Fantasy · 6 min czytania
Fantastyczna czwó... szóstka.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było ich sześcioro, znanych całemu światu zarówno podziemnemu jak i nadziemnemu. Byli łowcami głów. Byli najemnikami, złodziejami, zabójcami, ochroniarzami... kimkolwiek, jeśli klient płacił w złocie. Najczęściej jednak zajmowali się degustowaniem napojów alkoholowych w przydrożnych karczmach. Akcja tego opowiadania rozpoczyna się właśnie w momencie, gdy części sześciorgu, metaforycznie rzecz ujmując, urwał się film... - Hajna! Piwa! - wrzasnął krasnolud, podnosząc głowę znad stołu, wyciągając tym samym długą, rudą brodę z talerza. - Morda w kubeł, kurduplu! - odkrzyknął natychmiast jasnowłosy elf siedzący obok, ruchem pełnym wdzięku wysoko naprawdę wysoko, bo na drzewie) urodzonych wymierzając tzw. lepę w krasnoludzki kark. Nie żeby był rasistą (choć w głębi duszy właśnie nim był), ale w tej chwili głośne dźwięki raniły jego delikatne, szpiczaste uszy. - Hajna, piwa. - burknął obrażony knyp, nie oddając jednak ciosu. Gruby karczmarz przydreptał pospiesznie z wielkim dzbanem w dłoni. Z jego miny można było wywnioskować, iż wrodzona chciwość walczy w nim ze strachem przed niebezpieczną bandą. Szczególnie dwie kobiety napawały go przerażeniem. Jako druidki były równie niebezpieczne co podniecające. Obie, piwnookie i długonogie, odziane w lekkie skórzane pancerze, z długimi kijami ponaznaczanymi tajemniczymi runami. Ponadto były lesbijkami, co widać było na pierwszy rzut oka. Erotyczne wizje karczmarza przerwało donośne beknięcie krasnoluda. - Hajna! Więcej piwa! - I coś na ząb. - dodał budzący się mężczyzna, rozprostowujący szerokie bary i przeciągając się zwinnie niczym kocię. Oprócz tego, iż był niepokonanym w boju wojownikiem, był także wiecznie głodnym prostakiem. Karczmarz o mało nie zemdlał słysząc to "zamówienie". Goście bowiem zeżarli już 7 pieczonych świń i 4 smażone łososie, zagryzając wszystko faszerowanymi kurczakami, a byli tu dopiero od wczorajszego wieczora. W tej chwili z pijackiej drzemki obudził się ostatni kompan, stary mag o twarzy pomarszczonej niczym zasuszona śliwka. - Nadejszla wiekopomna... – nie dokończył, gdyż huknął o ziemię wraz z krzesłem. Dwie kobiety wybuchnęły śmiechem i łapiąc starego za chude ramiona oraz kawałki mocno podniszczonej, szarej szaty, posadziły go na podniesionym krześle. - Gdy się nie umie pić na poziomie, trzeba chociaż w pionie! Stary, gdy tylko dotknął stołu, zasnął smacznie i szybko (jak gdyby miał czyste sumienie, phi). Karczmarz zostawił ich rechotających i podreptał na zaplecze. Zduszony kwik rozległ się w chwilę później, lecz rozbawiona szóstka nie zwróciła nań uwagi. Nie zwróciła jej również wślizgująca się do knajpy podejrzana postać w długim, czarnym płaszczu. - Wiedziałem, że wcześniej czy później po mnie przyjdziecie... - zaczęła głosem pełnym jadu i nienawiści. - Jesteście moją nemezis... moją karą za to,…