Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 39 min czytania

Fehli Jumo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Fehli Jumo Pogromca Demonów

Opowieść o początkach i pierwszych sukcesach tego wielkiego maga, stworzycielu Zakonu Pogromców Demonów, walczącego w przyszłości z tymi niebezpiecznymi sługami Zobny i Kultu Boga Afabolisa. Według pewnego barda biorącego udział w bitwie z Kultem, w bitwie o Bramę Umarłych.

Sobotni wieczór 5 czerwca roku 3371 e.i. (era imperium) Poprzedniego dnia zakończyła się wielka bitwa między częścią zjednoczonych sił Haliburgu i Eifenburgu pod dowództwem elfiego Generała Barona Elinga Denao, a armią Odrodzonego Kultu dowodzoną przez Haramidzkiego generała Hrabiego Zupo Dulathaaga. Siłom Haliburgu udało się obronić twierdzę i odeprzeć atak. Bitwa o system bram i twierdzę kompleksu obronnego zwanego niegdyś Bramą Wodospadu a teraz Bramą Umarłych, nazwaną tak bowiem tędy prowadziła jedyna droga do serca Kultu, na bagna Zobny, oraz do zamku Gerhori - miasta Nekromantów. Brama Umarłych stanowiła trzy stopniowy mur w dolinie rzeki Emalver, od południowego krańca Gór Brunatnych aż do północnego krańca Gór Białych. Nad samą rzeką i wodospadem znajdowała się twierdza wybudowana jeszcze w roku 2978 p.e.i. oraz kilka bram przez które prowadziła jedyna droga od Gerhori do Królestwa Haliburgu. Tegoż wieczora gdy zwycięzcy świętowali do pewnej z karczm na jednym z dwóch dziedzińców wpadł nagle zdyszany żołnierz. - Widzieliście ! Na placu demon, demon dostał się do twierdzy. - Jak to?! To paskudztwo, co z nim ?! Wezwijcie Pogromcę ! - Spokojnie już się nim zajął. - Paskudne demony. Dobrze że Pogromca był w pobliżu. - Apropo Pogromców. wiecie skąd się oni w ogóle wzięli ? I kto był pierwszym Pogromcą i założycielem Zakonu ? Może pan pułkowniku ? - Nie wiem ale chętnie się dowiem. - Nie słyszał pan nigdy opowieści o Fehlim, pierwszym Pogromcy demonów ? - O Fehlim ? Słyszałem ale o tym co to ruszył do piekła aby zemścić- się na zabójcy swej rodziny, czy jakoś tak. - Tak ale wcześniej jako pierwszy zniszczył demona a nie tylko wygnał. Zaraz wam o tym opowiem. - Dajcie wina, będzie opowieść- !! - A więc tak: Po I Wielkiej Wojnie z Kultem latach 1488 - 1657 e.i. we wschodniej części Gór Brunatnych, ogromnym paśmie górskim ciągnącym się aż do gór Mroźnych, w niewielkim miasteczku Ag’Ojob leżącym w prowincji Imsygard, a dziś Księstwie, żył pewien ludzki czarodziej, zwany przez wszystkich Mudetaapa. Był on potężnym czarodziejem, siłą swej woli potrafił kierować zwierzętami jak i pogodą, mógł sprowadzać deszcz, wichury, zamiecie i inne tego typu rzeczy. Jak każdy człowiek starzał się jednak, a jego dni powoli zaczynały dobiegać końca, rozpoczął więc poszukiwania następcy godnego przejąć całą jego wiedzę i mądrość. W roku 1672 urodził się w Ag’Ojob u rolniczej rodziny mały chłopiec któremu rodzice nadali imię Fehli. W tym czasie jeszcze bystre oczy starego Mudetaapy śledziły potencjalnych następców. Po kilku latach gdy chłopiec podrósł jego oczy skierowały się ku niemu. Mały Fehli Jumo interesował się bardzo opowieściami starego maga, jak i jego magiczne sztuczki. Nie w głowie były mu zabawy małych dzieci, on już wiedział kim chciałby być w przyszłości. Nie chciał