Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 23 min czytania

Epitafium bernardyna cz. II - Nokia blues

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W okolicy Góry Kalwarii radio zaczyna przynudzać. Playlista Eski zjada własny ogon. Przez niedostatek nowych bodźców Bartek zaczyna mieć trudności z ignorowaniem pasażerki. Przepisowe prowadzenie auta samo w sobie nie jest wystarczającą podnietą. Poza tym, skoro już ma się przy sobie atrakcyjną kobietę, warto do niej zagadać, może poświęci rozmówcy więcej uwagi, niż swoim paznokciom. Szanse są małe, zawsze jednak jakieś są. Problem w tym, że Agata jest bardzo zajęta. Pisze smsy, robi fotki telefonem i od razu je esemesuje. W międzyczasie dodaje nowe wpisy na fejsie i twittuje na temat podróży. Okresy nudy zabija śledząc oferty na allegro. Bartek spogląda na swoją nokię, która nie potrafi niczego śledzić, za to może posłużyć za neutralny grunt w rozmowie. - Agata, jaki masz telefon? - Nowego samsunga. A co, chcesz wymienić swoją starą finkę na coś nowoczesnego? - Nie. Przywiązałem się do niej. Tak tylko patrzę, że robisz z telefonem wszystko, oprócz dzwonienia. - Smartfony są od wszystkiego – puentuje dobitnie. - Ja tam jestem za specjalizacją. Jak coś jest do wszystkiego, to nie nadaje się do niczego. - A zazdrość to przez ciebie nie przemawia w tym momencie? Na kursie z psychologii społecznej przerabialiśmy zasadę kwaśnych winogron. Nie stać cię na taki sprzęt, więc koncentrujesz się na jego wadach, żeby nie było ci tak przykro, że nie możesz go mieć. Jedyne, co możesz zrobić, to pogapić się na winogrona, które i tak są poza twoim zasięgiem. Skoro są za wysoko, to na pewno i tak są kwaśne. Tak to działa. - Nie gapiłem się na twój telefon – Bartek odpowiada bez przekonania. - W takim razie zaglądałeś mi w dekolt. Widzisz, znów kwaśne winogrona, kolejna rzecz, której nie możesz mieć.

Agata podnosi smartfon, celuje w Bartka obiektywem. Mruży oko. Rozlega się głośne pstryk. Krytycznie przygląda się temu, co pojawia się na wyświetlaczu i niezadowolona z efektu, mierzy do Bartka raz jeszcze. Postanawia zagadać do modela, bo to podobno rozluźnia atmosferę i zdjęcia wychodzą lepsze. - Słyszałeś migawkę? To vintage. Chłopak mi nagrał odgłos kultowego aparatu. Jakaś topowa, stara leica. Wrzucił mi to do fona jako dźwięk migawki. Teraz, jak pstrykam focię, brzmię jak zawodowiec. - Agata, po co robisz mi zdjęcia tym swoim super czymś Samsunga? – odpowiada z ledwie skrywaną pretensją. - Wrzucę cię na fejsa, żeby Robert nie denerwował się, że jadę z kimś przystojnym. - A jeśli ja nie chcę, żebyś mnie wrzucała do fejsa? - Jeżeli nie ma cię na Facebooku, to nie istniejesz. Skoro cię nie ma, to nie masz prawa do chcenia lub niechcenia. Jeśli odmawiasz sobie prawa do bycia podmiotem, zostaniesz przedmiotem. To logiczne, nie uważasz? Miałam szkolenie z logiki w filozofii biznesu, to wiem, co mówię. - Uprzejmości cię tam nie nauczyli – burknął. - Grzeczność jest inną formą słabości. - A nie szacunku? - Szacunek to coś, co zwycięzcy otrzymują od przegranych. - O, Jezu… - jęknął. - Wiara to całkiem dobry interes. Teraz mówisz z sensem.

