Erotyka · 16 min czytania
Eryk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Eryk
Eryk mieszkał przy ulicy Świętego Ducha, przy której również wielu z nas mieszkało. W odróżnieniu od naszych ojców, którzy byli stoczniowcami, urzędnikami, mechanikami jego tata był marynarzem. Przypływał do Gdańska raz na rok. Mama Eryka nie wytrzymała tak długiej rozłąki, znalazła innego mężczyznę, z którym wyjechała do Wrocławia. Eryka wychowywała babcia. Tata z zagranicznych wojaży przywoził swojemu jedynemu synowi najprzeróżniejsze prezenty, rzeczy, których w Gdańsku nigdzie nie można było kupić. Odblaskowe długopisy, kolorowe mazaki, buty, ubrania, płyty muzyczne. Kiedy my nosiliśmy dżinsy „Odra” Eryk ubierał „Rifle” i „Wranglery”. Na prywatkach puszczaliśmy na adapterze „Bambino”, płyty Jacka Lecha, „Czerwonych Gitar”, „Skaldów”, Eryk przynosił najnowsze nagrania Janis Joplin i Jimmiego Hendriksa. Przez to miał też powodzenie u dziewcząt. Czysty, wypielęgnowany, pachnący męską wodą kolońską, ładnie ubrany, w koronkowej koszuli, w tylnej kieszeni spodni trzymał duży czerwony grzebień, którym przyczesywał modną fryzurę. Mówiący płynnie po angielsku, na którego lekcje u prywatnego lektora tata nie skąpił pieniędzy. To robiło wrażenie na nas wszystkich. Zwłaszcza na czterech dziewczętach z naszej klasy, Welmie, Angelinie, Irmie i Dolly. Otaczały go wianuszkiem, słuchały w skupieniu „Hey Joe”, „Piece of My Heart” oraz „Waiting for the Sun” Jima Morrisona. Były zauroczone Erykiem, próbowały umawiać się z nim na indywidualne randki. Erykowi to imponowało, był zainteresowany wspólnymi rozmowami, podczas których patrzyli sobie w oczy, trzymali się za ręce, śmiali się. Lecz nic więcej, wystarczały mu rozmowy na przerwach między lekcjami, wspólne obiady w szkolnej stołówce, spacery podczas drogi powrotnej ze szkoły, z Wałów Jagiellońskich na ulicę Świętego Ducha. Dolly chyba się w nim zakochała, na lekcjach siadała z nim w jednej ławce, na przerwach nie odstępowała go. Eryk początkowo był zadowolony, gdyż Dolly była najładniejsza w całej szkole. Po pewnym czasie jednak go to lekko zirytowało, poskarżył się nawet Welmie, przecież lubi je wszystkie cztery, poprosił ją by porozmawiała z Dolly, że nie może poświęcać czasu wyłącznie jej jednej. Dolly, po rozmowie z Welmą obruszyła się, była obrażona, przez kilka dni nie rozmawiała z Erykiem, później jednak rozchmurzyła się. Eryk był też bardzo wysportowany, grał rewelacyjnie w „nogę”, na pozycji atakującego na prawym skrzydle nie było lepszego od niego. Gdy my kopaliśmy naszą postrzępioną piłkę, on przynosił na zawody lśniącą, wypastowaną, futbolówkę z prawdziwej skóry, w czarno-białe sześciokąty, ułożone naprzemianlegle. Nauka również przychodziła mu lekko, radził sobie dobrze zarówno w przedmiotach humanistycznych, w języku polskim, historii i biologii jak i w przedmiotach ścisłych, matematyce, chemii i fizyce. Startował w olimpiadach tematycznych, konkurs ze znajomości historii i geografii o Bułgarii zakończył z powodzeniem na szczeblu wojewódzkim. Był pupilkiem nauczycieli, pani dyrektor, dumna z jego osiągnięć stawiała go nam za wzór do naśladowania na każdym z cotygodniowych apeli. Dziecko sukcesu, tak go nazwaliśmy, lubiliśmy go, bo był przyjaźnie nastawiony nie tylko do nas lecz do całego otaczającego nas świata. W maturalnej klasie więcej musieliśmy się uczyć, czekała nas matura i egzaminy do wyższych uczelni, imprezy w prywatnych mieszkaniach odbywały się rzadziej, mecze w piłkę nożną rozgrywaliśmy już tylko na zajęciach wychowania fizycznego. Pod koniec listopada czy też na początku grudnia w naszej klasie pojawił się Hektor, chłopak z Wrzeszcza. Przyprowadził go na lekcję biologii woźny Winicjusz, zwany Winkiem. W tym czasie jeszcze nie przewidywaliśmy jaki skutek przyniesie pojawienie się tego chłopaka wśród nas. Hektor siadł w drugiej ławce, gdzie było wolne miejsce, rozglądał się przez chwilę dookoła jakby