Fantastyka · 32 min czytania
F.E.T.C.H
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
FETCH
***
Obudziłam się i spróbowałam otworzyć oczy. Moje powieki były jednak tak ciężkie, że dopiero po kilku minutach udało mi się je podnieść. Przez gęstą mgłę ledwo dostrzegłam kontury pomieszczenia. Zamglony pokój? Dym? Nie... Zamrugałam i spróbowałam wyostrzyć wzrok. O, dużo lepiej. Trochę poraziła mnie nieskazitelna biel czystej pościeli, którą byłam przykryta. Chciałam się podnieść, żeby zobaczyć więcej, ale tępy ból unieruchomił moje ciało i uniemożliwił mi obserwację terenu. Syknęłam i zmrużyłam oczy. {i}Gdzie ja jestem? W szpitalu? Chyba tak. Ale dlaczego? Zamknęłam powieki i zamyśliłam się jednocześnie zbierając siły, by za moment znów spróbować wstać. Jedyne co pamiętałam to... Nic. Gdy doszłam wreszcie do tego jakże odkrywczego wniosku, uśmiechnęłam się lekko sama do siebie. Mamy już jedną pewną rzecz, utratę pamięci. Co jeszcze... No tak, potrafię logicznie myśleć. A jak myślę, to jestem. Następne pewne rzeczy. To znaczy, że nie jestem roślinką. Miło... Mózg mam chyba cały. Ale co z resztą ciała? Boli, więc też jest. Oh, jakie to przyjemnie wiedzieć, że ma się wszystko, co powinno się mieć i że przynajmniej znajduje się w jednym kawałku. Tylko dlaczego mi tak strasznie zimno? Może mnie zamrozili? To też miłe... I ciekawe. Tylko wtedy nie czułabym bólu, więc... A zresztą. Trochę się zdenerwowałam. Co ja tu właściwie robię? Może powinnam kogoś zawołać? Na pewno ktoś przyjdzie. {/i}Po chwili zastanowienia otworzyłam usta chcąc oznajmić krzykiem, że właśnie się obudziłam, chciałabym się kilku rzeczy dowiedzieć i przy okazji coś zjeść, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Dopiero teraz poczułam zalegający w gardle gęsty śluz. Nie mogłam go ani wypluć, ani wykrztusić. Zatkał mi przełyk jak korek i nie pozwalał na swobodne oddychanie. Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć?! Cholera... Byłam coraz bardziej przerażona. Miałam wrażenie, że zaraz się uduszę, że umrę. Wrażenie, ba. Miałam pewność. Ale... Nie chcę! Rozpaczliwie próbowałam wepchać do płuc choć trochę powietrza... Nagle moje ciało przeszył ogromny ból. Jego niespodziewanie wielka siła i natężenie sprawiły, że zgięłam się w pół i rozwarłam usta w niemym krzyku. Tym sposobem wyplułam zalegający śluz i ubrudziłam całą pościel żółcią i krwią. Trzęsąc się jak osika, chwilę przyglądałam się plamie na białym materiale...
