Komedia · 7 min czytania
Familijny efekt rocznicowy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zblizala sie ktoras tam rocznica wejscia spolki na gielde. A ze przypadkiem byla to rocznica okragla, stalo sie jasne, ze konieczne sa obchody wyjatkowe a uroczyste. Przygotowania ruszyly pelna para – zestaw zaproszonych osobistosci robil bowiem duze wrazenie I perspektywa fuszerki jubileuszowej nie wchodzila w gre. Prezes szybko rozdysponowal ponadplanowe zadania dla wszystkich dzialow, ktore I bez tego, byly obciazone ponad wszelka rozsadna norme. I tak: pracownicy marketingu, w ramach czynu spolecznego I po godzinach pracy, zasypywali centrum miasta ulotkami gloszacymi chwale prezesa I potege spolki. Dzialali metodycznie, poruszajac sie czworkami; kazdej z czworek pilnowal zaufany wladz spolki. Pracownicy dzialu logistyki ozdabiali sciany biurowca gazetkami sciennymi ktorych glowny motyw byl jeden: prezes I mozni tego swiata. Biegali jak opetani po kilkunastu pietrach, porownujac wielkosc wycietych liter I podklejajac to co uparcie nie chcialo wisiec. Widywano ich w tych dniach z rozwichrzonym wlosem, klejem w jednej i nozyczkami w drugiej lapie a papierem kolorowym w zebach. Pracownicy dzialu Analiz Propozycji I Ofert dostali za zadanie opracowanie scenografii auli, gdzie miala sie odbyc oficjalna czesc imprezy. W praktyce oznaczalo to odpowiednie ustawienie tasiemcowych rzedow krzesel, dmuchanie balonow I mocowanie wstazek. Zadanie nielatwe, bo koncepcje gdzie co ma stac lub wisiec zmienialy sie z godziny na godzine. Dodatkowo prezes wynajal specjalistow od pozytywnych wibracji I zyl wodnych. Efekt tego byl taki, ze spedzono cale dwa dni, ustalajac gdzie wstazki beda mialy najlepsze feng-shui. Pracownikom dzialu Ewidencji Reklamacji, na pierwszy rzut oka, przypadlo stosunkowo latwe zadanie: mieli byc klakierami, na wypadek, gdyby reszta publicznosci nie reagowala wystarczajaco spontanicznie. W praktyce okazalo sie ze klaka to wcale nie taka latwa sprawa; klaskali nierowno lub nie dosc entuzjastycznie wznosili okrzyki, nie mowiac o tym, ze czesc chrypiala niemilosiernie lub nawet dostawala czkawki. Konieczne okazalo sie zatrudnienie fachowca, ktory w czasie serii nudnych wykladow, wprowadzal dzial Ewidencji w arkana sztuki. Slonymi kosztami wynajecia wykladowcy prezes obciazyl solidarnie pracownikow dzialu. Ksiegowosc opracowywala mozolnie scenariusz uroczystosci. Pieczolowicie ustalano kolejnosc wystapien, ilosc przerw na oklaski, rodzaje trunkow do poszczegolnych toastow, projektowano ruch sceniczny I zastanawiano sie, ktory ambasador powinien usiasc pierwszy – slowem, budowano dramaturgie. Dzial Segregacji I Normalizacji opracowywal natomiast od strony merytorycznej przemowienie okolicznosciowe prezesa. Prezes stawial trudne warunki: przemowienie powinno byc dowcipne, blyskotliwe, aluzyjne, pelne dygresji, najezone cytatami z klasykow I oczywiscie wyciagami z gieldowych osiagow spolki a przy tym ciekawe, nostalgiczne, zmuszajce do zadumy, refleksji I szerszych rozwazan o zyciu a nie o biznesie jedynie. No I najwazniejsze! Prezes zadal by srednio co trzy minuty, w przemowieniu pojawial sie zart. I to dobry! Biedni pracownicy dzialu zmagali sie ze slowem I palili komisyjnie kolejne, nieudane wersje mowy. Nierzadko dochodzilo do rekoczynow – jedni bowiem twierdzili ze lepiej bedzie powiedziec “jednakze” zamiast “albowiem” I to juz byl wystarczajacy powod by wziac sie za lby. Nerwowosc wzrastala wraz ze zblizaniem sie terminu gali. A nad wszystkim czuwal prezes. Na cotygodniowych, ogolno firmowych zebraniach ujawnial…