Inne · 15 min czytania
Exit
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ROZDZIAŁ 1 (Edward)
Początek dnia nie świadczy o niczym. Dla Edwarda ten poranek był zwykły, schematyczny, podobny do każdego poprzedniego, można powiedzieć banalny. Tak banalny, że aż żałosny w stosunku do tego co nastąpiło później. Tylko przez chwilę zastanowiło go, że coś jest nie w porządku. Potem już nie było czasu na myślenie. Logiczne myślenie.
Kończył właśnie parzyć kawę wrzątkiem z elektrycznego czajnika kiedy wyskoczyły gotowe grzanki z tostera – ‘Jak zawsze idealne zgranie w czasie’ – pomyślał uśmiechając się przy tym do siebie. Posmarował dokładnie chleb masłem, do tego nałożył ser, wędlinę a na sam koniec dodał ketchupu i majonezu. Zawsze jadał śniadanie na stojąco. Jedną ręką wypchał tosty do ust, a drugą energicznie mieszał kawę. Kiedy tosty zostały pochłonięte, kawa na tyle ostygła, że można było ją pić bez obawy o poparzenie. Wtedy przeniósł się do pracowni. Siadł przed komputerem, popijał kawę, palił przy tym papierosa i sprawdzał planogram oraz pogodę na dzień dzisiejszy. Dokładnie o godzinie 7.25 wsiadł do jeepa i zapalają kolejnego papierosa ruszał w kierunku drogi nr 4. Niecałe 30 minut jazdy autostradą było czasem, który potrzebował na zupełne obudzenie się, umysł się stawał zupełnie jasny, żołądek zaczynał trawić lekkie śniadanie, a kofeina z kawy motywowała do działania. Włączył radio i przeszukiwał częstotliwości ale niczego godnego uwagi nie znalazł. Przełączył odbiornik na odtwarzacz CD - zepsuty - przypomniał sobie. Zrezygnowany sięgną po paczkę papierosów i doznał kolejnego zawodu ponieważ pudełko było puste. Zostało mu jeszcze 10 minut. Zaparkował przed sklepem gdzie zaopatrzył się w Marlboro w miękkim opakowaniu i ruszył do głównego wejścia budynku w którym pracował. - Jak się masz John ? - He he – uśmiechną się murzyn – mam być szczery i zacząć zrzędzić, czy traktować ten zwrot jako tylko i wyłącznie formę pozdrowienia, co Ed ? - Lepiej jako formę pozdrowienia. – Odpowiedział Edward puszczają oczko. - Świetnie się mam, a ty ? – zapytał z przesadną uprzejmością portier. - Doskonale – odparł sięgając po klucz do swojej pracowni. - Jakże mogłoby być inaczej. Przyjechałeś metrem ? - Autem ale postawiłem przy ulicy – musiałem kupić papierosy w sklepie. - Nie dobrze, wiesz jakie luje tu się szwendają wieczorami. Firmowy parking bezpieczniejszy... - Z pewnością – przytaknął. – Jednak zaryzykuje dziś, ten samochód jest jednym z najbrzydszych aut w tym mieście. - Fakt, jest nawet brzydszy ode mnie. - Tak ale ty i tak się dobrze trzymasz na swoje lata – odparł rozbawiony Ed. - Do zobaczenia potem. - Jasne, będziesz w moim wieku to pogadamy... Znowu chyba mi.. - John, nie zrzędź. Na razie.
