Komedia · 13 min czytania
feromony
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
feromony
To był ten z tych gorszych poranków. Wczoraj siedział do późna, potem koszmarne sny. Rano bolała go głowa. Myśl, że musi znów łazić od drzwi do drzwi, niczym zawszony kundel i wciskać ludziom kit z tymi odkurzaczami, nie pobudzała go do opuszczenia wyra. Kosmala ociągał się i grymasił. Najchętniej pospał by do południa. Nie było szans spełnienie tego marzenia. - Wychodzę do mięsnego.- zawołała żona z korytarza. - Za pół godziny jestem z powrotem. Lepiej dla nas obojga żebyśmy się wtedy nie spotkali. - Bo co! Pierdolniesz znowu focha? – miał ochotę wykrzyczeć. – No właśnie focha. Znowuż tydzień bez obiadu, bez czystych gaci, bez odzywania, bez sensu. – Już wstaję kochanie! – Kosmala nie miał zamiaru kolejny raz przez to przechodzić. Był prawie gotowy do wyjścia, poprawiał jeszcze krawat przed lustrem, kiedy ktoś zapukał. Odłożył skórzaną aktówkę, wypełnioną reklamówkami najnowszego modelu odkurzacza. Jeszcze raz poprawił krawat i poszedł otworzyć. W pierwszej chwili poczuł się jak prezes Ochucki Ryszard. – Nie dziękuje, lustro już mamy. - Miał zamiar powiedzieć na widok własnego sobowtóra. Identyczny garnitur, ta sama skórzana aktówka, głupkowaty uśmiech. Nawet krawat toczka w toczkę. Niemożliwe. Konkurencja zawitała do jego domu. W pierwszej chwili chciał podziękować, przecież nie miał czasu na te psychologiczne bzdury. Spieszył się do pracy. Znał wszystkie możliwe zagrywki. Wszak nie pierwszy rok sprzedawał odkurzacze. Dobrze opanował reklamowe chwyty. – „Bujać to my.” – święte słowa, wiszące na ścianie, w biurze szefa, dawno stało się jego własnym mottem. Już miał trzasnąć drzwiami, kiedy uświadomił sobie, że może to być dobra okazja, aby zobaczyć jak inni zarabiają na ten ciężki kawałek chleba, jakim jest akwizycja. - „Uczymy się wszak całe życie”- jak powiedział ktoś nie głupi. - Zajmę panu tylko minutkę. - Tyle akurat mogę panu poświęcić. Trochę spieszę się do pracy. – odpowiedział pewnie Kosmala. - Otóż to! - Co? - Spieszy się pan do pracy. - No właśnie tak powiedziałem. - Dlaczego? – pytam. – Nie niech pan nie odpowiada. Ja wiem. Wiem dlaczego. Znam odpowiedź. Jakiś gruby, stary, wredny typ grozi, że za kolejne spóźnienie, zwolni pana. I pewnie tak zrobi. Kiedy tylko zechce. Kiedy będzie miał już pana dość. Dość. Rozumie pan. Dość!!! Dość takiego traktowania. Dość strachu, dość stresu, dość niewoli! Nie przyznasz mi pan racji. Co to za życie, się pytam? Pan też się pytasz? A no takie zwyczajne, pospolite, szarobure życie. Aha. Dlatego właśnie tu jestem. Stoję tu, pod pańskimi drzwiami. Jestem po to, by te smętne życie panu ukoloryzować. Chcę aby tak jak teraz do pracy, spieszył się pan do domu. Lecz nie pod przymusem, nie pod pręgierzem, nie pod groźbą. Mogę sprawić, że będziesz pan gnał po robocie do domu jak na skrzydłach. Zapomnisz pan o problemach, o stresach, o wszystkim. Jedna myśl tylko zaprzątać będzie pańską głowę. Co nowego mnie czeka po przekroczeniu progu. Jaka rozkosz, przyjemność, zabawa. – koleś gadkę miał dobrą, ale na takiego