Komedia · 3 min czytania
Epopeja mrodowa, część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Radosław Tomala, Konrad Szczeblewski
Dawno, dawno temu… Za górami, lasami i łąkami… Za trzema, a właściwie czterema pagórkami znajdowało się mrowisko. Kubek w kubek, jak to czarnoleskie. Rządziła nim paskudnie sroga i okrutnie stara mrowica, Trzecią Rzeczpospolitą Polską powszechnie zwana… Zaraz, to jakoś na odwrót jest… Okrutnie sroga i paskudnie stara… Właśnie tak… Bo u mrówek rzecz to niebywała, a ona, ta mrowica, dwadzieścia lat już miała. Pewnego razu do mrowiska przybyli wędrowni kupcy. Jednym z nich był garnek cesarza Poliwódy Ósmego, a zarazem przydupnik posła Palipsa; wywodzący się w prostej linii z Półtoratuska, odwiecznego wroga grzybobrania i wszelkich rydzyków, szczególnie tych z Torunia. Był też łowca smoków z Krakowa, euromrów do mrowiska w Brukseli – Zbyszko z Ziobrowa. W czas owego zjazdu, wielce dumny Donald Plusk, będąc na mrowicy... pardon… mównicy, nazwał swych przeciwników moherowymi kapeluszami. Tejże krytyki nie mógł znieść poseł znad Wawelu, Jan Małgorzata Boruta. Wówczas w politykę zaangażowała się jego baba – Nellia Prytakita. Tymczasem w świecie długim i szerokim niespodziewanie zaatakowała grypa. Nie upłynęło wiele czasu, aż ktoś sprowadził ją do mrowiska. Tym kimś był były prezydent Kwaśniok, powracający z filipińskich wojaży. Wirus grypy…