Kryminał · 10 min czytania
Fałszywe oskarżenie cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Proszę opowiedzieć wszystko, co się wydarzyło tamtego dnia. Poranne światło wlewało się do małego pokoiku na piętrze. Ptaki ćwierkały słodko za oknem, z kuchni dochodziły stłumione odgłosy porannej krzątaniny. Wszystko zdawało się być tak samo jak zawsze, ale... Artur wyprostował się pod czujnym wzrokiem inspektora. Był nerwowym człowiekiem, a teraz jeszcze to... - No więc... - zaczął niepewnie - 14 września dostałem zaproszenie na kolację od starej znajomej ze szkoły, Anny, na spotkanie z byłymi przyjaciółmi. Zaproszenie oczywiście przyjąłem. 19 września, kiedy miało się odbyć przyjęcie, wypadała sobota. Około siedemnastej razem z siostrą wyjechaliśmy do Anny. Dotarliśmy na miejsce jako ostatni, wszyscy już byli. O osiemnastej zjedliśmy kolacje, a pół godziny później Mariusz zaproponował, żeby zagrać w brydża lub w karty. Niektórzy usiedli przy stolikach i grali, a inni poszli posiedzieć na taras. Nagle usłyszałem krzyk i ujrzałem jak Feliks pada na podłogę. - ostatnie zdanie wypowiedział niemal z ulgą - To wszystko, co widziałem tamtego wieczora. Mogę już odejść? "Cóż za marna osobowość" pomyślał inspektor z niesmakiem. Będąc już pewnym, że po godzinie przepytywania nie otrzyma żadnej wartościowej informacji pozwolił mu odejść. - Mam nadzieję, że to co powiedziałem w czymś panu pomoże - powiedział Andrzej z szacunkiem, już z ręką na klamce. " Zapewne" pomyślał z lekkim sarkazmem inspektor. Głośno powiedział tylko: - Zobaczymy... tak czy inaczej dziękuje panu. - Ehm .. nie ma za co. A... myślę, że może dowiedziałby się pan czegoś ciekawego od Emilii. Nie myślał pan o tym? Nie? To do widzenia.. - Stop! - wykrzyknął inspektor - Usiądź pan. Andrzej z bolesnym westchnieniem powrócił na miejsce. - Dlaczego uważa pan, że rozmowa z Emilią może dostarczyć czegoś istotnego do sprawy? - zapytał świdrując go wzrokiem inspektor. - No.. przecież Feliks i Emilia byli razem w mieście przed pojawieniem się u Anny. Inspektor z całej siły uderzył pięścią w stół, a Andrzej uznał za stosowne się ulotnić. - Jak mam doprowadzić do końca to śledztwo - zwrócił się do kubka z kawą - skoro oni ani myślę mi w tym pomóc? Wpatrzył się w pogodny widoczek za oknem. Kiedy zgodził się w rozwiązaniu tajemnicy morderstwa Feliksa Blacka, nawet nie przypuszczał, że podejmuje się tak żmudnej roboty. - Bo im się wydaje, że wsypują siebie nawzajem - wyznał ponuro łyżce. - Ja rozumiem, że to przykre... ale... Ech. Cała sprawa była wielką zagadką. Po sekcji zwłok, okazało się, że Feliks zmarł przez przedawkowanie morfiny. Odbyła się rozprawa w sądzie. Nikt nie został oskarżony o naumyślne spowodowanie zabójstwa. Uznano to za przypadkową śmierć wskutek przedawkowania narkotyku. Minęły cztery miesiące i na posterunku policji pojawił się najlepszy przyjaciel zmarłego, który widział się z nim dzień przed śmiercią, oraz lekarz. Z całą pewnością siebie oświadczyli, że Feliks nigdy nie brał żadnych tabletek, a co dopiero morfiny. "Znałem go jak brata - powtarzał uparcie jego przyjaciel - Jestem przekonany, że Feliks nigdy, nigdy nie wziął wcześniej morfiny do ust. To morderstwo." „Mój pacjent nigdy nie brał morfiny – oświadczył lekarz – Jedynie małe tabletki z witaminami, po których zażyciu całego pudełka z pewnością nic by się nie stało.” To wyznanie pogmatwało wszystko. Jeżeli można uznać tą koncepcję za prawdziwą, kto w takim razie był mordercą i co zyskiwał na śmierci Feliksa? Inspektor spojrzał w popękany sufit. Tyle pytań bez odpowiedzi... co by dał za coś, co rzuciłoby trochę światła na tę mętną sprawę... Jakby odpowiedź na jego modły rozległo się pukanie do drzwi. - Proszę wejść! Skrzypnęły drzwi i do pokoju wsunęła się dziewczyna, którą widział już wcześniej. Wtedy była smutna i blada, teraz natomiast jej twarz zdobiła twarda determinacja. - Witam pana – oświadczyła bez skrępowania – Wiem, że zajmuje się pan sprawą Feliksa i chciałabym panu pomóc wyjaśnić tą zagadkę. Nie znałam Feliksa osobiście zbyt dobrze, ale z tego co pamiętam, zawsze był dobrym człowiekiem.. Nie wiem, kto zabrał mu życie, ale chcę się tego dowiedzieć – oświadczyła, wyciągając lekko podbródek jakby rzucała wyzwanie. - Proszę usiąść – inspektor poczuł cień nadziei. - Dziękuje. Aha, moje nazwisko to Laura Kaczmarek. - Miło mi – wyciągnął rękę – Janusz Sroka. Powracając do tej niemiłej sprawy.. Mówi pani, że nigdy nie znała pani Feliksa? - Mówisz – poprawiła go – bądźmy ze sobą po imieniu. Nie.. to znaczy… Moja siostra, Alicja przedstawiła mi go kilka lat temu. Zamieniliśmy ze sobą tylko kilka zdań i tyle. Żadne bliższe stosunki nas nie łączyły. Jego i Alicji też nie. Feliks był bratem jej… przyjaciela. Inspektor pokiwał głową - Rozumiem... Jednak z tego wszystkiego nie mogę…