chcąc ocenić sytuację i przyjrzeć się towarzystwu w jakim się znalazł. Surowy głos Ameby, nauczycielki biologii, przywołał go do porządku. - Patrz na tablicę, zaraz wyjaśnisz nam pierwsze prawo Mendla! Hektor grzecznie obrócił się w stronę tablicy i o dziwo, pod koniec lekcji przejrzyście wytłumaczył prawo czeskiego genetyka. Na innych lekcjach było podobnie, Hektorowi zależało na osiągnięciu dobrych wyników w nauce. Po ostatnim dzwonku próbowaliśmy z nim porozmawiać, poznać go bliżej lecz odpowiedział nam, że śpieszy się do domu i pobiegł na dworzec kolejki trójmiejskiej. Mieszkał we Wrzeszczu, przy ulicy Waryńskiego, wcześniej uczęszczał do II Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Pestalozziego, nie ujawnił nam przyczyny, dla której musiał zmienić szkołę w ostatniej klasie. Aklimatyzacja Hektora w nowym otoczeniu trwała kilka dni. Czuł się coraz pewniej w naszym towarzystwie, śmielej rozmawiał, częściej włączał się w dyskusje. Na lekcjach WF-u grał świetnie w koszykówkę i siatkówkę, był ogólnie dobrze wysportowany. Gdy graliśmy na boisku w piłkę nożną stał na lewej obronie i to chyba podczas jednego z pierwszych meczów nastąpiło starcie między nim a Erykiem. Eryk zwyczajowo biegł z piłką prawym skrzydłem mijając nas wszystkich w drodze do przeciwnej bramki, tuż przy niej Hektor go sfaulował. Sędzia odgwizdał „wolnego”, Eryk leżał na ziemi, Hektor go nawet nie przeprosił. - Jeszcze raz tak powtórzysz, to inaczej porozmawiamy - powiedział Eryk, wstając. - Tylko spróbuj - odpowiedział zaczepnie Hektor. Mecz się zakończył, nie spodziewaliśmy się wtedy, że był to początek konfliktu między nimi, który miał przynieść tak tragiczne zakończenie. Tata Hektora był robotnikiem budowlanym, zarabiał niewielkie pieniądze, mama wychowywała gromadkę dzieci, ledwie wiązali koniec z końcem, nigdy im nie starczało pieniędzy, nie mówiąc już o zaspakajaniu potrzeb najstarszego syna. Hektor jednak sobie radził, nocami rozładowywał na bocznicy nad stawem, przy wrzeszczańskim browarze, wagony z przybyłym ze Śląska węglem. Za rozładowanie tony węgla otrzymywał cztery złote, co przy sześćdziesięciotonowym wagonie dawało pokaźną sumę pieniędzy. Za nie kupował ubrania w Peweksie, nosił spodnie i kurtkę Levi Straussa, na nieliczne już imprezy przynosił taśmy z nagraniami z Radia Luxemburg. Podczas jednej z imprez tańczył z Dolly, przytulił ją mocno, położył głowę na jej ramieniu. Eryk poczuł się nieswojo, był zazdrosny, podszedł do tańczącej pary. - Odbijany - głośno powiedział, chwycił Dolly za rękę próbując ją przyciągnąć do siebie. - Innym razem - odpowiedział Hektor, nie pozwolił odejść dziewczynie, chociaż ona sama chciała już pójść do Eryka. Przytrzymał ją siłą. - Nie widzisz, że chce tańczyć ze mną? - powiedział Eryk. - To mnie nie interesuje, ja chcę z nią - odpowiedział hardo Hektor i pociągnął Dolly w drugą stronę. Eryk został sam. Rozglądał się zakłopotany, Welma, Angelina i Irma przyglądały się zajściu z zażenowaniem. Następnego dnia po lekcjach Hektor odprowadzał Dolly do domu, chociaż było mu całkowicie nie po drodze na ulicę Świętego Ducha. Stopniowo Hektor odbierał Erykowi kolejne dziewczyny. Na przerwach Welma, Angelina, Irma i Dolly rozmawiały z nim, śmiały, zalotnie się uśmiechały. Eryk początkowo ignorował ich, nie zwracał uwagi, próbował lekceważyć sytuację, wmawiając sobie, że to zafascynowanie Hektorem, jako nowym uczniem, szybko minie i sytuacja wróci do pierwotnego stanu. Hektor, chociaż ubrany w komplet Levi Straussa, nie pachniał tak przyjemnie jak pielęgnowany przez babcię Eryk. Pot jaki spływał po nim podczas rozładunku wagonów, piwo jakie zmuszony był wypijać z robotnikami browaru, pozostawiały zapach, który nie dawał się szybko zneutralizować „Brutalem” czy nawet „Old Spicem”. Wyniki w nauce, z powodu pracy na nocnej zmianie, też były dalekie od osiągnięć innych uczniów. Eryk się starał, jednak jego oczekiwania nie spełniały się, cztery