Edward był matematykiem. Zawsze chciał nim zostać. Pracował w poważnej instytucji finansowej na stanowisku analityka, jak by mu tego było mało w wolnych chwilach dorabiał prowadząc zajęcia i konsultacje na kilku uczelniach. Matematyka była jego światem. Było to dla niego jednocześnie hobby i sposób na życie. Nie wielu ludziom udaje się spełnić dziecięce marzenia o tym aby się utrzymywać z pracy która jest hobby. Jemu się to udało. Talenty drzemiące w ścisłym umyśle realizował w NRP corporation gdzie mógł pracować z profesjonalistami jego pokroju. Z ludźmi otwartymi na nowe opcje, drogi i eksperymentowanie, szukanie jakże nieskończenie wielu rozwiązań tego samego problemy oczywiście za pomocą ekonometrycznych modeli estymacji zjawisk. Posiadał również potrzebą przekazywania swojej wiedzy, pragnął uczyć młodych ludzi rzeczy, które już sam umiał i fascynować ich możliwościami matematycznego świata. Stąd czerpał niespotykaną radość i satysfakcję z prowadzonych konsultacji i zajęć na uczelniach. Był niespotykanie zajętym człowiekiem, jak przystało na analityka jego życie było wyjątkowo ‘poukładane’. Plan dnia nie pozwalał na choć jedną bezużyteczną, straconą minutę. Praca, ciepły posiłek w domu lub włoskiej restauracji, potem przygotowanie wykładów, sprawdzenie poczty i w końcu zagłębianie się w temat nad którym pracował prywatnie bez ustanku od ponad dziesięciu lat. Teoria względności płaszczyzn czasowych czyli inaczej mówiąc światów alternatywnych rozwiązań problemu i implikacji z tego wynikających wydawała mu się na tyle realna, że próbował to opisać za pomocą dostępnych metod analizy. Prowadził korespondencję z kilkoma szacownymi naukowcami. Jednak były to kontakty jedynie internetowe. Nigdy nikomu się chwalił na czym pracuje i nie zamierzał tego robić. W dysputach i dyskusjach, na forum publicznym udzielał się nader często jednak był przy tym bardzo ostrożny i anonimowy. Kilkoma jego teoriami zainteresowało się szersze grono uczonych jednak ich twórca był nikomu nie znany a jedyne co było wiadomo, to że używał pseudonimu Kaarl Radim. Teraz był Edwardem, a nie Kaarlem Radimem i analizował ryzyko ubezpieczeń. Przejrzał materiały zgromadzone przez inną komórkę organizacyjna firmy i wstawił odpowiednie wartości danych do modelu zmiennych. ‘Za wysoko... a zobaczmy w ten sposób’ – chwile zmieniał parametry dopuszczalnego ryzyka – ‘Nie da rady, oj nie da...’ - mruczał do siebie sprawdzając kolejne możliwości modelu. ‘He he jeden na piętnaście.. No, nie wierzę jak boga kocham. Tylko jeden...’ Sięgną po telefon i wcisnął wew. "3"
- Mark ? - zapytał. - Co jest ? - padła szybka odpowiedź. - Skończyłem tego giganta od nieruchomości... - No i co ? Będzie kontrakt ? - zaciekawił się Mark. - Nie uwierzysz... - odparł na bezdechu. - ? - Mieści się tylko w jednej normie. Rozumiesz, tylko jedno kryterium i to ledwo - ledwo... - prawie krzyknął do słuchawki. - Jednej ?!! Który model ? - dopytywał. - Mój. - odpowiedział krótko. - A sprawdzałeś standardem ? - niepewnie zapytał. - Nie, nie ma potrzeby – to gówno, a nie model. - Ale jaja, dawaj mi dane sprawdzę sobie to w wolnej chwili - Nie mogę. Te dane są niebezpieczne... - Zdecydowanie. Wiesz co by było jak by to wyszło na forum publicznym ? - Katastrofa na skale światową. - W dwa miesiące korporacja pada nie wspominając o skutkach ubocznych. Czekaj ! Przecież oni są związani z ogromnym procentem dochodu narodowego... są rządowym gwarantem... - Właśnie. – przerwał mu - nie kończ. O której bierzesz lunch ? - O kurwa... Dam ci znać - Na razie. - Cześć.
Część 22 / 2
Resztę dnia spędził na analizie jeszcze kilku mniejszych spółek i instytucji, napisał kilka raportów i udał się na lunch. Przegadali z Markiem ponad godzinę. Po powrocie poczuł dziwną ciężkość. Usiadł na obrotowym krześle i ciężko oddychał. Zaczynał odczuwać intensywne zawroty głowy. - ‘Nie dobrze, wiesz jakie luje tu się szwendają wieczorami. Firmowy parking bezpieczniejszy...’ usłyszał w głowie słowa. - ‘... firmowy parking bezpieczniejszy’ słowa odbijały się w czaszce... - ‘... bezpieczniejszy... bezpieczniejszy... bezpieczniejszy...’
Odwrócił głowę w kierunku okna i dostrzegł jak młody mężczyzna w długim skórzanym płaszczy wsiada do jego samochodu. Wsparł się na biurku i na chwile poderwał ociężałe ciało tylko po to aby z hukiem osunąć się bez przytomności na podłogę.
ROZDZIAŁ 2 (Iks)
Biegł. Zdawał sobie sprawę, że może to być jego ostatni sprint w życiu. Stawką tego wyścigu jest jego życie. Życie które może skończyć się TU i TERAZ. Nie chciał umierać TU. Zawsze nienawidził tego miejsca i robił wszystko żeby się z niego wydostać, a najgorszą karą było by tu umrzeć, czyli zostać na zawsze. Po za tym nie chciał umierać TERAZ. I nie chodzi o to, że miał coś istotniejszego do roboty w tej chwili niż umieranie. Po prostu miał dopiero