***
Patrzyli bez wyrazu, w ciszy i skupieniu. Kilka osób na różnym stanowisku, różnej płci, różnego wieku. Stali z boku, tuż przy szybie i obserwowali dziewczynę zamkniętą w pokoju zbudowanego z weneckiego lustra - pomieszczeniu bez drzwi. Wysoki mężczyzna w białym fartuchu zapisywał coś w czarnym notesie mamrocząc pod nosem, że do doświadczeń nie powinno się używać słabej płci. Tuż przy nim stała jasnowłosa kobieta, również w jasnym uniformie. Wyglądała na przerażoną i zniesmaczoną. Na jej twarzy malowało się obrzydzenie. Ciągle jednak wpatrywała się w szklaną taflę, choć to co było za nią wyglądało tak ohydnie... Podłoga dookoła łóżka była zabrudzona wymiocinami, kołdra splamiona posoką. Zlepione potem włosy postaci, leżącej w tym syfie zasłaniały jej twarz. Blondynka była bardzo wdzięczna, że to pomieszczenie jest szczelnie zamknięte i posiada osobny system wentylacji. Smród w pokoju był zapewne nie do wytrzymania. {i}Jak nic bym się zrzygała...{/i} Pomyślała i skrzywiła się. Najprawdopodobniej widziała ten proces po raz pierwszy. Jednak nie raz nasłuchała się o jego przebiegu. Przecież była specjalnie szkolona do „odbierania porodu”, jak to potocznie nazywali między sobą naukowcy z organizacji. Przestudiowała tyle różnych przypadków, ale nie miała pojęcia, że całość przebiega w tak odrażający sposób. {i}Sobowtórowanie. Czy po czymś takim, nadal mamy do czynienia z tymi samymi ludźmi? Ich umysły, przeniesione do nowych, ulepszonych ciał były przecież nienaruszone. Ale czy aby na pewno? A może dopiero dalsze szkolenie zmienia ich charaktery tak bardzo...{/i} Spojrzała w stronę nastoletnich chłopców stojących trochę dalej. Jeden z nich, jasnowłosy, był młodszy. Sądząc po budowie ciała i postawie, jego trening nie był jeszcze zaawansowany. Widać było po nim, że nie do końca radzi sobie jeszcze z własnymi emocjami. Natomiast ten drugi... Rudowłosy, wysoki i dobrze zbudowany, nie wyglądał na swoje siedemnaście lat. Czuć było od niego opanowanie i siłę. Miało się wrażenie, że totalnie nie obchodzi go co dzieje się z tą dziewczyną. {i}Maszyna do zabijania... {/i}Znów nasunęło się jej to określenie. Idealnie bowiem pasowało do tych ludzi. Chłopak obrócił twarz w jej stronę i spojrzał głęboko w oczy. Przeszedł ją zimny dreszcz i odwróciła wzrok. Znów zapatrzyła się w sobowtórowaną. {i}Biedne dziecko, nie miało wpływu na to co ją czeka. Może to właśnie ta bezradność sprawiała, że wyrastały z nich takie potwory? Ile jeszcze będzie musiała tak cierpieć? Przecież zaraz się utopi we własnych wymiocinach i krwi...{/i} Nachyliła się i szepnęła mężczyźnie do ucha, że może czas całkowicie wybudzić dziewczynę. Ten przestał na chwilę notować i spojrzał na kobietę lekko poirytowany. - Nie chcemy chyba, żeby nam tu umarła, prawda? Powinnaś wiedzieć, że pośpiech jest niewskazany... – Powiedział przez zaciśnięte zęby i powrócił do zajęcia. Stojący dalej chłopak o złotych włosach, na oko piętnastoletni letni, usłyszawszy odpowiedź naukowca wzdrygnął się lekko i obrócił do towarzysza. Ten jednak stał spokojnie i obserwował całe zajście z obojętnym wyrazem twarzy. W jego oczach można było jednak zauważyć cień współczucia ale też i... żalu, goryczy? Tak, jego oczy zupełnie nie pasowały do tej sztucznej postawy zimnego współczucia, którą przyjął. Gdyby nie to, można by było naprawdę uwierzyć, że mało go to całe zajście interesuje.