zawodowca jak Kosmala, te teksty nie robiły najmniejszego wrażenia. Uśmiechnął się pod nosem. - Dobrze, ale o co konkretnie chodzi? –spytał. - Proszę pana. Feromony. Słyszał Pan? - Coś tam słyszałem. - Otóż to. Zapach który nie pachnie ale zniewala. Niech pan powącha. – podsunął pod nos Kosmali niewielką buteleczkę. – Czuje pan? - Nic. – Kosmala żachnął się dwa razy. – Nie, nic nie czuję. - A widzi pan. A to sam koncentrat. Stężenie większe, niż alkoholu w spirytusie. A wie pan co się dzieje po wypiciu setki spirytusu. Widzę po panu, że pan wie. Niech pan teraz pomyśli, co się stanie z pańską żoną pod wpływem takiego stężenia feromonów. Zresztą co ja mówię. Nie musi się pan wysilać. Mam tu materiał poglądowy. – sobowtór wyciągnął z aktówki laptopa, wcisnął Enter i przekazał go Kosmali. Ten zaciekawiony spojrzał na 14 calowy ekran. – jakaś bogata firma pomyślał, przy sprzedaży odkurzaczy prezentacje multimedialne były ciągle mrzonką. - Spot reklamowy zaczynał się nie ciekawie. Jakiegoś pomarszczonego dziadygę wita doktorek w białym kitlu. Nie po polsku mówią. Ciężko coś pokapować. Jedynie po gestykulacji można domyślić się, że o bzykaniu mowa. Po tej całej gimnastyce naukowca, stary cap kiwnął głową, że się zgadza i zaraz został opryskany perfumą. Nastąpiło zbliżenie kamery na specyfik. Nie było wątpliwości. Był to ten sam, który sprzedawca chciał sprzedać Kosmali. Potem starego prowadzili korytarzem. Znów zbliżenie na jakiś napis nad drzwiami. Nie po naszemu. W środku biuro. Trzy biurka. Dwa już zajęte. Dobre dupy za nimi siedzą. Jedna w czerwonym. Cyce jak bochny chleba. Usta szerokie. Oczy głębokie. Blond wichura na głowie. Druga na czarno. Gorzej zbudowana. Ale uroda zjawiskowa. Taka delikatna. Słodka, tylko całować. Stary ukłonił się i zajął miejsce za wolnym biurkiem. Doktorek, ten od perfum, tylko już przebrany, w garniturze, coś tam im wszystkim tłumaczy i gestykuluje. Tym razem spokojniejszy, żadnych gwałtownych ruchów, ciężko zrozumieć o co mu chodzi. Dziad jeszcze raz się do pasa ukłonił, i doktor wyszedł. Od razu można było wyczuć, że coś jest nie tak. Jakby im wyłączono klimatyzację. Kobiety zaczęły się pocić i mocniej oddychać. Najlepiej było to widać po tej w czerwonym. Jak jej te balony falowały. – Uff. - Kosmala poczuł, że też się poci. – A im bardziej one oddychały, tym się więcej rozglądały. Rozglądały się, i rozglądały, i na starucha spoglądały, i wreszcie ta w czerwonym, odważniejsza była, podeszła do dziada i chwyciła go za jaja. Dalej akcja potoczyła się błyskawicznie. Stary miał jeszcze krzepę. Wpychał tego wielkiego pomarszczonego chuja gdzie się tylko dało. - Najwięksi chińscy uczeni pracowali nad tą recepturą. – wtrącił sprzedawca, akurat kiedy stary orał dupę tej czarnej cnotliwej. - Wie pan jak tam się ludzi zatrudnia? - Kosmala całkiem oderwał się od oglądania filmu - Przecież nie muszę panu, inteligentnemu człowiekowi, tego tłumaczyć. Jest jak jest. Ale dzięki temu, ten niesamowity wynalazek kosztuje jedyne 120 zł. Niesamowita okazja. Niestety do czasu. Słyszałem, że Amerykany położyli już na patencie łapę. Znając…