Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

Entertainment.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszedł na imprezę jak zawsze pewnie, w otoczeniu najlepszych kumpli, z planem na konkretny alkohol i panny, już mniej konkretne. Połowa obecnych w klubie ludzi, znajomych przynajmniej z widzenia, uśmiechała się porozumiewawczo. Barmanka, eksponując większy niż zwykle dekolt, trzymała już rękę na butelce, ignorując zamówienia obcokrajowców. Zamienił kilka słów z nią i z szefem lokalu, wziął szklankę z baru i ruszył do loży. Tam czekała reszta zniecierpliwionej ekipy, nie widzieli się już od tygodnia, więc było o czym opowiadać. Po trzecim drinku nadszedł czas na parkiet, ale nie dla muzyki – dla kobiet. Po drodze minął kilka takich, które tylko utwierdziły go w przekonaniu, że perfumy idealnie wymieszały się z zapachem mojito i teraz niewiele z nich mogło mu się oprzeć. Od kiedy pamiętał otaczał się wianuszkiem przyjaciół, kumpli, znajomych i wiecznie wielbiących go koleżanek, których nie miał zamiaru dotykać. Lubił to, tak jak uwielbiał wygrywać i nie przyjmował do wiadomości żadnych porażek. Gdyby nawet chciał, nie umiałby tego zmienić. Ale lubił takie życie i świadomość bycia tym, który ma wszystko pod kontrolą.

- Widziałaś go?! – usłyszała koleżankę przekrzykującą głośną muzykę. - Kogo? - No tego gościa, o którym ci tyle mówiłam! - Widziałam. – wolała nie pokazywać po sobie, że od początku wiedziała, o kogo chodzi. Bywał tu tak często, jak ona. I za każdym razem starała się trzymać się na tyle blisko, by czuć jego perfumy, będąc równocześnie niezauważoną. Choć może i chciała być zauważona, ale za każdym razem, gdy przez głowę przemykała jej myśl na jego temat, od razu zapalały się wszystkie ostrzegawcze, czerwone lampki podświadomości. Nie miałaby problemu, żeby zacząć tę znajomość. Nie miałaby problemu, żeby zaciągnąć go do łóżka. Ale miałaby potem problem ze sobą. Za bardzo ją pociągał, za bardzo by ją to wszystko wciągnęło, a on wyglądał na kolesia, którego łatwo złapać na... chwilę. No i jeszcze jej koleżanka, która wcale tego zainteresowania nie kryła. Ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby znów, przypadkiem, znaleźć się tuż za nim w kolejce do baru... - No i co myślisz? Co powinnam zrobić?! – znajoma domagała się porady. - Nie wiem, próbuj, ale to koleś, który sam wybierze swoją ofiarę. Może po prostu zatańcz obok, żeby cię zauważył? – nienawidziła, gdy egoizm brał górę nad altruizmem. Znała ten typ ludzi. I oficjalnie bardzo nie lubiła przesadnego samouwielbienia, myśli o byciu władcą świata. Uważała to za strasznie prostackie, podziwiając równocześnie taki sposób bycia. Zazdrościła im, że to potrafią, bo ona nigdy nie umiałaby być aż tak pewna siebie. I kręcił ją fakt, że TAKI chłopak zwracał uwagę właśnie na nią. Bo jeśli ktoś zasługuje na wszystko, co najlepsze i zdobywa to, a chce właśnie jej... Ale zdawała sobie sprawę, że ten typ człowieka potrafił zniewolić, pozbawić wszelkich oznak rozsądku, uzależnić. A od tego wolała sie trzymać z daleka.

- Masz coś? – spytał kolega wkładając rękę do kieszeni i popijając piwo. Stali obok siebie patrząc na rozkręcone, tańczące towarzystwo. - Ja patrzę na tą... – wskazał ruchem głowy na najbliżej tańczącą w białych nike’ach. - ...ale ona chyba woli ciebie... – obaj zaśmiali się porozumiewawczo. Nie lubił blondynek, choć obiektywnie dziewczyna nie była zła. A to, że wolała jego, było akurat oczywiste. Widać, że bardzo się starała zachować pozory obojętności. - Nie wiem. – dodał po chwili. Było parę ładnych dziewczyn i parę, które umiały się dobrze poruszać do rytmu ulubionej muzyki. I kilka takich, które widać, że siedziały w tym klimacie. Ale na horyzoncie nie pojawiła się żadna, która łączyłaby wszystko na raz. Nie dziwiło go to, ideałów przecież nie ma. I wtedy właśnie zobaczył tę, której szukał dzisiejszej nocy. Miała wszystko, co powinna mieć: świetny wygląd, w klimacie, znała tekst nie aż tak powszechnie znanego kawałka i była koleżanką blondynki. Istotny również był fakt, że przyniosła shoty, które wypiły szybko. Uśmiech triumfu na jego twarzy pojawił się jednak dopiero po ostatecznej weryfikacji, choć ostatecznie nie musiał z tym zwlekać – ona tańczyła rewelacyjnie. Poczuł szturchnięcie kumpla. Uniósł rękę w górę, na znak jeszcze chwili spokoju i razem z cięższym basem na jego twarz wypłynął wyraz zadowolenia, a w jego głowie rozwijał się dalszy plan wieczoru.

Koleżanka na szczęście nie dąsała się zbyt długo, gdy podeszli pewnym krokiem, zaprezentowali wysoki poziom umiejętności tanecznych i znajomości repertuaru, a także spożycia. Może to i dobrze, bo ona też czuła już trochę w swojej głowie. No i ten jego oszałamiający zapach, wiedziała, że po tym jednym wspólnym tańcu, będzie go czuła conajmniej przez dwa dni, nawet kąpiąc się pięć razy dziennie i używając swoich najmocniejszych perfum. Koleżanka gdzieś zniknęła, szybka analiza sytuacji i kategoryczne NIE, jarzące się w głowie, gdy poczuła usta na swojej szyi. Za szybko? Tak – z tym kolesiem. - Przypomnij mi, jak masz na imię, jestem Krzysiek, ale mówią do mnie Dżimi.- uśmiechnęła się miło nie przestając tańczyć. - Nie mogę. – zaśmiała się już głośniej. - Czemu? Twój chłopak gdzieś tu jest? – dobra mina do złej gry. Tego nie było w planie. No i ten jej tandetny flirt. - Nie. Nie mogę ci przypomnieć, bo nigdy się nie poznaliśmy. Mogę się najwyżej przedstawić.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Entertainment. — czytnik · opowiadania