Duchy · 5 min czytania
Ferii.(roz.1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dwie piękne dziewczyny siedziały nad jeziorem, niczym nimfy leśne podziwiały przyrodę wokół. Ich nagie stopy dotykały tafli błękitnej wody. Jedna z dziewczyn miała piękne długie kasztanowe włosy, sięgały jej do łokci, druga dziewczyna miała długie kruko-czarne włosy, i jak ciemna noc oczy. -Dlaczego tego nie zrobisz? -Przecież wiesz, że nie mogę. -Natalio… -Nie lubię jak tak do mnie mówisz. Przecież wiesz, że to nie jest moje imię. -Czy ty się kiedyś nauczysz udawać? -Nie umiem, nie umiem kłamać. Nie możesz mnie za to winić. Natalia, to nie było jej prawdziwe imię, było to imię ludzkie. Ale ona nie była człowiekiem, nie w 100%procentach. Nie lubiła określenia czarownica, to takie staroświeckie, była stworzeniem magicznym, to też brzmi głupio. Wolała mówić o sobie jako o magicznym człowieku. Niczym innym od ludzi się nie różniła niż tym, że miała magie we krwi. Według niej, tylko tym. Ale powoli los nauczał ją, że życie osoby magicznej jest zupełnie inne niż normalnego stworzenia ludzkiego, człowieka. Dobrze, że nie była jedyną osobą na ziemi z takimi uzdolnieniami. Była jeszcze Wera, i tysiące innych osób na całym świecie. W tym 50z jej szkoły, to bardzo dużo. -Wer, ja nie mogę. Wiesz jak to się skończy… dla niego. -Ale on ci się podoba. -Pamiętasz, co ostatnio musiał Artemis robić z tym chłopakiem, który mnie pocałował? -On był człowiekiem, nic dziwnego, że postradał zmysły. -A o tym chłopaku nic nie wiemy. -Kas, on ci się podoba. Czujesz coś do niego, wiesz, że nam jest bardzo nie łatwo się zakochać. -Wiem, dlatego się dziwie. Na imię miała Kasandra, wyglądała jak przeciętna nastolatka, ale czy na pewno? Była niewyobrażalnie piękna, ale normalni ludzie tego nie widzieli, nie chciała by widzieli. Nie zrozumieliby. Jej oczy były zielone, i odbijały naturę przyrody. Nie dziwiła się temu, jej praprapra babka była nimfą leśną, Leśną Ferii. Wer także była piękna, musiała być, pochodziła z rodu w którym od wieków nie było stworzeń nie magicznych, jak mówili na nich jej rodzice, ale dla niej byli ludźmi, którzy nie mieli zielonego pojęcia o pięknie magii wokół nich. I ta ślepota broniła ich, bo piękno zawsze było i będzie niebezpieczne. Zazdrościła Kas, swojej przyjaciółce, Kas nigdy tego nie rozumiała, nie dane było jej…