Horror · 12 min czytania
Fanka Kubusia Puchatka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- ... na koniec wspomnę jeszcze o tym, aby państwo nie zapomnieli wziąć jutro ze sobą parasoli, bo może być mokro. Dziękuję za uwagę i zapraszam na wysłuchanie informacji. - Dobry wieczór państwu, nazywam się Alina Kwiecińska i nadaję audycję na żywo z Częstochowskiego hotelu Patria, w którym to zaledwie godzinę temu odnaleziono zwłoki kolejnej ofiary. Chodzi tu oczywiście nie o byle jakie ofiary, lecz o ofiary samego Alexiel, który ostatnio codziennie kogoś zabija. Tymczasem policja wciąż nic o nim nie wie oprócz tego, jaką przybrał ksywkę, ta bowiem została wyryta na ciele każdej z jego ofiar. Czy i dziś zaatakuje? A jeśli tak, to gdzie? Czy kobiety będą mogły jeszcze kiedyś czuć się bezpieczne? Nie wiadomo, ale wiadomo, drogie panie, że nie jest wskazane wałęsanie się po ulicach po zmroku i umawianie z nieznajomymi mężczyznami. Następną ofiarą możesz być właśnie ty! I tym wyjątkowo groźnym akcentem kończę relację z Częstochowskiego hotelu przekazując pałeczkę Marcie, która będzie mówić do was ze studia. Pstryk. Ania wyłączyła telewizor. W pokoju zrobiło się cicho, słychać było jedynie tykanie antycznego zegara wiszącego na ścianie. Ania bardzo lubiła antyki, często wychodziła na kilku godzinne zakupy i wracała z nich z naręczem ubrań, jednak bardzo rzadko spotykała w sklepie jakiś ładny i w miarę niedrogi antyk. Oczywiście w miarę niedrogi na jej kieszeń. Nie twierdzę, że Ania jest osobą biedną. Pięć lat temu wyszła za mąż za bardzo bogatego młodego człowieka, lecz niestety zginął zaledwie kilka miesięcy po ślubie. Wypadek ten do tej chwili pozostał nierozwiązany. Jedni uważają go za morderstwo, inni natomiast za zwykły wypadek, który mógł się zdarzyć każdemu. Tak więc Anna niedługo po ślubie została wdową. Na dodatek bogatą wdową. Pracowała w firmie komputerowej, była inteligentna i ładna. Co do ostatniego, to miała bardzo zgrabną, szczupłą sylwetkę, ciemne, lśniące włosy i śliczny nosek, z którego zawsze była dumna. Ale to jeszcze nie koniec. Stefan – jej były mąż – zawsze powtarzał jej, że ma wspaniałe oczy, takie duże, bursztynowe, jak dwie, piękne kryształowe kule. Anna ziewnęła. Nie miała nic ciekawego do roboty, ze względu na to, że była akurat sobota. Niby miała jeden program do napisania, ale nie miała ochoty zabierać się za niego. Zresztą musiała go zrobić dopiero na poniedziałek. A dwa dni to przecież cała wieczność. Ania od dzieciństwa lubiła zostawiać wszystko na ostatnią chwilę, jednak jak już się za coś wzięła, to nie odeszła póty tego nie skończyła. Tak się przyzwyczaiła do robienia wszystkiego godzinę przed terminem, że teraz nawet jak się nudziła, to i tak nie zabrała się za robotę wcześniej. Wstała, uśmiechnęła się do siebie i poszła do łazienki. Była dopiero ósma rano, miała więc przed sobą cały, kolejny nudny dzień. Zdjęła szlafrok i weszła pod prysznic. Ciepła woda ożywiła ją i pobudziła do zrobienia sobie śniadania. Oczywiście wpierw musiała porządnie się wyszorować pod prysznicem, przecież nie wyjdzie z niego po zaledwie pięciu minutach. Wylała sobie na dłoń trochę mydła w płynie i zaczęła masować sobie nogę. Później zabrała się za mycie drugiej, brzucha, pleców i rąk. Na koniec jak zwykle zostawiła włosy. Nalała na rękę szamponu i zaczęła go delikatnie wcierać we włosy. Następnie spłukała go i wyszła. Owinęła się ręcznikiem, a włosy zawinęła w drugi, trochę mniejszy od pierwszego. Ten, który miała na sobie był ozdobiony w wizerunek jej ulubionej bajkowej postaci – Kubusia Puchatka. Od dziecka uwielbiała tego misia. Był taki słodki i kochany, że zawsze, gdy widziała jego milutki pyszczek, pragnęła go przytulić. Dlatego zawsze kupowała sobie wszystko z jego śliczniutką mordką. Jako nastolatka miała w pokoju kilkanaście pluszowych Puchatków, każdego innej wielkości i w innym ciuszku, lecz wszystkie były tym samym, jej ukochanym misiem. Jak tylko się wytarła, wtarła w siebie masę różnorakich kremów, toników i żelów, później wysuszyła włosy i ubrała się w granatową bluzkę i czarną spódnicę. Udała się do kuchni i zabrała się za robienie śniadania. Tym razem miała ochotę na naleśniki, więc skoro i tak nie chciało jej się zabrać do pracy, to stwierdziła, że chociaż dobre śniadanie sobie zrobi. Gdy się posiliła było już prawie południe (co tam godzina czy dwie) więc wymyśliła, że może iść do parku. Przed wyjściem schowała do torebki coś, co zawinięte w siatkę znajdowało się na jej biurku. Zawiniątko wyglądało z kształtu na jakąś zabawkę. Może pluszowy Kubuś na szczęście? Jednak jak tylko otworzyła drzwi uświadomiła sobie zapewne, że wyjście samej do parku jest nudne i nie wróży wspaniałej zabawy, ponieważ wróciła się, podniosła słuchawkę telefonu i wykręciła numer. Po chwili usłyszała sygnał. Czekała aż ktoś odbierze. - Halo? – w słuchawce odezwała się jakaś kobieta. - Cześć to ja, Ania. Nie masz ochoty na wyjście do parku? Samej mi tak jakoś głupio, bo co samotna kobieta może robić w parku? To jak? - Bo ja wiem... Właściwie to też nie bardzo mam co robić, znaczy się mam na jutro przygotować kilka rzeczy, ale nie chce mi się za to jakoś zabrać... - Może jak pogadamy sobie trochę siedząc w przytulnym parku, to nabierzesz ochoty? Wena twórcza przecież rzadko spada z nieba... - Zgoda. Gdzie się spotkamy? - Może już w parku? Przy fontannie, dobrze? - Nie ma sprawy. Będę tam za kilka minut, najdalej półgodziny. Na razie! - Do zobaczenia! Ania odłożyła słuchawkę. Uśmiechnęła się słodko pod noskiem i wyszła z mieszkania. Idąc podskakiwała od czasu do czasu, a gdy ktoś wskazał ją palcem krzyczała do niego, że to niekulturalne. Była w wyśmienitym…