Stali tak obydwoje i oglądali, jak powoli sobowtórują ciemnowłosą dziewczynę. Całe wybudzenie trwało jeszcze ponad godzinę. Nie nudzili się jednak w tym czasie. Blondyn pod koniec zwymiotował. Asystentka wyszła w połowie. Nie wytrzymała nerwowo. To, co działo się za szybą było naprawdę okropne. Gdy dziewczyna nie miała już czym wymiotować, zaczęła pluć krwią i kwasem żołądkowym. Zakrzepła posoka i żółć oblepiały całe jej ciało. Nie mogła się ruszyć, więc musiała tkwić w tym syfie. W końcowej fazie udało się jej wykrztusić całą wydzielinę zalegającą w jej przełyku... Ciężko i nierówno oddychając opadła na brudną poduszkę. Łapczywie wciągała powietrze, napełniając płuca zbawczym tlenem. Z wciąż szeroko otwartymi oczami, wyglądała strasznie... Chwilę później zebrani usłyszeli przerażający, nieludzki krzyk. Na szybę buchnęła krew zasłaniając całkowicie wnętrze pokoju. Złotowłosy odruchowo odskoczył od szyby i z przestrachem spojrzał na swojego dowódcę stojącego obok. - Gaido? Czy... – Chłopak zasłonił mu usta ręką i skrzywił się lekko. - To normalne, siedź cicho Maks... – Wycedził przez zęby, próbując jednocześnie nadać wypowiedzi chociaż odrobinę swobodny ton. Następnie westchnął głęboko. Gdyby nie obowiązek przebywania przy każdym wybudzaniu, już dawno by go tu nie było. Ba, nawet by tu nie zaglądnął. Jednak inni tego nie rozumieli. Błagali wręcz czasem, by móc tu przyjść i to zobaczyć. Zobaczyć ludzkie cierpienie i ból... To, co im kiedyś zrobiono, jak to wygląda. Może daje im to jakąś satysfakcje? Tyle, że im wszystkim wymazano pamięć, zaraz po ukończeniu tego procesu. On jednak pamiętał, a każdorazowe przebywanie przy wybudzaniu, sobowtóryzacji i przewodnikacji przywoływało wspomnienia. Niezwykle niemiłe, wstrętne wspomnienia. Oni tylko od czasu do czasu budzili się z krzykiem w nocy. On, po takiej sesji budził się codziennie przez kilka tygodni. Złotowłosy widząc minę towarzysza jakby zmalał, wstydząc się tego, że w ogóle się odezwał. Gaido nie musiał powtarzać, Maks na dobre zamilkł.
Część 22 / 3
Jucha powoli spływała po szkle odsłaniając dość nieprzyjemny obraz wnętrza pokoju. Dziewczyna stała na środku w lekkim rozkroku, z opuszczoną głową. Patrzyła nieprzytomnie na własną, lekko zakrzepłą krew oblepiającą jej nogi. Od końca pleców, przez prawą stronę jej szyi, obojczyk i w końcu przez dekolt aż do serca biegła otwarta, podłużna rana. Nie tryskała z niej już krew, było widać tylko mięso... Przez chwilę dało się także słyszeć pulsujące dudnienie, lekko przytłumione przez szyby, świadczące o intensywnej pracy ‘głównego mięśnia’. Dziewczyna miała na sobie specjalny kostium, który miał nie utrudniać przebiegu wybudzania. Miejsca, gdzie znajdowało się rozcięcie były odsłonięte, natomiast reszta ciała była pokryta czarnym, obcisłym materiałem. Rozpuszczone, długie, proste włosy opadały swobodnie na jej ramiona. Niezasłonięta skóra oraz poszczególne kosmyki były całe umazane w jej własnej krwi i wymiocinach. Widok był nie tyle przerażający co obrzydzający. Niezbyt wysoka, szczupła dziewczyna podniosła głowę i podeszła do ściany zrobionej z weneckiego lustra. Jej nieprzytomne oczy błądziły przez chwilę po tafli szkła, po czym zachwiała się lekko i kopnęła w szybę. Najpierw zrobiła to niezdarnie, potem zaczęła uderzać coraz pewniej. Całe pomieszczenie się zatrzęsło. Po chwili, wycofała się przerzutką do tyłu, okręciła się na pięcie, oparła ręce na podłodze i z niesamowitym impetem i siłą wbiła proste nogi w kruchy materiał...