Z torebki Agaty dobiega „I’ll be watching you” w aranżacji na zaawansowaną polifonię. Samsung wędruje do środka, a zamiast niego pojawia się cudeńko z klawiaturą qwerty w biznesowych kolorach czarny plus srebrny metalik. - Agata, ile ty masz telefonów? - Ciii… business call. Kobieta odruchowo poprawia włosy. Płynnie przykłada telefon do ucha. Przekręca wsteczne lusterko tak, żeby widzieć się podczas rozmowy. - Mysiu, darling, nie uwierzysz, gdzie jadę – zaczyna głosem, który brzmi, jakby rozpuszczono w nim tonę cukru. Jeden gest palca przytkniętego opuszkiem do warg wyrzuca Bartka poza nawias konwersacji. Głos rozszczebiotanej Agaty z powodzeniem zagłusza dogorywającą Eskę. Jedyną, słyszalną audycją staje się monolog biznesowy do lusterka. - Tak, tak. Prosto do Jerzego. Wszystko będzie na Twitterze, a potem na blogu. Najlepsze kawałki esclusive na fejsa. Jak się zdarzy coś pieprznego, to oczywiście for your eyes only, moja piękna. - Myśka, za kogo ty mnie masz, zakonnicę jakąś? Oczywiście, że z nim, jasne, że na całość. Jak obieca, że będzie niegrzeczny, pozwolę mu all the way, if you know, what I mean. I nie, żadnego sextape’a. Są jakieś granice przyzwoitości. - Masz rację, Mycha, w one hundred procentach. Trójkąty są passe. So over the line. Nie zgadzaj się, chyba że będzie dwóch menów. No, to powiedz mi teraz, co z naszą sprawą. Jak moja wojna kawy z herbatą? - Serio? Super! Merci beacoup, darling. Cały cykl? Przecudownie! Ty jesteś przecudowna. Dziękuję ci na całego. Też się trzymaj. - Jestem glamour na całego. Mam czerwoną limuzynę. Mam też drivera i bodyguarda w jednym. Ten dzikus z ostatniej imprezy u Jerzego, wiesz który. Ten ze słabą głową, skłonnościami do ekshibicjonizmu i wielkim… ego. - Kończę już. Buziaczki, french kisses . Pa, pa. Agata odkłada blackberry’ego do torebki. Wyjmuje trzeci telefon i zaczyna pisać esemesa. Bartek machinalnie poprawia wsteczne lusterko. Z trudem panuje nad przestrzeganiem dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym. Zastanawia się, jak grzecznie powiedzieć, czego grzecznie powiedzieć się nie da. - Agata, po jakiemu ty mówiłaś? Co to był za język? - zaczyna tonem, jaki uważa za neutralny. - Mowa biznesu. A co, źle się podsłuchiwało? - A komu ty o mnie opowiadałaś w tym języku biznesu? Kto jeszcze wie o tym, co się działo na imprezie u Jerzego? Komu to do szczęścia potrzebne? Nie można tak po prostu przemilczeć? Po co ty plotkujesz o takich sprawach? Nie masz innych tematów? Kosmetyki, na przykład? - Bartek robi pauzę, bo zaczyna mu brakować powietrza. - Miej ty odrobinę przyzwoitości, obgaduj ludzi za ich plecami, jak przystało, a nie walisz na lewo i prawo o moich sprawach, w dodatku prosto mi w twarz. Co jest z tobą nie tak? - Wyhamuj, Bartek. Spoko. O tej imprezie, to powstał wpis na blogu i góra dwa felietony. Bez nazwisk. Po drugie, nic nikomu nie mówiłam. Rozłączyłam się, zanim powiedziałam o tobie. Chcesz, to pokażę ci czas połączenia. - To było podłe. Nawet na niby. - Bądź mężczyzną, weź to na klatę. Taki niewinny żarcik. Przepraszam. - No to ja się może nie pogniewam. Tylko dlatego, że jesteś taka śliczna.

Góra Kalwaria maleje w oddali. Bartek już uspokojony, odważa się przekraczać ograniczenia prędkości o kreskę lub dwie. Agata kończy wysyłanie smsów, wstawia ostatnią buźkę. Patrzy z dezaprobatą przez boczną szybę. Krajobraz przesuwa się stanowczo zbyt wolno, jak na gusta nowoczesnej kobiety. - Bartek, od kiedy masz prawko? - Od miesiąca. - Wszystko jasne. Do tej pory myślałam, że jeździsz jak ciota, a ty zwyczajnie dziewicą za kółkiem wciąż jesteś – stwierdza z jadowitym uśmiechem. - Przez moment myślałem, że potrafisz być miła dłużej niż dziesięć kilometrów, a przynajmniej umiesz być cicho. Myliłem się. - Słuchaj, w teście asertywności miałam komplet punktów, więc przyzwyczajaj się, że walę prosto z mostu. Teraz ustalmy fakty. Rozwiodłeś się, zrobiłeś prawko i kupiłeś samochód, tak? - Dokładnie. - Czyli żona cię miała z czego skubać lub byłeś tak sprytny, że nie dałeś się oskubać. Przyznaj się, skąd kasa na nową furę, bo nie z pensji ochroniarskiej, to na pewno. Z woja to też nikt bogaty nie wychodzi. - Zostało mi z kasy za misje. - Wojskowe misje? Afganistan? - Nie. Stare czasy. Oenzetowskie. Wzgórza Golan i takie tam. I tak większość kasy rozeszła się na mieszkanie. - Czyli sprzedałeś żonę i dopiero wtedy stać cię było na nowy samochód? Od Arabów się nauczyłeś takich metod postępowania z kobietami? Jak to nie jest kryzys wieku średniego, to nie wiem, co nim jest. - Może i masz rację, może i nie. Ktoś ci już mówił kiedyś coś o twoim poczuciu humoru? - Że jest błyskotliwe, a to z kolei oznacza ponadprzeciętną inteligencję.