zostać ani wielkim generałem, ani poszukiwaczem przygód albo znanym odkrywcom, interesowała go tylko magia. Mudetaapa wiedział o tym zaczął więc nauczać już wtedy 10 - letniego chłopca jakichś prostych magicznych sztuczek. Jedną z bardziej ulubionych, było rozpalanie ogniska jeszcze za pomocą czaru. Jakież wielkie było zdziwienie Mudetaapy gdy po tygodniu zobaczył jak chłopiec rozpala ognisko już siłą swej woli. Używanie w magii woli wymagało ogromnej wewnętrznej siły od każdej istoty niezależnie czy był to człowiek czy karamin (którzy byli urodzonymi magami), a przy użyciu czaru dostawano wsparcie od swego boga oczywiście pod warunkiem że się do niego modliło. A przy zwoju wystarczało jedynie przeczytanie go na głos. Mudetaapa postanowił więc. To Fehli Jumo z Ag’Ojob miał stać się jego uczniem a później następcą. Na początku rodzice Fehliego nie byli zachwyceni takim obrotem sprawy. Liczyli bowiem że ich syn zostanie rolnikiem tak jak rodzice, ci bowiem do najbiedniejszych nie należeli i mieli spory kawałek ziemi jaki dostali od Imperium Caberolu w nagrodę za chwalebną służbę Cimerisa Jumo, dziadka Fehliego w wojnie z Kultem. W gruncie rzeczy martwili się o niego, był ich jedynym synem a szkolenie na maga nie należało do najprostszych i niekiedy mogło być nawet niebezpieczne. Fehli jednak nalegał, nalegał tak bardzo że otrzymał w końcu zgodę, ruszył więc do chaty Mudetaapy niedaleko od własnego domu, aby powiedzieć mu o decyzji swych rodziców. Przez 10 następnych lat czarodziej przekazywał chłopcu swą wiedzę na tematy magii, chłopiec zgłębiał tajniki w dziedzinie zjawisk niematerialnych oraz o ideach bogów, również Afabolisa. Uczył się o ziołach, miksturach, w szczególności interesowało go wytwarzanie alkoholu, z tym jednak Mudetaapa poczekał aż chłopak trochę podrośnie. Bardzo szybko przyswajał całą wiedzę jaką przekazywał mu stary mag. Stał się bardzo potężnym czarodziejem a dzięki pracy w polu wraz ze swymi rodzicami i innymi rolnikami, silny i wytrzymały jak na przyszłego maga. W końcu osiągnąwszy ostatni ze stopni uczniowskich stał się potężniejszy niż jego nauczyciel w jego wieku. Kiedy Fehli miał 20 lat Mudetaapa widząc że chłopak jest już gotowy postanowił oficjalnie i uroczyście nadać mu status Maga. W nocy z 9 na 10 maja 1693 r. e.i. odbyło się w Ag’Ojob zgromadzenie magów pod przewodnictwem Tivora, jednego z najpotężniejszych magów boga Ilzo, oraz wieloletniego przyjaciela Mudetaapy. Przy wielkim ognisku, wśród innych magów, przy śpiewach i winie oraz pośród padających ciągle modlitewnych zaklęć, Fehli Jumo zyskał święcenia jednego ze stwórców ludzi, boga Ilzo Wspaniałego. Fehli tak jak jego nauczyciel zyskał status Władcy Zwierząt i Pogody. Fehli jako jeden z nielicznych magów pragnął mieć żonę, chciał bowiem założyć rodzinę i toczyć spokojnie żywot w rodzinnym mieście. Pewnego dnia w karczmie usłyszał o przepięknej młodej kobiecie mieszkającej w Górach Eskuz. - W odległych górach za niziną Ahiburgu, nad wodospadem rzeki Coska, mieszka piękna Randis wraz ze swym ojcem. Dziewczyna jest tak piękna że wielu próbuje się starać- o jej względy . Nikt jednak stamtąd nie wraca. W lesie na jedynej drodze ku wodospadowi stoi dziwna budowla zbudowana ponoć- przez sam Kult w której podobno