***
Znów znalazłam się w jakimś pokoju, który był nieco większy niż ten poprzedni. Jego ściany były szare, matowe, nie był zbudowany ze szkła. Wyglądał jak jedna z tych szpitalnych sal, w których umierają chorzy ludzie. Jego konstrukcja była dodatkowo wzmocniona jakimś dziwnym materiałem, którego kawałek było widać w dość dużej dziurze znajdującej się naprzeciwko mnie. Uderzenie nie przebiło jednak ściany na wylot, co było najprawdopodobniej zasługą tego umocnienia. Teraz dopiero zauważyłam trochę czerwonej i czarnej mazi, znajdującej się we wgłębieniu. Jednak stałam za daleko i nie umiałam określić czym to było. Oprócz tego w Sali znajdowała się jeszcze grupa ludzi. Stali pod ścianą i bacznie mi się przyglądali. Mężczyzna i kobieta w białych uniformach oraz dwóch chłopców mających chyba tyle samo lat co ja. Usłyszałam za sobą trzask rozbijanego o podłogę szkła. Podłoga lekko zadrżała. Ostre kawałki odbijające się od posadzki wbijały mi się w ciało, ale już nie czułam bólu. {i}Czyżby dopiero teraz przeźroczyste ściany się skruszyły? Jak to jest możliwe bym w ciągu tak krótkiej chwili zdążyła swobodnie obejrzeć pokój, rozglądnąć się i ocenić sytuację w której się znajduję? {/i}Nagle podłoga znów się zatrzęsła. Źrenice jednego z chłopaków rozszerzyły się na widok czegoś, co nagle znalazło się za mną. Poczułam lodowaty oddech na mojej szyi.
***
- No dobrze, jeszcze stoi na nogach. Byłem pewny, że zemdleje. – Mężczyzna spojrzał na dziewczynę z lekkim zdziwieniem. - Możemy więc przeprowadzić sobowtóryzacje od razu... Dawajcie d+mada, wy już tam dobrze wiecie, którego najlepiej... – Powiedział do mikrofonu przypiętego przy kołnierzu. Lekko zdezorientowany Hakaru spojrzał jeszcze raz w kierunku dziewczyny. d+mada? Widział już kiedyś te przedziwne stworzenia, które łapano i przechowywano w osobnym budynku LUSTRA. Raz zdarzyło mu się być właśnie tam, w laboratorium. Wiedział, że wykorzystywano je do sobowtóryzacji ale tak od razu? Gdy oni nie mają siły oddychać? Zimny dreszcz przepełzł powoli po jego plecach. Podłoga zadrżała. Coś pojawiło się i stanęło tuż za dziewczyną. Tak, za nią znajdował się on. Miał dwie długie, mocno umięśnione nogi. Jego stopy miały trzy palce, na końcach których znajdowały się wyrostki kostne przypominające kopyta. Z tyłu, pod pęciną znajdował się stwardniały, prostokątny słupek, który przedłużał kość i zastępował piętę. Stojąc pewnie, na swoich dwóch, jedynych kończynach jakie miał, stwór wydał z siebie dziwny, wibrujący dźwięk. Machnął długim ogonem i potrząsnął obłą głową znajdującą się na długiej szyi. Nie miał oczu, ani nosa tylko szeroką paszczę z wieloma ostrymi zębami. Dobrze znany złotowłosemu potwór zachwiał się lekko i z przerażającą szybkością zaatakował dziewczynę.
