Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 8 min czytania

Epilog życia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"To nie było tak" - pomyślał sobie w duchu. "To wszystko to propaganda, którą szerzą Ci na górze. Nie wierzę...". Dochodziła północ, pora powszechnie uważana za godzinę duchów. Wszyscy już smacznie spali w swoich wygodnych, ciepłych łóżkach i śnili o niewyraźnych ideałach. Błądzili w przestrzeni mentalnej szukając celu, lecz to wszystko było jedynie procesem myślowym, zalegającym w bezdennej otchłani umysłu. "Na pewno to nie tak" - ciągła kalkulacja i wysilanie szarych komórek powodowały, że jego gruczoły potowe zaczęły produkować małe, nic nie znaczące krople, smakujące jak sól. Do czego zmierzał? Do niczego. Był jedynie pustą kukłą, która próbując odnaleźć siebie, omylnie składała wszystkie swoje poprzednie poczynania. "Nie możliwe... Tak było? Rzeczywiście błędnie i nieprawdziwie. Na co to wszystko się składa i dlaczego?" - łamał sobie głowę tymi wszystkimi pytaniami, lecz nie zdawał sobie sprawy z tego, co jest najważniejsze, jakie pytanie powinien zadać sobie najpierw. Czas mijał, mijał i mijał. Szare komórki pracowały na pełnych obrotach, a gruczoły potowe oddawały wciąż coraz to większe ilości słonych kropel. "Odwodnienie zakończy to wszystko? Nie... Takiego końca nie chcę! Zaprzestanę!" - zdał sobie sprawę z tego, co może stać się, gdy zacznie szukać najgłębiej i zaprzestał dalszych kontemplacji. Nijak to się ma do tego wszystkiego, co zwie się wiarą wiernego, lecz pewną rzeczą jest to, że człowiek rządzi jedynie tym, co nazywa życiem.

***

- Widzę poprawę. Tak, znaczną poprawę. Reasumując - wierzysz? - pytanie o wiarę dotarło do niego jak dźwięk, wydany przy naciśnięciu spustu pistoletu długiego kalibru. Chaos i zamęt to jedyna rzecz jaką teraz czuł. Na pytanie "wierzysz?" upadł w duchu i zaklął w stronę sufitu. Nie wiedział dokładnie, co odpowiedzieć. Szukał wyjścia tam gdzie był jedynie mur. Wierzę? - zapytał samego siebie. A czy wiarą jest ślepe wpatrywanie się w znak bóstwa i czytanie niemych i niewyraźnych prawd? - zapytał beztrosko. - To zależy jak na to patrzeć - odparł drugi. - Jestem ślepy nie widać tego? - zapytał pierwszy. - Ach, rzeczywiście nie zauważyłem. To imitacja czy rzeczywiście nic nie widzisz? - zapytał.

Słowa te trafiały do niego jeszcze bardziej. Za każdym razem z coraz to większą siłą, odbijając się od powłoki psychicznej i wracając do tego samego punktu, z którego wyszły. Po chwili podniósł bladą twarz i z opętańczym uśmiechem odparł - "imitacja".

***

"I czym tu się cieszyć?" - podjął znów. "Szczęściem? Wybaczcie, jakim szczęściem..? Nie znam tego uczucia. Jak ktoś kto udaje ślepego może być szczęśliwy?". Dochodziła trzecia w nocy, a on dalej siedział w zadumie i rozkładał spreparowane myśli. Ciche echo zza drzwi kojąco dobijało się do jego umysłu, lecz przygłupie spojrzenie ex-ślepego odrzucało wszystkie bodźcie nadchodzące z zewnątrz. I tak mijała noc kontemplacji, podczas której wszystko, co nieznane stawało się jeszcze bardziej odległe. Brakowało jedynie tego ostatniego pocałunku, na który czekał. A czekał na niego... ile to już lat..? Przez chwilę swoim szczerbatym uśmiechem, obdarował wybitą szybę, lecz szybko powrócił w otchłań swoich rozważań.

Prawdą było, że owy osobnik od najmłodszych lat żył w strachu i samotności przed światem, a to, co było mu najdroższe, chyliło się ku upadkowi moralnemu lub też oddalało się z niewiarygodną prędkością w ciemną otchłań. Wszystko to wpłynęło na psychikę ex-ślepca i zmiażdżyło jego niegdyś wspaniałą wizję i wiarę. Prawdą też było, że człowiek owy nikomu w drogę nie wchodził i żył swoim życiem, szukając drzwi prowadzących do szczęścia jedynego. Przykry los spotkał go i zapłakał nad nim, zrzucając na jego głowę kryształowe łzy, wiecznie wsiąkające w skórę. Tak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%