Duchy · 11 min czytania
Fabryka Koszmarów cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wielki kryształowy żyrandol uwieszony pod sufitem oświetlał setką umieszczonych w nim świec korytarz pełen obrazów i zwierzęcych trofeów. Na jego końcu po lewej stronie rozpoczynały się spiralne schody wiodące na drugie piętro. Było tam wiele drzwi z hebanowego drzewa, na końcu korytarza na drugim piętrze znów pojawiły się spiralne schody wiodące na ostatnie trzecie piętro, gdzie znajdowała się sala balowa, kuchnia i sala Madame Von Lilin.
W środku siedziało dwóch ludzi. Młody mężczyzna i starsza pani w pięknej białej sukni wyszywanej w białe róże. Siedzieli w miękkich fotelach i popijali herbatę, bądź kawę. - Madame, proszę mi opowiedzieć o panu Von Lilin. – powiedział mężczyzna. - Ach… mój mężulek. Zaczęło się w 1941, kiedy go poznałam. Był młodym żołnierzem, niedługo miał ruszać na front, więc nie było nam pisane spędzić ze sobą dużo czasu. No chyba żeby wrócił. Zabrałam go do siebie, przedstawiłam rodzicom. Ach… to były chwile. - Proszę mi opowiedzieć o tym, co się działo w tym domu. – przerwał madame mężczyzna. - Ten dom… tyle wspomnień. Wynajęliśmy go wraz z mężem w 1951. Pierwszy tydzień można by zaliczyć do normalnych, jednakże potem zaczęły się tu dziać dziwne rzeczy. Raz miałam wrażenie, że obrazy ze sobą rozmawiają. Była wtedy noc, coś mnie obudziło. Dobiegało z korytarza, wzięłam więc latarkę i poszłam sprawdzić co to takiego. Wtedy myślałam, że to sen bądź halucynacje. Dopiero w następną noc kiedy zabrałam tam męża byliśmy pewni, że to nie sen. Oboje żeśmy to słyszeli. Próbowaliśmy zajrzeć za obrazy, bo myśleliśmy, że jest tam ukryty jakiś głośnik lub coś w tym rodzaju. Wtedy po drugiej stronie korytarza pojawiły się drewniane, stare i zakurzone drzwi o złotej klamce w kształcie lwa. Jeśli mnie pamięć nie myli na drzwiach napisane było „Fabryka Koszmarów, wchodzić na własną odpowiedzialność” a nad tym napisem był obraz przedstawiający dziwny zamek o kanciastych, powyginanych wieżach w nocy. Weszliśmy tam z mężulkiem i… Nagle coś otworzyło wszystkie okna w pomieszczeniu przerywając madame i zaczął wiać tak mocny wiatr, że wypchnął rozmawiających przez drzwi do innego pomieszczenia. Kiedy już się otrzepali i wstali spojrzeli na drwi, na których była wyrzeźbiona dziwna twarz. Miała długi nos, wysuniętą górną i dolną wargę, co przypominało dziób i sprawiała wrażenie zamyślonej bądź obrażonej. Nad twarzą napisane było „Fabryka Koszmarów”, nie wychodzić!” Kiedy mężczyzna przeczytał to na głos twarz otworzyła swe oczy i skierowała się w stronę dwojga przerażonych ludzi. Nagle, zanim zdążyła coś powiedzieć do pomieszczenia wpadł jeszcze jeden człowiek. Kiedy drzwi do Fabryki Koszmarów znów się zamknęły twarz przemówiła. - Witam szanownych ludzi. Znajdujecie się teraz dokładnie metr za oficjalnym wejściem do Fabryki Koszmarów, nie wyjdziecie stąd dopóki nie zdobędziecie czterech kluczy, dziękujemy za odwiedzenie tego jakże szykownego miejsca. Sądzę, że jeśli będziecie ostrożni, to czekają was tu same przyjemności. I proszę zapamiętać, tu powiedzenie „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” jest prawdą. Jeśli poniesie was ciekawość to możecie zginąć… - Kurde, co to było?!- zapytał się mężczyzna, który dopiero co wpadł do pomieszczenia. - To była gadająca twarz, znajduje się przy każdym wejściu. – rzekła madame Von Lilin. - Skąd pani to wie? – zapytali obaj mężczyźni. - Jak wpadliśmy tu z mężulkiem to ten gadający gbur powiedział dokładnie to samo. A to co powiedział, jest śmiertelnie prawdziwe, ten dom to labirynt kłamstw i prawdy, dobra i zła, piękna i brzydoty , trzeba się mieć na baczności i nie może nas ponieść ciekawość, mnie i mojego mężulka niestety poniosła, dlatego go tu z nami nie ma. Na szczęście ja jestem i musicie się mnie słuchać, bo znam to miejsce, a teraz za mną moi drodzy.
Dwóch mężczyzn – Mike i Jake oraz madame Lilin –stara kobieta, która przeżyła już spotkanie z Fabryką Koszmarów szli teraz wąskim korytarzem. Drzwi wejściowe oddalały się coraz bardziej aż w końcu zniknęły za ścianą, która pojawiła się z nikąd. Byli już daleko od wejścia i dalej nie napotkali żadnego niebezpieczeństwa, co bardzo dziwiło madame Lilin. Nagle jednak, kiedy staruszka stanęła na wysuniętym kamyku i wcisnęła go w podłogę, kawałek ściany wysunął się z reszty konstrukcji i wydawało by się, że zgniótł siłą nacisku biedną staruszkę. W każdym bądź razie nie widać było ani kropli krwi wypływającej spomiędzy dwóch ścian. Jake rzekł chwilę potem. - Niech spoczywa w pokoju… Potem poszli dalej. - Jezu, broń nas od zguby! – powiedział Mike. - W tej przeklętej fabryce jest więcej zła niż na świecie. - Jak mówiła madame jest też i dobra strona tej fabryki. - Gówno prawda Mike! Mówię ci, gówno prawda. Musimy się trzymać na baczności i nie dać się zmiażdżyć. - Bez madame Lilin nigdy nie odnajdziemy wszystkich czterech kluczy! - Może ona jednak żyje? - Co ty pierdolisz została zmiażdżona, zmiażdżona! - Skąd wiesz, w tej fabryce mogą dziać się takie dziwne rzeczy, że nawet Bóg nie może tego pojąć. - Człowieku, drżę o swoje życie już od godziny a ty mi jeszcze mówisz o jakichś dziwach? - A co, wolisz, żebym mówił o krwawym zakończeniu naszego