Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 10 min czytania

Fatum

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Piaskowożółty Hummer podskakując na licznych dziurach w szutrowej nawierzchni pędził w stronę bazy „Echo” w mieście Diwanii, położonej w prowincji Qadisiyah, w południowocentralnej strefie stabilizacyjnej Iraku. Terrorystów odstraszało automatyczne działko kalibru 20mm, a także sześcioosobowa załoga, w której skład wchodził m.in. sierżant Antoni Krawczyk, trzymający w dłoni karabin Colt M4 z granatnikiem M203. Krawczyk miał dwadzieścia cztery lata, wyglądał jednak na ponad trzydzieści. Wystające kości policzkowe, płaskie i lekko zmarszczone czoło oraz szeroka czaszka, jakby wyrzeźbiona z kamienia nadawały mu wygląd silnego, a jednocześnie inteligentnego; ze spojrzenia jego ciemnych oczu można było wywnioskować, że życie boleśnie go doświadczyło; oczy te nie wyrażały smutku, lecz powagę. W tej chwili podświadomie lustrował nimi okolicę, w rzeczywistości jednak był głęboko zamyślony. Od początku patrolu nie odezwał się do pozostałych nawet jednym słowem. Nie mógł się otrząsnąć z wydarzeń mających miejsce w sąsiedniej prowincji na markecie w Hillach 2 dni wcześniej. Na rozkaz kapitana Dończewskiego otwarli ogień do tłumu, w którym znajdowało się kilku sunnickich terrorystów; w godzinach porannych, gdy na markecie panował największy ruch, ostrzelali zbiorowisko zabijając dziewięć osób i raniąc ponad dwadzieścia. Żołnierzy najbardziej irytowało to, że zaledwie raniono jednego z terrorystów, który na dodatek uciekł. Rozmyślania Krawczyka przerwało dotarcie do bazy. Tu żołnierze mogli czuć się bezpiecznie; zdjął hełm, powiesił karabin na szyi i poszedł w stronę baraku, w którym był zakwaterowany. Po wzięciu szybkiego prysznica udał się do oddanego dla użytku bazy telefonu. Codzienne długie patrole i warty nie dawały mu dużo czasu na sen, więc do swojej żony dzwonił co kilka dni. Weronika była zawodowym fotografem i robiła zdjęcia do reportaży ukazujących się codziennie w polskich gazetach.. Wybrał z pamięci numer. Po chwili usłyszał w słuchawce zniekształcony głos starszej kobiety, właścicielki zapuszczonego hoteliku, w którym zatrzymała się Weronika. -Czy mogę rozmawiać z Weroniką Krawczyk? – zapytał w języku irackim. -Nie ma jej od trzech dni, nie wiem gdzie się podziewa – głos kobiety wydawał się zlękniony. Antoni bez słowa odłożył słuchawkę. Niepokoił się o nią. Była godzina siedemnasta, a następny patrol miał dopiero o szóstej rano. Postanowił rozejrzeć się po mieście, czy gdzieś jej nie ma, i dokładnie wypytać właścicielkę hotelu. Po wyjściu z „Echo” zapalił papierosa i skierował się w stronę centrum Diwanii, próbując znaleźć jakiś powód, dla którego Weronika opuściła hotel aż na trzy dni. Gdy doszedł na miejsce, odgonił od siebie ponure myśli i wszedł do pomieszczenia szumnie nazywanego przez właścicielkę recepcją. Drewniane meble mające przynajmniej trzydzieści lat, wyblakłe ściany i odrywający się z sufitu tynk tworzyły wręcz post-apokaliptyczny wygląd. Przy skromnym biurku siedziała kobieta, której wiek można było określić na około siedemdziesiąt lat; była niewysoką Irakijką z siwymi włosami; z zachowania można było wywnioskować, że jest już zmęczona życiem; przeżyła już rządy proangielskiej dynastii Haszymidów, prezydenta Kassema, Saddama Husajna, aż wreszcie doczekała się wolnej Republiki Federalnej Iraku, nękanej przez terrorystów. Spojrzała na Krawczyka niechętnie, lecz jednocześnie jej spojrzenie jakby ujawniło respekt do wszystkich przybyszów z Zachodu; Antoni znał ten typ ludzi. Kobieta uważała, że razem z przybyszami z Zachodu przychodzą problemy dla miejscowych. Złożyła ręce i zdjęła okulary, pokazując jednocześnie gestem ręki, by usiadł. Antoni rozsiadł się najwygodniej jak się dało na starym, trzeszczącym krześle i nie pytając o zgodę zapalił papierosa. Wiedział, że takie zachowanie wzbudzi w kobiecie jeszcze większy respekt do niego i ułatwi wydobycie z niej informacji; wiedział, że cechą Irakijczyków jest niechęć do rozmawiania z żołnierzami. -Dzwoniłem do pani dzisiaj. Chciałbym wiedzieć, gdzie znajduje się teraz Weronika Krawczyk – powiedział po iracku. -Mówiłam panu, ja nic nie wiem, zniknęła trzy dni temu i od tego czasu jej nie widziałam…A czemu pan pyta? – zapytała po chwili przerwy, gdy jej ciekawość zwyciężyła rozsądek. -Jestem jej mężem – pokazał kobiecie obrączkę na palcu prawej ręki – jestem też żołnierzem, który tak długo zna Irakijczyków, że wie, kiedy kłamią. Proszę więc mówić – dodał pewnym, twardym głosem, co zdecydowanie podziałało na kobietę. -Dobrze – rzekła – prosiła mnie żeby nikomu tego nie mówić. Dowiedziała się skądś o jakimś spotkaniu terrorystów i koniecznie chciała utrwalić to aparatem, bo za takie zdjęcia zarobiłaby równowartość kilkumiesięcznej pensji… Krawczykiem wstrząsnął nagły…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Fatum — czytnik · opowiadania