Polityka · 4 min czytania
Epopeja mrodowa, część II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Radosław Tomala, Konrad Szczeblewski
II Pod koniec dwudziestego stulecia wyszło rozporządzenie Mrodowej Rzeczpospolitej Ludowej o ogólnomrowiskowym ograniczeniu spożycia wyrobów alkoholowych. Szczególnie ostre restrykcje dotknęły mrówki pracujące w rafinerii ropy naftowej w Gdańsku, gdzie pod karą śmierci zabroniono spożywania gorzały, w tym także leczniczych eliksirów na bazie spirytusu. Robotnice wszczęły bunt. Powstał „Niezależny Związek Mrówek Po Zawodówce”, którego kierownictwo objął nikomu wówczas nieznany Lech Wódkensa – młody spawacz, który w przyszłości miał zostać prezydentem. To on doprowadził do sierpniowych nieporozumień wódkowych, w których rząd obiecał pół litra czterdziesto procentowej wody ogniskowej, jako codzienną dawkę alkoholu dla każdej, pracującej w przemyśle, mrówki. Lecz wszystkie gorzelnie, bimbrownie, a nawet meliny nie były w stanie wyprodukować tak dużej ilości wódki, jaka była określona w nieporozumieniu. Co gorsza w okolicy nie wiedzieć skąd rozpanoszyły się ruskie mrówki, które zagroziły generałowi Prytaruzelskiemu, że najadą na mrowiska i ograbią, inaczej, wypiją wszystkie zapasy alkoholu, że nie ostanie się nawet kropla pół procentowego podpiwka. Nie wiele myśląc, Prytaruzelski tymi słowy przemówił do swych rodaków: „Towarzysze i towarzyszki, w obliczu zagrożenia wytrzeźwienia narodu, z dniem dzisiejszym wprowadzam stan wódkowy na terenie całej Mrodowej Rzeczpospolitej Ludowej”. Jak to się jednak okazało, niebezpieczeństwo odeszło szybciej, niż przyszło. Tymczasem obywatel Lech Wódkensa dostał Pokojową Nagrodę Alfonsa Bimbersztajna za dbanie o prawa mrówek w postaci jedynej…