Fantastyka · 10 min czytania
Fallen Angel - prolog; rozdział 1. Kula prawdy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prolog
Moje życie niczym się nie wyróżniało od życia innych znanych mi ludzi. Byłam zwykłą kelnerką w podrzędnym barze na przedmieściach Creneolonu. Zarabiałam przeciętnie, zazwyczaj na napiwkach podpitych zacnych obywateli, którzy liczyli także na inne usługi, których ja nie udzielałam. Z dzieciństwa nic nie pamiętam. To tak jakbym nagle się obudziła z głębokiego snu dorosła, musząca radzić sobie z życiem codziennym. Nie wiem, kim byli moi rodzice, skąd pochodzę i kim właściwie jestem. Nie wyjaśniał mi także nic mój towarzysz- Ardes, który często nazywa mnie Upadłym Aniołem. Jedyne, co mi wyjawił to moje imię – Eulalia, niestosowne i romantyczne. Zupełnie takie, jakie nie chciałabym mieć, jeśliby to zależało ode mnie. Mieszkałam w skromnym mieszkaniu obok baru, w którym pracuje. Opłaca mi je mój towarzysz. Nie wiem jak długo trwała ta rutyna, do momentu mojego ‘przebudzenia’, buntu. Rozpoczęłam poszukiwania prawdy na własną rękę. Była to właśnie jedna z pierwszych wiosennych nocy tego roku.
Ulice miasta były puste. Matki z dziećmi ukryły się w domach, a mężczyźni udali się do baru, w którym pracowałam. Wokalistka stała już na scenie. Jej krótka, falbaniasta spódniczka nie zakrywała nic poza pośladkami, których pragnął dotknąć każdy mężczyzna. Fantazyjny gorset odsłaniał więcej niż zakrywał. Blond włosy spadały kaskadami na odkryte ramiona piosenkarki. Czystym głosem śpiewała kolejne zwrotki ballady o niespełnionej miłości. Dochodziła dopiero północ, gdy drzwi się z hukiem otworzyły. Przestraszona blondynka na scenie zamarła na widok grupy jeźdźców, lecz po chwili znowu zaczęła śpiewać. - ‘...Wstając i szukając bezskutecznie Wyjścia z tej ciemności...– Jej głos przebijał się przez szum rozmów i niespokojnych szeptów na widok przyjezdnych. Ci z kolei szeptali pomiędzy sobą zerkając to tu, to tam. Sam, mój pracodawca, popchnął mnie w ich kierunku. - Idź ich obsłużyć – warknął, gdyż żadna z pracujących kelnerek nie chciała się zbliżyć do nowoprzybyłych. -‘... Myślę o tamtym dniu i niebezpiecznie Pogrążam się bardziej w bezradności...’ – Wokalistka kończyła piosenkę. Rozległy się pojedyncze oklaski. Amy, bo tak się nazywała ta seksowna blondynka, zeszła ze sceny. Podeszłam niepewnym krokiem, po raz pierwszy w życiu chwiejąc się na wysokich obcasach. - Może coś podać? – Zapytałam cicho. Nikt mnie nie usłyszał. Odchrząknęłam. – Dobry wieczór. Może coś podać? – Zapytałam pewniej. Jeden z nich, najwyraźniej przywódca grupy, podniósł głowę. - Wystarczy ciałko twojej koleżanki, tej, co zeszła ze sceny...– Powiedział jeden z zaniedbanych wędrowców patrząc mi prosto w oczy. - Twoje też może być - roześmiał się inny. - Nie chcesz? – Zapytał po chwili milczenia. – To nie. Nie wiesz, co tracisz...-Powiedział zuchwale, a jego kompani roześmiali się głośno. - Dla wszystkich moich ludzi po piwie. – Odezwał się nagle ich przywódca. Głos miał niski i szorstki. Cały czas przyglądał mi się bacznie. Wróciłam do baru. - Piwa – rzuciłam do Arnalisa, naszego barmana. Zerknęłam na wędrowców i policzyłam ich w myśli – 9 sztuk. – Chłopak pochylił się i spod kontuaru wyciągnął po kolei kufle i napełnił je złotym trunkiem. Sięgnęłam tace i pewnym krokiem poszłam zanieść zamówienie. Wędrowcy chwycili chciwie za trunki. Już się cofałam, gdy poczułam czyjąś rękę, która złapała mnie w pasie i przyciągała mnie do siebie. - Pójdziesz ze mną... – Szepnął mi do ucha wędrowca, a ja zaczęłam się wyrywać. – Nie szarp się, nic ci nie zrobię. Przynajmniej nic, o co mnie podejrzewasz. – Jego głos brzmiał mi w uszach, gdy opuściłam ramiona w geście poddania. Sam stojący obok baru zamarł. Doskonale wiedział, że jeszcze nigdy nikt mnie nie posiadł za pieniądze. Arnalis rzucił mi pełne dezaprobaty spojrzenie i wrócił do swojej pracy. Westchnęłam cicho i dałam się poprowadzić przez silną, męską dłoń.
Rozdział pierwszy Kula prawdy
Serce biło mi jak szalone, oddech był urywany. Brakowało mi powietrza! Ratunku – tak chciały wołać o pomoc wszystkie moje nerwy, lecz nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa. Nagle otoczyła mnie jeszcze większa ciemność. Kręciło mi się w głowie, z oczu popłynęły łzy. Niech mi ktoś pomoże… myśli błąkały się nieskładnie, aż w końcu zaczęłam opadać. Wylądowałam na czymś miękkim. Nadal nic nie widziałam, ale zewsząd dobiegały mnie nieznajome głosy. - Co dalej? Nie wiadomo czy uda się nam wrócić – to jakiś skrzekliwy głos dyskutował z innym – głębokim i spokojnym. - Musimy spróbować. Poświęciłem wszystko dla tej misji, więcej stracić już nie mogę. Jęknęłam cichutko i natychmiast poczułam zimny okład na czole. - Ciągle ma tę gorączkę. Mogłem od…