Religia · 5 min czytania
Fanatyk, wojownik i prostak.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Drogi CZYTELNIKU Zapomnij o zmartwieniach i dosiądź się do stolika w pubie, gdzie siedzą trzy osoby. Fanatycznie wierzący Błażej, niewierzący wojowniczy ateista Mariusz oraz prostak, głupek i idiota Heniek. Na zewnątrz pada, a w środku jest tak ciepło i przyjemnie. Zamawiasz piwko, siadasz przy stoliku tych trzech panów, którzy są pochłonięci rozmową w takim stopniu, że cię w ogólne nie zauważyli.
-No i słuchajcie - kontynuował Mariusz - siedzę tam w tym kościele, cały czas patrząc Danucie na cycki. Myślałem, że wybuchnę! Rany boskie, dawno mi tak nie stał! Heniu wybuchł głośnym śmiechem, wydając z siebie dziwne ośle dźwięki. -A po co byłeś w kościele? Przecież ty ateista jesteś - stwierdził oschle Błażej. Słowo "ateista", wypowiedział w takim samym tonie, jak feministka "facet". Pogardliwie aż do przesady. -W ogóle takich jak ty, to się nie powinno wpuszczać do Domu Bożego! - zawołał jeszcze roztrzęsiony - Bóg to widzi! I założę się, że chętnie by cisnął gromem w takiego robaka! I w kościele, świętym miejscu masz wzwód? To się do ekskomuniki nadaje! -Weź wyluzuj, przecież to zwykły budynek, wypełniony barankami bożymi - powiedział Mariusz i zaśmiał się. Od razu zawtórował mu Heniek i trzymając się za brzuch wrzasnął "baranki boże, no nie mogę!" - no i klechy. Szalone prawiczki w długich szlafrokach. Wydawało się, że Heniu udusi się ze śmiechu, a dźwięki jakie z siebie wydawał, przywodziły na myśl płonący chlewik ze zwierzętami w środku. -Nie obrażaj przy mnie namiestnika bożego! Bóg przemawia przez nich co mszę, są najbliżej naszego Stwórcy! - zawołał Błażej. Jego twarz była czerwona jak burak. -Jakiego Stwórcy człowieku? Pochodzimy od małp z obsranymi dupskami! A nasza konstruktorką jest kobieta, Matka Natura. -Bzdura. Bóg nas stworzył i tego podważyć się nie da. On istnieje, czuję jego żar wewnątrz mnie! O tak, dla Niego przeniosę góry, wypiję całe morza i rzeki, wszystkiemu podołam! - wrzasnął Błażej, trzęsąc się cały. Ludzie dziwnie na niego zaczęli patrzeć. -Człowieku, weź się uspokój bo nas na deszcz wywalą. Ten twój papa Wielki Pan Stwórca, raczej nam parasolki nie załatwi. A może dasz radę ją wymodlić? -Bez komentarza głupcze. Poniosło mnie trochę, ciężko jest dzierżyć Boży płomień w stodole pełnej siana. -A mi ciężko jest rozmawiać ze ślepym baranem. Bożym. - po tych słowach Mariusz spojrzał na Henia. Ten zaś zaczął się śmiać. -Prowokujesz mnie, cały czas. Tego ognia ugasić we mnie jednak nie zdołasz! -No tak. Ej,…