Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 11 min czytania

Ewangeliści - Jan

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nazywam się Jan Kowalski. Wie, Pan od nas z utracjuszy to każdy przybiera nowe nazwisko. O na przykład ten przy kiosku to też Jan Kowalski, a tamten to Stanisław Nowak. A w ogóle mieszka tu prawie 10 Janków i tyleż samo Staśków. Tak jest łatwiej. Po co komu wiedzieć jak się nazywamy. Czasami wpada policja i spisze któregoś z nas to wtedy wychodzi na jaw prawdziwe nazwisko. A tak, szkoda gadać. Pyta Pan, kto to jest utracjusz, no bo my ogólnie dzielimy się na dwie grupy. Na tych co bezdomność wyssali z mlekiem matki i na tych co dostali ją od losu. A znowu jest inny podział, na tych co żebrzą i na takich jak my tutaj - pracujących. Nie, my tutaj przy piątym peronie to nie do końca jesteśmy tacy gołodupcy. Ja mam świetny śpiworek, co to go trzymam w dzień, w schowku na bagaże, jedna doba to tylko 2zł, a ja dziennie przy odprowadzaniu wózków i 20 zarobię. Ogólnie to nie jest tutaj tak źle. Rano o piątej budzi nas sprzątaczka. Szybciutko się zrywam i pędem do toalety. Umyje się szybciutko i lecę na obchód peronów. Czasami coś znajdę. Niech sobie Pan wyobrazi raz znalazłem 50zł, ale mieliśmy ucztę, szkoda, że wtedy Pana tutaj nie było. Z tym obchodem to schodzi gdzieś do 7, potem jeszcze jakieś śniadanko i pod supermarket. A tam do zamknięcia się stoi i pyta czy można odwieźć wózek, oczywiście za te dwa złote co tam są. Najważniejsze w tej pracy to to żeby nie śmierdzieć i nieźle wyglądać. No ogólnie, rozumie Pan nie można odstraszyć pracodawcy. Potem jeszcze jakiś obiad. A wieczorem jak jest ciepło można posiedzieć w parku i pogadać z kumplami. W zeszłe wakacje to my z Jankiem w szachy graliśmy. No naprawdę, heee. Około 21 można wracać na peron i układać się d spania. Trzeba być wcześniej, żeby nikt nie zajął. Ogólnie nie ma z tym żadnych problemów, żaden z nas nie zajmie, od tych pijących też nikt tu nie przyjdzie, ale przychodzą nowi, którzy reguł nie znają. A taki nowy proszę Pana to co najmniej przez miesiąc ma przesrane i u policji i u straży miejskiej, a nawet i sprzątaczek. Nas to oni znają i się nie czepiają. Jak taki nowy zaaklimatyzuje się to ma prawo zdecydować czy chce być z nami pracującymi, czy zacznie pić i przestanie się myć i pójdzie na peron trzeci do tych śmieci. Ale mi się cholera zrymowało. A bo wie Pan uśmieje się pan, ale ja wiersze pisze. Dam Panu później poczytać. A co jak przyjdzie zima? No to proste przytułek, nas wpuszczają, bo się lubimy myć i potrafimy wytrzymać bez fajek przez noc. A tamci z trzeciego? Dokładnie nie wiem, ale na wiosnę jest ich o trzy czwarte mniej. Tak. Padają jak muchy. A gdy zima przyjdzie jest ich więcej niż w zeszłym roku. My utracjusze to prawie wszyscy pracujemy. Tylko tak można wytrzymać. Czy lubię to życie? A może Pan spróbuje spać dziś na tych kartonach? No, ale szczerze mówiąc czuje się lepiej niż kiedyś, przed tym jak tutaj trafiłem. Jak to się stało? To długa historia, jak zjem to Panu opowiem. Mój ojciec był wysoko postawionym urzędnikiem państwowym, a moja świętej pamięci matka zajmowała się domem. Byłem jedynakiem. Miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Kopałem w piłkę, chodziłem z dziewczynami, pisałem wiersze. Mieliśmy dobry kontakt z matką, ojca nigdy w domu nie było. Któregoś dnia zjawił się z znienacka w moim pokoju i zaczął mi prawić straszne kazanie. Że niby to ja o swojej przyszłości nie myślę, że niczym się nie zajmuję tylko piszę te swoje wierszyki. A ja naprawdę do dziś to lubię robić, rozumie to Pan? No i tak gadał z pół godziny, a potem nie widziałem go jak zwykle, czasami nawet przez tydzień. Wie Pan jak ja wtedy płakałem. On się śmiał z mojej poezji, on złamał mi całą radość młodzieńczego życia, a ja wtedy miałem tylko osiem lat. No ale jak to dziecko minęło mi przygnębienie i dalej robiłem co lubiłem. Lata mijały szybko, a ojciec coraz częściej czepiał się mnie, zapisał mnie do dobrego liceum, kazał pokazywać dzienniczek. W tym czasie szczególnie "polubiłem" matematykę. Czasami siedziałem i uczyłem się do klasówki po nocach, a i tak dostawałem dwóje. A ojciec krzyczał... To było straszne proszę Pana. Któregoś dnia usiadł ze mną w pokoju i zaczął rozmawiać. Jak zwykle wyłączyłem się, żeby znów nie słuchać tych idiotyzmów. Jednak tym razem nie doczekałem się na nie. Mówił o tym, że jestem już prawie dorosły i od dzisiaj mogę zacząć zarabiać. Za każdą dobrą ocenę obiecał pieniądze, a za złą odbierał kasę. Ile się uzbierało na koniec miesiąca tyle mi wypłacał. Mówię, Panu i nie były to małe sumki, jakaż to była wtedy motywacja. Zacząłem bardzo intensywnie pracować. I wkrótce pojawiły się moje pierwsze sukcesy i oczywiście pieniądze. Nie miałem już czasu na pisanie wierszy. Schowałem gdzieś moje dzienniki i nigdy ich nie znalazłem. Wie Pan co mi się najbardziej w tym podobało, ten pościg, ta walka o większą sumę w danym miesiącu. Nie chodziło mi o wiedzę, ani o oceny tylko o kasę. Przestałem grać w piłkę, ba nawet nie wychodziłem z domu tylko się uczyłem i liczyłem pieniądze. Nie miałem nawet czasu pogadać z mamusią... Nie nic mi się nie stało, wszystko w porządku. Mamusia umarła gdy byłem na pierwszym roku studiów. Ojciec przeszedł już na emeryturę. Już nie płacił mi za wyniki, ale to nie było mi już potrzebne. Złapałem bakcyla i chciałem w przyszłości być bogaty i poważany tak jak on. Po śmierci Mamusi strasznie się zżyliśmy, ja miałem tylko jego, a on mnie.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%