Przyjaźń · 5 min czytania
Eutanazja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Zgasło światło, Zgasła przyjaźń, Zgasła nadzieja, Zgasło ZYCIE!!!”
I Zgasło światło
***
W pokoju było ciemno, było tylko widać kontury przedmiotów tam rozmieszczonych. Nic specjalnego, ubikacja wątpliwej czystości, mała umywalka, i umocowany za pomocą metalowego łańcucha korek. Dwa łóżka, hmm a może prycza, tak to były prycza, tak się chyba nazywa to urządzenie do spania w tym miejscu. Przez małe okno tylko docierało światło ŻYCIA ulicznego. Zaczynała się przyzwyczajać do mroku, wpatrywała się ślepo w metalowe zimne drzwi. To była cela! Była przerażona. Jak ja się tutaj znalazłam???
Część 22 / 2
II Zgasła przyjaźń
***
Gdzie jesteście??? – zapytała sama siebie. Dlaczego mi nie pomogliście??? – pytania w jej głowie pozostały bez odpowiedzi. Czuła zażenowanie. Czuła się bezradna, opuszczona, przybita, zdołowana, i poniżona przed samą sobą. Wstydziła się sama siebie, ale jeszcze bardziej wstydziła się tego, że została opuszczona przez swoja ekipę, która ponoć była całością. Pamięta tylko tyle, jechała samochodem jak zawsze, Ona, Leszek, Dziura i Obdukt. To była chwila, nie wie dlaczego wsiadła za kółko. Może dlatego, że to był jej wóz, a może dlatego, że była w stanie wskazującym??? Była zbyt pewno siebie. Alkohol ją zgubił. Wypadła z zakrętu, tym razem nie opanowała go, było mokro, zatrzymała się na drzewie. Wszyscy wyszli z tego cało tylko Dziura miał trochę rozwaloną głowę. Na całe szczęście wyznawała zasadę, że apteczka to podstawowa rzecz w samochodzie. Szybko zatamowali krew. Samochód był całkowicie rozbity. W przypływie rozpaczy poprosiła Obdukta, żeby wziął to na siebie. Deszcz padał na ich głowy, krople odbijały się od czarnego asfaltu, tworząc efekt mgły. Nie minęło pięć minut a na horyzoncie było widać niebieską łunę. Taaak pomyślała to ONI. Będzie źle gdy dojeżdżali błagała ich, żeby któryś z nich wziął to na siebie, przecież wszyscy byli trzeźwi. Panowie wysiedli, zapytali czyj to wóz, odezwała się że jej. Następne pytanie kto prowadził ... cisza nikt się nie przyznał. Trwali tak chyba przez dobre pół minuty, nie wytrzymała – Ja prowadziłam tą kupę złomu. Pozwoli Pani z nami do radiowozu.