mieszkają demony, razem z demonem Salruga, niegdyś prawego rycerza który przeszedł na stronę Kultu ale nikt nie wie dlaczego. Fehli wysłuchał się wiele tych opowieści od przechodzących często przez Ag’Ojob bardów i wędrowców, zainteresowało go to na tyle że pewnego dnia oznajmił swoim rodzicom iż ma zamiar wyruszyć w góry Eskuz aby odnaleźć Randis i prosić ją o rękę. Rodzice zbytnio się tym nie martwili wiedzieli bowiem że mimo młodego wieku ich syn jest silnym magiem, lub też po prostu ukrywali swój strach o jedynego syna. Jedynie stary Mudetaapa wiedział co tak naprawdę czeka Fehliego w drodze do gór, jak i w samych górach. Tam bowiem znajdowała się pewna budowla jakich po wojnie z Kultem wiele było na całej Kecie. W budowlach tych swe siedziby miały demony Afabolisa, potężne duchy przywrócone z zaświatów podległe całkowicie woli swego boga, a w dodatku niezniszczalne, używające całej swej mocy w imię zniszczenia wrogów Kultu. - Słuchaj mnie chłopcze. Zdajesz chyba sobie sprawę z czym musisz się zmierzyć- . Czytałeś księgi, wiesz kim a raczej czym są demony. To nie zabawa to nie upiory albo anioły że można je zabić- zaklętym mieczem albo unicestwić- magicznymi zaklęciami. Nadal chcesz tam jechać- ? - Tak. Tak wiem czym są demony i kim byli przed śmiercią. Wiem również że są silne i nikt ich do tej pory nie zdołał unicestwić- , ale wiem również że ktoś w końcu musi to zrobić- , wiem także iż starczy mi sił aby tego dokonać- . Mam takie bardzo silne przeczucie że mi się uda. - Obyś się nie przeliczył. Jesteś zbyt pewny siebie. - Możliwe, ale to jest klucz do sukcesu. Musze być- pewien że mi się uda. Moja wola jest silna. - Masz zbyt mało doświadczenia jesteś jeszcze młody. Po twojej minie widzę jednak że chyba nie odwiodę cię od tego szalonego pomysłu. Szkoda. Skoro już postanowiłeś iść- na pewną śmierć- to chociaż przyjmij moją pomoc, ruszył bym z tobą ale mam już 263 lata i tak dużo jak na człowieka. - Dziękuję z chęcią przyjmę twą pomoc. Stary mag dał Fehliemu swą magiczną laskę, ciemno - brązowy bogato zdobiony kij zwieńczony szafirem, oraz wiele różnych czarów spisanych na specjalnych pergaminach, z których mógł mieć w swej podróży jakikolwiek pożytek. Poradził mu również aby po drodze wstąpił do miasta Mywir i odwiedził Tivora znawcy na temat wędrówek dusz, upiorów i demonów. Posiadał on wiedzę jakiej Mudetaapa nie miał ani w swej głowie ani w księgach. Mudetaapa dał również znać wszystkim zaprzyjaźnionym z nim czarodziejom o podróży swego ucznia i trasie jego wędrówki aby w razie czego udzielili mu pomocy. W dniu swych 21 urodzin we wtorek 14 sierpnia roku 1693 e.i. Fehli ruszył na wyprawę ku Górom Eskuz. Czekała go daleka droga przez niziny Ahiburgu , ok. 3000 km dzieliło młodego maga od celu - Gór Eskuz. Dostał od rodziców zapasy żywności, głównie suszone, sproszkowane bardzo pożywne mięso, oraz bardzo czystą wodę ze źródeł Gór Brunatnych. Od przyjaciela rodziców - burmistrza Ag’Ojob Pahipa, Fehli otrzymał wspaniałego czarnego konia Tone, liczył na to że wizerunkiem młodego czarodzieja rozsławi małe malownicze miasteczko. Założył więc na siebie magiczne szaty chroniące magia od różnych przeciwności losu, zielony płaszcz z kapturem przykrywające całe ubranie aż do kostek. Z pod