Filozofia · 3 min czytania
Epitafium
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
***
Ciemność przesłoniła nieboskłon, wchłaniając resztki promieni słonecznych. Wszędzie zapanowała martwa cisza, a jedynie głośne zawodzenie ludzi unosiło się w powietrzu. Chaos i zamęt zatryumfowały nad wszelkim stworzeniem bytującym dookoła. Ludzie spojrzeli po sobie i z wykrzywionymi minami, na których malował się obraz grozy, padli na ziemię i zaczęli odprawiać modły.
***
- Jakże to!? - sędziwa twarz starca z brodą spochmurniała, gdy unosząca się w powietrzu materia zakołatała w jego umyśle, drwiąc z nadchodzącego zniszczenia. - Prawisz o zagładzie?! Jakiż to nieprawy duch każe ci mówić takie herezje?! - mędrzec, aż poczerwieniał ze złości, lecz lewitująca materia, ubawiona do granic możliwości drwiła nadal: - Właśnie tak drogi panie. Zagłada właśnie pożera ten słaby światek, stworzony na fundamencie głupoty i niemocy. Już niedługo, a wszystko... - poirytowany starzec fuknął na lewitującą energię, która momentalnie cofnęła się do tyłu, a dziki uśmiech malujący się na jej twarzy, przeobraził się w piekielne przerażenie. - Zamilcz wreszcie! Spójrz teraz na me dłonie i powiedz, czy stwórca jest w stanie powstrzymać zagładę?! - mędrzec wyciągając ręce w przód, spojrzał przenikliwie na wystraszoną materię. - Ale... - wykrztusiła z siebie słowo, lecz zagłuszona złością stwórcy, ucichła. - Są w stanie i powstrzymają zagładę!!! A teraz spójrz niegodziwcze i żałuj za swe zwątpienie!
***
Niebo zawyło. Błyskawice posypały