Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 7 min czytania

Ewa od tygodnia nie wychodzi z domu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Już od tygodnia Ewa nie wychodzi z domu. Siedzi wśród papierków od snikersów i niebieskich zapalniczek. Przed telewizorem plazmowym z dużą ilością cali. Po całym domu ma porozstawiane głośniki, głos spikera rozchodzi się w całym pomieszczeniu, w kuchni, przy gotującej się parze w garnku, drżą od niego szyby, drży od niego miska z płatkami i mlekiem. Człowiek od pogody już trzeci dzień ma lekką chrypkę i ubiera się na zielono. Ewa już od tygodnia siedzi przy wielkim oknie które wychodzi na ogromną ulicę i liczy samochody które przejeżdżają. Zakłada się sama ze sobą, ile samochodów przejedzie przed jej oczami do godziny 12. Zakłada się sama ze sobą ile samochodów przejedzie do godziny 13. Zakłada się sama ze sobą ile samochodów przejdzie do godziny 14. Ewa nie jest w złym humorze. Nie może pisać na klawiaturze, bo paznokcie ma za duże. Nie może klaskać uszami, choć by chciała, ale za mało miejsca do tego by miała. Nie może schodzić po schodach, bo to okropna niewygoda. Ewa nie patrzy w lustro, tam dopiero wygląda tłusto, Ewa nie je obiadu, boi się darmozjadów, co zaglądają przez jej wielkie okno, z pyszczkami ludzi w samochodach czerwonych, a nogami kotków i kotek sąsiadów. Ewa zerwała jabłko z jabłoni bez Adama. Nie było go przy niej. Zjadła i przytyła ogromnie. Teraz siedzi pod tym drzewem, nadchodzi jesień, inne jabłka tęsknią za swym siostrzeńcem, spadają jej na głowę. Na głowie ma już cały jabłecznik. Nic jej się w tym wszystkim nie układa. Nikt tych jabłek nie chcę, nikt ich nigdy nie zjada. Trawa jest uścielana bzdurami, zielona, nadzieja i te sprawy. Biedna Ewa, mówią sąsiedzi, co są lepsi, bo na innych drzewach siedzą, mówią, biedna to dziewczyna, szczęścia nie ma, nic jej się nie przypomina, nie chcę sprzątać nie gotować, nie chcę dziecka mu wychować, nie chcę mu wsadzać do buzi jabłecznik, co się i tak robi na jej głowie. Więc wszystko by było jej jedno, gdzie by on był. Ten jabłecznik. Ale oni szybko zejdą, szybko zjadą nogami po korze, przylecą szpaki i wydziobią im oczy, będą się ptaszki zastanawiać chwile, czemu tak szybko tak mile, je się czereśnie wiśnie szmaragdowe, albo niebieskie i kocie. Czarne są niedobre, czarne życie marne. A kiedy już znajdą się na dole, wtedy myśli i wyobraża sobie Ewa, że któryś z nich podejdzie do niej. Nie będzie miał już tak wysokich perspektywa jak tam wtedy na górze. Będzie ślepcem, ale ślepcem, który ją zechce. Ewo, obudź się, to ja twój budzik. Wiesz, obserwuje cię już od kilku dni, to chyba już tydzień, gdy siedzisz w jednym miejscu, zza wskazówek jednak widać trochę, najczęściej o dwunastej, więc wszystko jedno, widzę cię w nocy i we dnie, jak siedzisz tutaj biednie, całkowicie nieporadnie, boisz się, że cię ktoś napadanie? Stanowczo za dużo telewizji. Nastaw mnie proszę, nudzę się jeszcze bardziej niż ty, w twoim mniemaniu to luksus, tak sobie siedzieć i nic nie robić, i czekać aż się samo zrobi, ale dla mnie praca jest ważna, jest jak jedzenie jest moim jedynym powszednim chlebem. Chciałbym znowu dla ciebie zadzwonić, albo żebyś spojrzała na mnie w popłochu, wtedy czułem, że żyłem, czułem że nadaje ci jakiś rytm, że się mnie boisz. Teraz to wszystko minęło i nie jest mi z tym dobrze. Ewa prychnęła, otuliła się kocem i nic nie powiedziała. Przykryła sobie oczy kozą, co kiedyś też była mała i po pagórkach

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ewa od tygodnia nie wychodzi z domu — czytnik · opowiadania