kaptura widać było długie blond włosy, a w ręku trzymał magiczną laskę Mudetaapy zwieńczoną szafirem. Widzący go z daleka pomyśleli by że to jakiś elf. Stary mag nie przybył na uroczystość pożegnalną, tak jak uczyniła to prawie cała wioska, patrzył tylko z dalekiego wzgórza na miasteczko i opuszczającego je Fehliego. Patrzył ja żegnają go mieszkańcy wioski, rodzice, jak przemawiał burmistrz, jak przejeżdżał pod skalnym łukiem znaczącym wjazd do miasta i jak znika gdzieś na wschodzie. Matka Fehliego stała jednak najdłużej ze wszystkich wpatrzona w skalne załomy którymi prowadziła droga do Gubesh (niedaleko jakieś 520 km stąd), pierwszego dużego miasta jakie leżało na drodze młodego maga. Dopiero późnym wieczorem przyszedł po nią ojciec czarodzieja i zabrał do domu. Fehli przemierzał na swym koniu górskie przełęcze, między brunatnymi pojedynczymi skałami, piękne jeszcze zielone łąki i polany, ciche lasy i puszce Ahiburskich równin. Wiele wiosek i miasteczek witało go z radością i przyjaźnią, wieść o potężnym młodym czarodzieju jadącym na spotkanie tak wielkiego niebezpieczeństwa, biegła bowiem przed nim i otwierała mu drogę podróży. Ludzie witali go z szacunkiem i nadzieją. Mimo iż wojna skończyła się dawno temu a Kult został pokonany, to nadal działali jego dawni słudzy a demony panoszyły się w pobliżu swych strażnic i nikt nie mógł na to nic poradzić. Przejechał przez Gubesh, oraz wiele innych miasteczek aż wreszcie w sobotę 8 września 1693 roku e.i. po długiej i wyczerpującej wędrówce dotarł przed bramy warownego miasta Mywir. Mywir leży na południowym skraju wyżyny Ofau, dziś jedno z ważniejszych miast Imperium Detzego. Miasto jak to na duże miasto przystało nie było zbytnio przyjazne, mieszkało tam wtedy ok. 250000 mieszkańców, głównie ludzi, ale byli również karamini, elfy, często można tam spotkać nawet dziś krasnoluda. Blisko Mywir za Emalverem Błękitnym znajdują się ich rodzinne Góry Sajsi . Młody mag przekroczył główną bramę przez nikogo nie niepokojony, był ranek i wartownicy byli zbyt „zmęczeni” po nocy aby o cokolwiek pytać. Po wielkiej wojnie Cesarstwo Caberolu nie miało za bardzo czego się obawiać, resztki sił Kultu nie były liczne a silna zawodowa armia i Gwardia Bezpieczeństwa zapewniały spokój, toteż obrona miasta stała się koniecznym ze względów prawnych wydatkiem z budżetu miasta. Wartownicy nie mieli co robić więc nocami bawili się do upadłego (razem z wieloma żołnierzami jacy stacjonowali w mieście). Miasto wzniesione architektonicznie w stylu większości ludzkich miast, gładkie kamienne lub ceglane mury, z niewielką ilością rzeźb bądź kolumn. Zbudowane na planie owalu podwójny mur, pierwszy z bastejami a następny wyższy z licznymi wieżami. W południowej części miasta znajdował się zamek z urzędami imperium, siedzibą burmistrza i wojewody, w centrum mieści się rynek i siedziby rzemieślników, gildii i pozostałych świątyń. Na północnym krańcu miasta znajdowała się główna brama z dwiema ogromnymi basztami broniącymi wejścia, niedaleko od bramy znajdowały się dwie główne świątynie, wraz z kompleksami mieszkalnymi dla mnichów, magów i wszystkich innych należących do świątyni, wyznaczające krajobraz miasta. Pierwsza świątynia należała do boga Mautusa, a następna do boga Ilzo i to właśnie do niej skierował się Fehli w poszukiwaniu Tivora, który już go oczekiwał w swojej komnacie. Tivor przywitał z życzliwością swego gościa, udzielił mu wsparcia, odnowił zapasy. Przez dwa tygodnie Fehli przebywał w przy świątynnym klasztorze zgłębiając wiedzę na temat demonów, pomagał mu również swą wiedzą sam Tivor. W międzyczasie Fehli naraził się w Mywir okoliczny zbirom grasującym włoku miasta, ale to zupełnie inna historia. 