***
Część 33 / 3
Wszystko działo się szybko. Nie mogła się nawet przez chwilkę zastanowić. Zresztą jej ciało samo wykonywało potrzebne ruchy. Zablokowała potężny atak rękami, które oparła o górną i dolną szczękę stworzenia, sprawiając, że siła uderzenia złamała mu żuchwę. Stwór zawył dziko i szybkim uderzeniem ogona podciął dziewczynę, tak, że upadła na plecy. Następnie podniósł jedną nogę i zaczął z impetem uderzać kopytami w miejsce, gdzie powinna leżeć ofiara. Jednak jej już tam, nie było. Udało jej się uniknąć zabójczych ciosów przewrotem w bok. Mad zreflektował się i znów zamachnął się ogonem przygniatając ją do ziemi i uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Jego szyja zaczęła się wydłużać i szczęki powoli przybliżyły się do jej twarzy. Rozwarły się delikatnie pokazując jej swoją siłę. Nie było widać śladu złamania. Stwór jakby mógł, zaśmiałby się jej prosto w oczy. Zdezorientowana i przestraszona wbiła paznokcie w jego ogon. Nie mogła już jednak nic zrobić. Czekała na koniec. Nagle, zakręciło się jej w głowie i poczuła jak upada na nogi, za potworem, i wykonuje poznany już wcześniej manewr. Przerzutka do tyłu, nabranie impetu, opad na ręce i bardzo silne uderzenie prostymi nogami. Stwór jęknął i zakrztusił się przygryzając swój własny długi język. Siła uderzenia rzuciła nim o ścianę, wbijając go w twardy materiał z którego była zbudowana. Mad otrząsnął się i wstał. Zachwiał się lekko w wystających biodrach i w tym samym momencie znalazł się tuż przy dziewczynie próbując odgryźć jej głowę wielkimi zębami. Ta uchyliła się, wykonała obrót i kopnęła go w dolną szczękę. Jego głowa odskoczyła pociągając za sobą szyję, która wygięła się w dość mocny łuk. Dziewczyna nie czekała aż powróci na właściwe miejsce, nie było na to czasu. Kopniakiem podcięła potwora, który zwalił się na ziemię. Następnie znów stało się coś dziwnego i znalazła się wysoko nad stworem. Spadała obrócona pionowo, nogami w dół. Zatrzymała się na jego żebrach gruchocząc je tak lekko, jakby były zrobione ze szkła. Potem odskoczyła i chwyciła stwora za ogon. Zaczęła okręcać się dookoła własnej osi, podnosząc go coraz wyżej i wirując coraz szybciej. W odpowiednim momencie puściła potwora i mad zarył z impetem w górną część ściany tworząc ogromne wgłębienie, dużo większe od poprzedniego. Stworzenie ostatkiem sił wypełzło z dziury i upadło bezwładnie obok dziewczyny. Przewrócony na plecy z wiotką szyją i rozwartymi szczękami wyglądał paskudnie. Nadal jednak oddychał...
Nagle zakaszlał krwią. Jego paszcza otworzyła się jeszcze szerzej, a szyja zaczęła kurczyć się w odruchach wymiotnych. W jego gardle pojawiła się srebrna rękojeść. Dziewczyna wsadziła rękę do środka przełyku mada i wyjęła coś co przypominało krótki miecz. Zaraz po nim, stworzenie wypluło następny. Dwa sztylety. Trzymała oba w ręce i patrzyła na kaszlące krwią zwierze. Zamknęła oczy i wbiła sztylety w jego ciało. Nie wiedziała czemu tak zrobiła, co nią kierowało. Chwile później tkanki stwora zaczęły się szybko rozkładać tworząc lepką czarną maź, którą powoli wchłaniały srebrne sztylety. Przerażona przypatrywała się jak powoli z mada tworzy się plama podobna do smoły. W końcu nic z niego nie zostało i broń opadła z brzękiem na podłogę. Nadal tak nieskazitelna i czysta jak przedtem.
***
Nie rozumiałam już nic. Nie wiedziałam i chyba nie chciałam wiedzieć. Spojrzałam na stojących obok ludzi. Mężczyzna się dziwnie uśmiechał, kobieta była przerażona. Złotowłosy chłopak patrzył na mnie z podziwem, a ten drugi, ze współczuciem. {i}Czemu się tak na mnie gapią? Coś im nie pasuje? Robię za jakąś małpę w zoo? To strasznie denerwujące... Nie podobają mi się te spojrzenia. O co im chodzi? Co ja takiego zrobiłam? Przecież się tylko broniłam. Nie chciałam... Nie. Chciałam. Ale to przecież nie ma znaczenia... Co się będę przejmowała. Nie obchodzi mnie co o mnie myślą i co mi za to zrobią. Znaczy się... Co mi zrobią, to już mnie obchodzi. Ale... Kurde.{/i}
Nie udało…