Okolica za szybami zlewa się w bezkształtną masę powtarzalnych motywów. Agata nie znajduje ukojenia w podziwianiu widoków. Z dwojga złego lepszy nudny towarzysz podróży, niż nudne okoliczności przyrody. - A zastrzeliłeś jakiegoś bin Ladena tam, za wielką wodą? - My nie byliśmy od strzelania. Jeżeli już coś, to przez nas strzelali do siebie przy okazji meczu Żydzi kontra reszta świata. - A chociaż widziałeś jakiegoś terrorystę? - W telewizji. - Mój chłopak żyje ze strzelania do terrorystów. - Serio? Gdzie służy? - Nigdzie. Jest w profesjonalnym klanie Counter Strike’a. Robert jest progamerem. Całkiem niezły szmal potrafi ukosić z chłopakami na międzynarodowych turniejach. - Coś jak paintball? - Coś jak gra komputerowa.

Na prostym odcinku trasy nie dzieje się nic szczególnego. Bartek zachowuje przepisową czujność, lecz coraz więcej uwagi poświęca pasażerce. Zachodzące słońce jest dla Agaty niezwykle łaskawe. Miękkie światło łagodzi rysy, maluje złociste refleksy na skórze i znacząco osłabia efekt działanie drapieżnej grzywki. Z taką kobietą warto rozmawiać, choćby po to, żeby sobie na nią od czasu do czasu popatrzeć. - Agata, ten twój chłopak zarabia na grach komputerowych, dobrze zrozumiałem? - Na esporcie. Właściwie, to można powiedzieć, że na grze. Niech ci będzie. - A ty? Mówiłaś, że jesteś jakąś frilanserką, czy kimś takim. To znaczy, że tancerką jesteś? Coś, jak balet? - No nie, no co ty. Ale miło, że bierzesz mnie za baletnicę. Figura cię zwiodła, co? - Bardzo jesteś zgrabna, to prawda. - Sylwetkę zawdzięczam bieganiu, pilatesowi, zumbie, siłowni i jeszcze raz bieganiu. - A masz przy tym całym dbaniu o figurę czas na życie zawodowe? Co robisz dla pieniędzy? - Bezczelne, impertynenckie pytanie! – fuknęła. - O, Jezu… Miałem na myśli, że chodzi mi o to, jak pracujesz zawodowo, a nie, że ty mogłabyś w jakikolwiek sposób, cokolwiek innego robić za pieniądze – odpowiedział nieco speszony. - Pogrążasz się. - Chciałem zapytać, jak zarabiasz… O, Jezu, przepraszam – pomyślał przez chwilę - Gdzie pracujesz? - Wszędzie i nigdzie. Głównie bloguję. Lifestyle'owe sprawy. O życiu, ciuchach, gadżetach, o sztuce czasami. Gdy coś skrobnę przebojowego, to nawet gdzieś mi to puszczą. Dla przykładu, w tej rozmowie, co się tak wkurzyłeś, że to niby o tobie, właśnie dzwoniła do mnie kumpela, bo załatwiła mi cykl felietonów w ogólnopolskim miesięczniku. Teraz będę nationwide na papierze. - Gratuluję. Szczerze. Ja byłem pisarzem pułku, to wiem trochę o pracy literackiej. Powiedz mi tylko, czemu ty tak mówisz nie po polsku. Coś jak gwara zawodowa? - Wszyscy tak mówią. - Po co? - Bo wszyscy tak mówią. A ty nie znasz żadnego języka poza mową ojczystą? - Przed misją uczyli nas kilku przydatnych zwrotów. - Potrafisz powiedzieć coś po alkaidowemu? - Co nieco. - Na przykład co? - Na przykład موظر. - A co to znaczy? - Coś, od czego bin Ladena na miejscu trafiłby szlag.

Agata poświęca całą uwagę zawartości torebki. Szuka czegoś, co ukrywa się pomiędzy mrowiem drobiazgów. Bartek zerka od czasu do czasu, bo cała procedura jest bardziej grzechocząca, niż standardowe przetrząsanie damskiej torebki. Kątem oka daje się dostrzec etui ipoda, kabelek usb, co najmniej dwa pendriwe’y, w tym jeden Hello Kitty, dysk przenośny z logiem CS’a. W polu widzenia Bartka znajduje się coś, co skutecznie odciąga uwagę od remanentu. Co i rusz spojrzenie kierowcy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Epitafium bernardyna cz. II - Nokia blues — czytnik · opowiadania