIŁA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mimo nieustannych prób przerwania procedury zbrojenia rakiet, „inteligentny” komputer sterujący kontynuował swoją „pracę”. Pomieszczenie, w, którym znajdował się jego główny dysk, było nieustannie monitorowane przez automatyczny system bezpieczeństwa, a mianowicie, aby się do niego dostać trzeba by było otworzyć pancerne drzwi o grubości dwóch metrów, które były sterowane przez główny komputer. Za zadanie otwarcia tych „fortecznych wrót” została odpowiedzialna elitarna jednostka komandosów składająca się z trzech członków ekipy: medyka, był to niski mężczyzna o szczupłej budowie ciała, na jego szpiczastym nosie spoczywały przyciemniane skomputeryzowane okulary, wyposażony był w apteczkę i przenośny reanimator. Następny w kolejce komandos zarazem jego przełożony jak i starszy brat, był wysokim i muskularny, po licznych bliznach na jego ciele można się było domyślić, iż jest „starym pracownikiem”. Ostatnim członkiem oddziału, a raczej członkinią była „informatyczka”, zgrabnej budowy dziewczyna o surowej twarzy, cała trójka była ubrana w czarne kombinezony z napisem „GSR” (Grupa Szybkiego Reagowania). Najstarszy z oddziału, Mark, podszedł do drzwi i zabezpieczył teren, po czym dał znak Wahibi, aby zaczęła dezaktywować kod zamka w drzwiach. Karol pozostał z tyłu, aby ich osłaniać. Wahibia skończyła po pięciu minutach. Drzwi otwarte. Jako pierwszy wszedł Mark, rozejrzał się po pomieszczeniu. Było ono niewielkie, a pośrodku niego znajdowało się biurko z komputerem, który był ledwo zauważalny ze względu na swój ciemny kolor, a także dlatego, że w pokoju były zagaszone światła. Zaraz po nim weszła Wahibia, która usiadła przy biurku. Wtedy Mark powiedział: „Coś za łatwo poszło, nie podoba mi się to. Karol! Do mnie, przeszukaj pomieszczenie!”. Kiedy chłopak podbiegał do jedynego wejścia, zauważył nad nim malutką kamerę, z której „obecności” nie zdawali sobie sprawy, byli cały czas obserwowani. Komandos za późno krzyknął do towarzyszy: „ODWRÓT! ‘On’ wie, że tu jesteśmy”. Nim to powiedział, drzwi się zamknęły, pozostawiając bez wyjścia dwie „bezbronne” osoby. Nagle w pomieszczeniu błysnęło jasne światło, trwało to ułamek sekundy. Drzwi się automatycznie otworzyły, po czym Karol wszedł do środka bardzo niepewny, tego co robi. Był blady jak szpitalna ściana, a jego twarz zastygła bez ruchu, całkiem „zimna” i pełna przerażenia. Młody komandos rozglądnął się po pomieszczeniu w celu zlokalizowania swoich towarzyszy. Kiedy ich spostrzegł, a raczej to co z nich pozostało- na lustrzanej posadce znajdowały się dwie kupki popiołu. Stracił przytomność. Odliczanie dobiegło końca, a z nim panowanie człowieka, [ale czy w dzisiejszych czasach „prawdziwy” człowiek istnieje, na pewno są jednostki, ale to za mało; nie ma już widocznych granic między dobrem a złem, są tylko znikome ilości „ludzkich” ludzi], a raczej okrutnego zwierzęcia, które się nigdy niczego nie nauczy. Większość rodzin z „listy wybrańców” znajdowała się już w schronach. Może się zdziwicie, ale ten, kto nie zdążył, dużo nie stracił, gdyż historia lubi się powtarzać. Lepiej dla takiego „pechowca” zginąć, niż przeżywać całe zło od początku. Wszystkie ogromne wrota bunkrów były już szczelnie zamknięte, z wyjątkiem jednego włazu, schronu B2. Była to niewielka baza wojskowa wybudowana we wnętrzu Polskich Tatr, schron polskich i niemieckich VIP-ów. Ze względu na to, iż w innych bunkrach brakowało miejsc, a niektóre były już nawet przepełnione, schron B2 stał się miejscem pobytu rodziny Płonowiczów. Miało to dla Dominika wielkie znaczenie, gdyż łatwiej będzie mu dorastać, a później żyć wśród elity w całkowitym zamknięciu przez następne lata jego przyszłej historii i losów wszystkich…