24 września w poniedziałek młody mag ruszył w dalszą wędrówkę, najpierw ku rzece Emalver a dokładnie jej odnodze Emalverowi Błękitnemu, by wędrując wzdłuż niej dotrzeć do gór. Dojechał w końcu do miejsca gdzie rzeka Coska wpadała do Emalveru Błękitnego a następnie skierował się na północ w górę Coski aby dotrzeć do wodospadu. Podróżując ku swemu przeznaczeniu Fehli dotarł do niewielkiej puszczy znajdującej się już w Górach Eskuz tu zaczynała się jedyna droga przez puszczę w góry, do wodospadu gdzie ponoć mieszkała Randis. Jadąc na swym koniu 17 października trafił na dziwną kamienną budowlę w kształcie sześcianu. Przywiązał konia do najbliższego drzewa kilka metrów od budowli i podszedł obejrzeć ją dokładniej. Była to jedna z licznych strażnic Zobny jakie Kult budował w czasie wielkiej wojny dla swych demonów albo żołnierzy. Fehli wiedział o tym, czytał o tym u Tivora. Budowla nie miała żadnych okien a wejście było zawsze ukryte, w budowlach zawsze znaleźć żywność oraz złoto dla sług Afabolisa znajdujących się w potrzebie. Dzięki wiedzy jaką zdobył od Tivora wiedział gdzie znajduje się wejście do strażnicy, musiał tam tylko wejść i pozbyć się demonów, w drodze powrotnej jak wracał by już z Randis i tak musiał by stanąć z nimi do walki. Jak się wydawało Fehliemu była to największa trudność w jego długiej i trudnej wędrówce. Całą grupą jaka znajdowała się w budowli przewodził demon człowieka, Salruga żołnierza Haliburskiego, mściwego i zazdrosnego ale prawego rycerza, który pod wpływem organizacji Erydor (założonej przez Kult w celu rozpowszechniania polityki Zobny) przeszedł na stronę Kultu jeszcze dawno przed powstaniem Cesarstwa Caberolu. Fehli podszedł ostrożnie do strażnicy, ale został zauważony przez jednego z wilków pilnujących obejścia, ten wyskoczył z krzaków wprost przed młodego czarodzieja i zaczął warczeć aż zleciały się inne otaczając go. Piana toczyła im się z pysków, włosy zjeżyły im się na karku, a w oczach widać było śmiertelną zajadłość. Fehli wyprostował się, spojrzał na otaczające go warczące zwierzęta i powiedział - Zamilczcie moi leśni przyjaciele. Zawrzyjcie swe pyski, nie odważcie się mnie zaatakować- . Zaklinam was i rozkazuję abyście powrócili do swych domostw i nigdy już nie wracali w te strony i nie służyli nigdy ciemnym panom ! Nagle wilki zamilkły spuściły uszy, podkuliły ogony i uciekły w siną dal wieczornego lasu. Fehli podszedł do ściany i pchnął z trudem ukryte kamienne wrota, wszedł do środka. Już za chwilę miał się zmierzyć z nieśmiertelnymi dotąd demonami, duszami istot żyjących na Kecie a teraz przywróconych do życia dzięki mocy Afabolisa Mrocznego. Za pierwszymi wrotami nie było nikogo, a młody mag znalazł się w niewielkim pomieszczeniu oświetlonym dwoma świecami, dalej był ciemny korytarz zakończony kolejnymi, tym