Romans · 7 min czytania
Expire
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przez chwilę zastanawiałem się o co jej chodzi, w końcu był sylwester, śniegu po pas, silny wiatr i zimno, a ona chce iść na spacer. A właściwie nie chce, tylko idzie na spacer. Jej wyjście z pokoju zauważyłem tylko ja, przemknęła szybko między 20 osobami popijającymi drinki i czekającymi na Nowy Rok. Dopadłem ją w sieni, gdzie ubierała kolejny sweter i kurtkę. Wyglądała tak ślicznie… Zauważyła mnie i jakby lekko się wystraszyła. - Idę… wrócę niedługo. – rzuciła wiążąc buty. Patrzyłem na nią z zaciekawieniem i przerażeniem równocześnie. Obca wieś, wysoko w górach, ciemno, pusto, a ona idzie…? SAMA? Zatrzymała się w drzwiach, odwróciła i spytała szybko: - Może chcesz iść? Nie chciałem. Ale poszedłem. Tak jak się obawiałem wiało niemiłosiernie, śnieg był miękki i szybko roztapiał się na ciepłych butach, mocząc nieprzyjemnie ich wnętrze. Ciepłe, wełniane rękawiczki nie były w stanie ogrzać moich dłoni należycie. Ale szedłem za nią, ciekaw co wymyśliła. - Czasami lubię ciszę. Może nie wyglądam, ale takie chodzenie po powietrzu kiedy wszyscy są gdzieś indziej i ja też powinnam być gdzieś indziej. Ale chcę być tu i teraz. – odwróciła się do mnie i uśmiechnęła. Teraz wiedziałem na pewno, że nie przesadzali opowiadając o jej szaleństwie. - Naprawdę jadasz na śniadanie spaghetti? – spytałem, chcąc tym samym pokazać jej, że coś niecoś wiem. - Czasami się zdarza. Na kolację za to uwielbiam pierogi. - Powiedz coś jeszcze… - chciałem posłuchać o czymś innym, niż imprezy, picie, palenie, łatwe dziewczyny, picie… Ona nie pasowała kompletnie do tego towarzystwa, jakby za bardzo oddalona od rzeczywistości. Dlaczego więc od początku chciała zaciągnąć mnie do łóżka? Nie, nie przesadzam. Powiedziała mi to wprost, podczas jednej z pierwszych rozmów. Inna sprawa, że widzieliśmy się wtedy już któryś raz z kolei i ona wiedziała o mnie sporo od naszych wspólnych znajomych. - O sobie? – kiwnąłem głową – Lubię chodzić po osiedlu w butach na obcasach. Echo daje mi poczucie jakiejś namiastki wolności i władzy nad światem, mimo, że jestem taka malutka… - schyliła się i rzuciła we mnie kulką śniegu. Oczywiście natychmiast jej oddałem. – Zawsze gaszę rano światło na klatce, bo akurat tak wracam z klubu, a potem, gdy do niego wychodzę, sama je spowrotem zapalam. - Tak dużo imprezujesz? - Nie, pracuję w pubie. – trafiła mnie prosto w głowę. Oczywiście śnieżką. Zacząłem ją gonić między drzewami. Śnieg do kolan i mokre spodnie przestały mi przeszkadzać. – A ty co robisz, gdy nikt cię nie widzi? - Nic. Jestem normalny… - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Przynajmniej tak mi się wydawało. - Na pewno masz jakieś tajemnice, których nikt nie zna… - spojrzała na mnie, tak jak już kiedyś to zrobiła… Zaraz, zaraz… kiedy i jak to było? Już pamiętam. Siedziałem w knajpie przy jednym z punktów zbiorczych w mieście. Przez szybę widziałem miejsce, w którym wszyscy zawsze się umawiają. I zobaczyłem ją. Stała oparta o ścianę budynku z słuchawkami w uszach. Przytrzymywała je rękami i wsłuchiwała się dokładniej w melodie z zamkniętymi oczami. Po chwili, ku mojemu zdziwieniu zaczęła poruszać…