razem już widocznymi z daleka dębowymi drzwiami spod których widać było słabe światło. Pchnął je z łatwością jak po maśle, staną przed kolejną niewielką salą z pożółkłymi od świec ścianami. Tam ujrzały go dwa demony, dwa półprzeźroczyste duchy przypominające gorące powietrze, w momencie doleciały do czarodzieja. - Ejjj tyy głupii śmiertellnniku. Kkimm jesssteśś i czego tuu chceszsz ? - Jeślii nam nieee odpowiesz tooo zarazzz zginiesz tyy marnaa luuudzka tkanko. - Zaraz się dowiecie, jak tylko pozbawię wassss egzystencji. - Nadszedł moment jego wielkiego triumfu lub totalnej klęski. Fehli zdjął z głowy kaptur i donośnym głosem skierował swe słowa ku szykujących się do ataku demonom - Gińcie ! Odejdźcie z tego świata !! Odejdź na zawsze pomroku najokrutniejszych dzieci Ziji !!! Precz zawistne zjawy !!!! Precz !!!! Ziemia lekko zadrżała, cienie na ścianach poruszyły się a niektóre ze świec zgasły. Taką bowiem niosły w sobie moc i siłę słowa wypowiedziane przez Fehliego Jumo z Ag’Ojob. Demony spojrzały na siebie a pomieszczenie wypełniło się potworną jasnością, taką jakiej nikt jeszcze nie widział, Mag zakrył oczy ramieniem i odwrócił głowę, W jaskrawo niebieskiej poświacie zaczęły znikać dwa straszliwie syczące z przerażenia demony. Taki był koniec dwóch dotąd niepokonanych duchów. Gdy światło znikło razem z demonami Fehli odsłonił oczy, w pomieszczeniu panowała ciemność, świece stopiły się od ciepła, jakie spowodowało jasnoniebieskie światło wydobywające się z demonów. Nie mogąc złapać tchu z gorąca i ze zdumienia że oto jako pierwszy unicestwił (a nie tylko wygnał) demona, Fehli wyszedł na chwilę na zewnątrz. Panowała już noc, po złapaniu kilku stuknął laską Mudetaapy o ziemię a umieszczony na jej szczycie szafir zaświecił się dając jasnozielone światło. Z powrotem wszedł do strażnicy i otworzył kolejne drzwi za którymi znajdowała się główna komnata z czterema pozostałymi demonami i ich przywódcą Salrugiem. - Kim jesteś i czego tu chcesz. To musi być- coś ważnego skoro moi strażnicy cię tu wpuścili - powiedział normalnym głosem Salrug. - Niie ufffam muu o Pano. Zaabijmy go od razzzu. - Twój sługa ma rację że mi nie ufa. Twoi strażnicy nie wpuścili mnie, nie mogli mnie zatrzymać- - zaśmiał się Fehli - można powiedzieć- że pośpieszyli z powrotem na tamten świat tak jak to zaraz się stanie z wami ! - Chyba sobie kpisz nędzna kupo ludzkiego mięsa. Zgromadzone demony nie zdawały sobie sprawy z tego co stało się przed chwilą w poprzednim pomieszczeniu. Ku zdumieniu obecnych tam duchów, czarodziej stanął na środku sali, podniósł w górę ręce, wykrzywił twarz w dziwnym grymasie, zaczął zbierać w sobie potężną energię ze zniszczonych wcześniej przywróconych z powrotem do życia duchów. Czarodziej pochylił się i cofnął ręce do tyłu, w potoku ogromnego krzyku wydobytego z najgłębszych otchłani swej duszy, Fehli wyrzucił z siebie nagromadzoną w nim energię siły woli. Demony wraz z Salrugliem spoglądały przez moment ze zdziwieniem na stojącego maga, dopóki ziemia nie zadrżała. W tym momencie z demonów padł jaskrawo niebieski blask, w który zaczęły znikać gdzieś w przestrzeni, przeraźliwie jęcząc i piszcząc. Fehli padł

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Fehli Jumo — czytnik · opowiadania